Film KINO / DVD 

Crimson Peak. Wzgórze Krwi – Cyfrowe duchy pana del Toro [recenzja]

Guillermo del Toro upiera się żeby opowiadać staroświeckie historie grozy korzystając z pomocy supernowoczesnych efektów specjalnych. Efekt jest niestety dość marny.
Czy zaludnienie ekranu brzydkimi, cyfrowymi zjawami to na pewno najlepszy sposób, aby usatysfakcjonować wielbicieli klasycznego kina grozy?

W „Crimson Peak. Wzgórzu Krwi” śledzimy fabułę starą jak sam horror: młoda, niewinna kobieta (Mia Wasikowska) daje się uwieść tajemniczemu nieznajomemu (Tom Hiddleston), a kiedy go poślubia i trafia do jego ogromnej, mrocznej posiadłości, zaczyna zdawać sobie sprawę, że prawdopodobnie popełniła największy błąd życia – nie dość, że praktycznie nic o swoim małżonku nie wie, to do tego zamieszkująca wspólnie z nim siostra (Jessica Chastain) zaczyna wykazywać niezdrową zazdrość o brata. No i jest jeszcze pewna okropna tajemnica z przeszłości rodzeństwa, którą nasza biedna bohaterka ostatecznie pozna – tyle, że będzie już wtedy uwięziona w zasypanym śniegiem domostwie na odludziu.

Del Toro nie stawia na jakieś innowacyjne pomysły czy szokujące zwroty akcji, ale chce nam po raz kolejny opowiedzieć coś, co znamy, licząc, że po prostu zrobi to lepiej niż inni. Tylko czy zaludnienie ekranu brzydkimi, cyfrowymi duchami to na pewno najlepszy sposób, aby usatysfakcjonować wielbicieli klasycznego kina grozy? Owszem, niektóre kadry wyglądają przepięknie – ale kiedy należy budować napięcie, albo zmrozić nam krew w żyłach nadejściem jakiejś zjawy, nowoczesne efekty stosowane przez del Toro zupełnie nie dają rady. A przecież można było mieć nadzieję, że reżyser nauczył się czegoś jako producent współczesnej przeróbki swojego ukochanego horroru z dzieciństwa „Nie bój się ciemności” sprzed pięciu lat; wówczas za cyfrowe psucie atmosfery grozy winiono niedoświadczonego reżysera Troya Nixeya – być może niesłusznie bo w „Crimson Peak” sam del Toro psuje ją w podobny sposób, tylko jeszcze dotkliwiej, a do tego nie udaje mu się ograć posępności wielkiego domostwa równie dobrze, jak w swoim remake’u zrobił to Nixey.

Co więc dobrego można powiedzieć o najnowszym dziele twórcy „Cronosa” i „Labiryntu Fauna”? Chyba przede wszystkim to, że całkiem nieźle wypada jego pierwszy akt – ten najbardziej obyczajowy, w którym Wasikowska próbuje swoich sił jako początkująca pisarka (obierając za wzór autorkę „Frankensteina”, Mary Shelley), Hiddleston męczy się jako Anglik w Ameryce (zjednując sobie bohaterkę graną przez Wasikowską słowami: „Jak pani zauważyła, nie mówię ani słowa po amerykańsku”), a kruczowłosa Chastain rzuca demoniczne spojrzenia spod wspaniale wymalowanych rzęs. Zresztą akurat Chastain – mimo, że zepchnięta na drugi plan – zachwyca do samego końca, wynagradzając nam do pewnego stopnia czas spędzony w towarzystwie nudnych, komputerowych zjaw. I wygląda bombowo w staromodnej koszuli nocnej.

 

Alberto Veranda Dzika Banda DB
Poprzedni

Alberto Veranda - popkultura i sama słodycz [galeria]

Hachette
Następny

X-Men: Rozłam - Wojna domowa dla ubogich [recenzja]

Bartek Paszylk

Bartek Paszylk

Bartłomiej Paszylk jest autorem przekrojowej książki na temat kina grozy pt. „Leksykon filmowego horroru”, a także anglojęzycznej pozycji dotyczącej horrorów kultowych pt. „The Pleasure and Pain of Cult Horror Films”. Zajmował się również redagowaniem takich antologii grozy, jak: „City 1″, „City 2″ oraz „Najlepsze horrory A.D. 2012″.

Jego artykuły, recenzje i wywiady publikowano w popularnych czasopismach oraz portalach internetowych zarówno w Polsce, jak i zagranicą. Obecnie pełni funkcję redaktora magazynu Grabarz Polski i pisze teksty oraz recenzje dla Dzikiej Bandy, Nowej Fantastyki i Drivera.

1 Comment

  1. 2015-10-24 at 11:15 — Odpowiedz

    Ach… Jak ja się zgadzam z tą recenzją. Ostatecznie ocenię jako średni. Gdyby „Crimson Peak” był pierwszym filmem, który oglądam to z pewnością zostałbym fanem tegoż. Niestety i pokręconych rodzeństw już widzieliśmy sporo i duchów i takich domów…

    „No i jest jeszcze pewna okropna tajemnica z przeszłości rodzeństwa, którą nasza biedna bohaterka ostatecznie pozna”. Tak.. tej okropnej tajemnicy można było się stosunkowo szybko domyśleć.

Dodaj komentarz