KINO / DVD 

Asylum [film] [horror]

Nie często zdarza się taki film. Znany i wydawałoby się sprawny rzemieślnik, który sprawdził się w horrorze nie raz, wymyśla sobie historię o opętaniu i… realizuje najgorszy horror dekady. „Asylum” jest bowiem filmem tak złym, że od jego oglądania bolą oczy.

Są filmy złe, realizowane przez amatorów. Takich jest pełno na VOD. Tanie, niedorzeczne horrory, które zamiast straszyć niezamierzenie bawią. Trudno je oceniać, bowiem ich twórcy to w większości przypadków amatorzy, którym marzył się własny film. Marcus Nispel amatorem nie jest. Realizował klipy dla takich gwiazd jak Faith No More czy George Michael, kręcił reklamówki i wreszcie na koncie ma bardzo udany remake „Teksańskiej masakry piłą mechaniczną”. Po klapie swojego „Conana” przez cztery lata milczał, realizując własny, autorski projekt. Teraz pokazał go światu i jednak lepiej byłoby gdyby tego nie robił.

„Asylum” to bowiem wręcz podręcznikowy przykład na to jak nie powinno kręcić się filmu grozy. Począwszy do wyeksploatowanego motywu przewodniego – dzieciaki zamknięte w opuszczonym szpitalu psychiatrycznym, przez prowadzenie postaci (co chwila pojawia się tu ktoś kompletnie od czapy i w sumie nie wiadomo po co), na puencie kończąc (naprawdę nie chcecie widzieć jak ten film się kończy – uwierzcie na słowo).

Historia jest tu banalna. Grupa zbuntowanych dzieciaków imprezuje w starym szpitalu, wywołuje ducha i oczywiście ktoś z nich zostaje opętany. Miał może i Nispel pomysł dobry – czyli pobawmy się schematem i odwróćmy go do góry nogami, żartując przy tym z historii kina grozy. Ale wykonanie niestety cały koncept kładzie. Scenariusz każe wygłaszać bohaterom frazy tak żałosne, że nie da się ich słuchać i co gorsze każe im zachowywać się tak, irracjonalnie, że nawet poważne upośledzenie, debilizm i iloraz inteligencji kury tego nie tłumaczy. Akcja prowadzona jest chaotycznie, napięcia brak, a twisty pan reżyser traktuje… no właśnie, traktuje je trochę tak jak Mariusz Pujszo komedię. Znaczy niby jest śmieszne, ale śmieje się tylko reżyser. Tu niby jest starsznie i zaskakująco, a de faco żałośnie i nudno. Apogeum sięga Nispel w finale, gdy wprowadza ostatni twist – tak infantylny i nieudany, że będziecie przewijać film kilka razy, bo nikt o zdrowych zmysłach nie będzie w stanie uwierzyć w to, co widział.

Reasumując. Ten film to zło w postaci czystej. Należy go unikać, kopie spalić, a reżysera… No właśnie. Nispel może i ma wyobraźnię i potrafi straszyć, ale niestety musi mieć nad sobą restrykcyjnego producenta. Sam bowiem płodzi potwory, które tylko szkodzą jego reputacji.

Wykop ten artykuł:

Nasza ocena

Dno 10%
Asylum (aka Blackmask) Reż. Marcus Nispel. Wyk. Kelly Blatz, Brittany Curran, Brett Dier. USA 2015
10
SPI
Poprzedni

Marcus Nispel: kręciłem w głowie "Gwiezdne wojny"

Disney
Następny

„Piraci z Karaibów”, czyli tęsknota za dobrym łajdakiem

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz