KINO / DVD 

Cabin Fever – dziwny popkulturowy fenomen [recenzja]

W 2002 roku Eli Roth debiutował niskobudżetowym horrorem „Śmiertelna gorączka”. Dziś film doczekał się statusu dzieła kultowego, dwóch kontynuacji i remake’u. Nieźle jak na film sprzed raptem czternastu lat.

 

„Śmiertelna gorączka” powstała przez przypadek. Pod koniec lat 90. Eli Roth próbował być aktorem (bez większego powodzenia), uczył się produkcji filmowej i namolnie próbował wmówić różnym producentom, że na horrorach można zarobić. W 1996 roku „Krzyk” Wesa Cravena okazuje się być niespodziewanym hitem. Roth wyczuwa swoją szansę i przekonuje wytwórnię LionsGate do zainwestowania w jego autorski projekt – „Śmiertelna gorączka”. Sześć lat później film trafia do kin – zarabia fortunę (w porównaniu z budżetem) i otwiera Rothowi drzwi do kariery. Czy rzeczywiście „Śmiertelna gorączka była takim wydarzeniem na rynku? Nowatorskim filmem grozy, łamiącym zasady gatunku? Nie. Roth w swoim debiucie złożył hołd „Martwemu złu” Sama Raimiego, zastępując demony atakujące młodych studentów w leśnej chatce, zakaźną chorobą. Chorobą, która dała twórcom możliwość epatowania krwią i obrzydliwościami, które z kolei przykuły uwagę krytyków, uznających „Śmiertelną gorączkę” za zwiastun nowej estetyki w kinie grozy. Kiedy trzy lata później Roth zaatakuje kina pierwszą częścią „Hostelu” określona zostanie ona wdzięcznym mianem „torture porn”. „Śmiertelna gorączka” nie tylko zwiastowała nadejście ery okrucieństwa i obrzydlistwa, ale przypomniała ona producentom hollywoodzkim o marketingowej sile tkwiącej w niezależnie produkowanych horrorach. Od jej premiery zaczyna się zasadniczo era tanich horrorów, które wykorzystując szeptany marketing i internet finalnie zarabiają w kinach krocie.

I to wkład nazwijmy go historyczno-marketingowo-socjologiczny w przypadku debiutu Rotha jest ważniejszy, niż sam film, który nigdy nie był ani arcydziełem, ani nawet filmem bardzo dobrym. Kontynuacja „Śmiertelnej gorączki” pobiła rekordy obrzydliwości, prequel próbował dopisać do choroby teorie spiskową, a dziś otrzymaliśmy remake. Jeden z nielicznych remaków filmów współczesnych.

W swojej wariacji na temat „Śmiertelnej gorączki” reżyser Travis Z (wspomagany producencko przez Rotha) w sumie powtarza oryginał klatka po klatce, dokładając od siebie – nowsze efekty i jeszcze ładniejsze dziewczyny. Tyle. Konstrukcja jest tu identyczna – grupa dzieciaków jedzie do lasu na weekend. W nocy odwiedza ich zainfekowany pan i tak zaczyna się walka z tajemniczą chorobą. Znów mamy krew, wymioty krwią i odpadające od ciała płaty skóry. W zasadzie trudno stwierdzić, po co powstał ten film. No chyba, że miał on stanowić ostateczne potwierdzenie statusu współczesnego klasyka Eli Rotha. Tyle, że ja wciąż mam problem z uznaniem go za wizjonera i człowieka, który zmienił kino grozy. Każdy film, jaki nakręcił to w mniejszym lub większym stopniu hołd dla dawnych horrorów. Roth nie wytycza w gatunku nowych ścieżek i nigdy nie wytyczy. On przypomina o tym, którędy kiedyś chadzano. A że ma status gwiazdy – robi to z hukiem i przytupem. Ale nowej wersji swojego debiutu mógł sobie darować. Niczego ona nie wnosi i niczego nie zmienia.

eco
Poprzedni

Umberto Eco (1932-2016) - powieści najlepsze

Prószyński i S-ka
Następny

Krótka książka o miłości - gruba księga o filmach [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz