KINO / DVD 

Cell – Stephen King kontra zombie [recenzja]

Pierwszy od trzech lat kinowy film oparty na prozie Stephena Kinga, który paradoksalnie do kin nie trafił. I słusznie bo „Cell” Toda Williamsa, to niestety film nieudany. A co najgorsze sztampowy i niemiłosiernie nudny.

W zasadzie ta adaptacja nie miała prawa się udać. Ale aby zrozumieć dlaczego musimy cofnąć się do 2006 roku i momentu kiedy King wydał powieść „Komórka”. W bogatej bibliografii pisarza to powieść szczególna, bo dedykowana dwóm wielkim twórcom horroru – Richardowi Mathesonowi i George’owi A. Romero. „Jestem Legendą” tego pierwszego to jedna z najważniejszych powieści grozy w historii, zaś „Noc żywych trupów” Romero to film, który zmienił kino. Oddając hołd swoim mistrzom King stworzył powieść z jednej strony mocno zanurzoną w tworzonych przez nich światach (ocalały z zagłady człowiek, próbuje przetrwać w świecie zombie) z drugiej będącą próbą społecznej diagnozy lęków współczesności. Zło rozprzestrzeniało się tu przez telefony komórkowe, a ci którym udało uniknąć się infekcji byli w jakimś stopniu wykluczeni społecznie (albo mieli to szczęście, że nie używali telefonu). A teraz dlaczego to nie miało prawa się udać? Z prostego powodu – King, wielki przyjaciel Romero i wielbiciel jego filmów, żywcem przepisał tu sceny z pierwszej trylogii żywych trupów. Dlatego też mimo całej socjologicznej otoczki, „Komórka” była niczym innym jak literackim remake’iem apokalipsy zombie Romero.

Kiedy w 2007 roku do adaptacji powieści zgłosił się Eli Roth można było mieć jeszcze nadzieję. Nie tyle na dobry film, co okrutny hołd dla kina grozy lat 70. Twórca „Hostelu” bowiem niemal w każdym swoim filmie pokazuje, że tamten okres w kinie grozy ukochał najmocniej. Pech chciał, że w wyniku nieporozumień z producentami Roth wycofał się z projektu. „Cell” przeleżało na półkach kilka lat. W 2013 roku ogłoszono obsadę (John Cusack i Samuel L. Jackson – czyli duet, który znamy z „1408”), a potem zaczęło się produkcyjne piekło. Zdjęcia ruszyły rok później. Reżyserem finalnie został Tod Williams, który wielkim dorobkiem pochwalić się nie może. Na koncie ma niewiele – raptem nieudaną adaptację „Jednorocznej wdowy” Johna Irvinga („Drzwi w podłodze”) i drugą część „Paranormal Activity”.  Być może twórca obdarzony wyobraźnią filmową, potrafiłby twórczo zabawić się dość prostą fabułą „Komórki”, ale Williams do tej grupy niestety nie należy. Dlatego też jego „Cell” ogląda się jak kolejną nudną powtórkę z zombie rozrywki.

Pierwsza połowa filmu to nudna bieganina po mieście w którym grasują zombie. Nie ma tu ani zbyt wiele makabry, ani pomysłów. Ot kilku bohaterów przenosi się z punktu A do punktu B spotykając po drodze tych złych. Cusack wcielający się w szukającego syna Clay’a nie próbuje nawet ukrywać tego, że się nudzi. Jego bohater jest nijaki, pozbawiony charyzmy i motywacji (a przecież powinien takową posiadać, skoro szuka w świecie zombie zaginionego syna). Nie lepiej wypada postać grana przez Jacksona – sztampowo napisana i zagrana. Scenarzyści (w tym King) wycieli z powieści kilkanaście osób, zapewne przez to, że budżet filmu nie pozwalał na zatrudnienie większej ilości osób. Zresztą budżet to kolejna słaba strona „Cell”. Finansowe braki widać zwłaszcza w finale, gdzie tanie efekty CGI psują nastrój zagrożenia i zamiast budzić lęk, bawią do łez. Tak, oto jeden z tych filmów, gdzie koniec ludzkości zamiast poruszać, powoduje śmiech. Dodajmy jeszcze jedno – King nie był zadowolony z zakończenia powieści i w filmie je poprawił. Dzięki czemu otrzymaliśmy dwie puenty i w sumie trudno zdecydować się która jest gorsza – ta fantasmagoryczna, czy niby prawdziwa.

Od lat (konkretnie od premiery „1408”) King nie ma szczęścia do filmów kinowych.  „Cell” nie wyłamuje się z tego schematu. To kolejny niepotrzebny horror. Bez pomysłu, polotu a co najgorsze pozbawiony choćby grama twórczej energii.

Wskazówki Locke & Key
Poprzedni

Locke & Key #5: Wskazówki - mroki przeszłości [recenzja]

(C) 2016 The Five Series Limited. All rights reserved.
Następny

Porzucony według Harlana Cobena - solidnie napisany kryminał [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz