KINO / DVD 

Czego dusza zapragnie – Monty Python bez jaj [recenzja]

Pierwszy od osiemnastu lat kinowy film Terry’ego Jonesa i pierwsze spotkanie na ekranie wszystkich żyjących członków Monty Pythona. Niestety wbrew tytułowi „Czego dusza zapragnie”, wszystkiego, czego byśmy od Monty Pythona pragnęli nie daje.

Żeby była jasność, uważam, że zmiażdżenie przez zagranicznych krytyków tego filmu było głęboko niesprawiedliwe. „Czego dusza zapragnie” nie jest aż tak złym filmem, jak sugerują oceny na Rotten Tomatoes i Metacritic. Nie. Gdyby podpisał się pod nim ktoś inny, a kampania promocyjna nie była oparta na wielkim powrocie Monty Pythona zapewne rozczarowanie byłoby mniejsze. A tak… No cóż, kiedy otrzymujemy pierwszy od blisko dwudziestu lat film człowieka, który podpisał się pod „Żywotem Briana” i „Sensem życia”, oczekiwania są wysokie. A „Czego dusza zapragnie” nijak nie jest w stanie ich spełnić, choćby z tego powodu, że jest prościutką komedyjką. Ot błahostką na jesienne popołudnie.

Pewnego dnia grupa okrutnie zblazowanych kosmicznych stworów (to im głosów użyczyli Pythoni) uznaje, iż w ramach żartu podaruje przeciętnemu ziemianinowi moc absolutną. Czego zapragnie – spełni się w oka mgnieniu. Czy raczej za kiwnięciem ręki. Ponieważ wybraniec ma aparycję Simona Pegga, wiadomo, czego się po nim i po filmie spodziewać. Oto kolejny raz obejrzymy historię o tym jak sympatyczna pierdoła odmienia swój los, aby w finale dojść do wniosku, że życie bez supermocy jest lepsze.

Owszem są tu żarty wyśmienite, jak choćby początkowe oswajanie Pegga z mocą, czy dialogi z psem (czyli Robinem Williamsem kradnącym dubbingowe show Pythonom), który mimo daru mowy, nie potrafi pozbyć się psich nawyków. Ale niestety o wiele więcej tu dowcipów nie tyle kiepskich, co nie pierwszej świeżości. Mamy tu zatem i całe powtórki z filmów Richarda Lestera, trochę pythonowskich cytatów i standardowe dowcipasy o Angolach. Owszem ogląda się to przyjemnie, ale budzi, co najwyżej, lekki grymas na twarzy. Nietrafionym zabiegiem był też pomysł obsadzenia w roli obiektu uczuć bohatera Kate Backinsale. Jest śliczna, zdolna i nikt nie odmówi jej talentu, ale w komedii zwyczajnie się nie odnajduje. Zwłaszcza, gdy przychodzi jej tarzać się po ziemi z psem.

„Czego dusza zapragnie” jest zatem filmem niespełnionych obietnic (Monty Python) i mimo wszystko odgrzewanych żartów. Oglądanie tego filmu nie boli, ale też nie zostawia w nas zbyt wiele.  A szkoda bo potencjał w tej historii tkwił wielki. Zwłaszcza potencjał obrazoburczy – bo w końcu to mogła być opowieść o świecie, w którym pan Bóg jest igraszką w rękach złych obcych. Mogła, ale nie jest.

BBC
Poprzedni

Luther - gliniarz i psychopatka

Egmont
Następny

Sałatka ze Smerfów - warzywna apokalipsa [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz