KINO / DVD 

Człowiek mafii – Robert De Niro rozmienia się na drobne [recenzja] [film]

Jeffrey Dean Morgan, Robert De Niro i Gina Carano zagrali w filmie, który udaje film, który udaje film noir, który udaje, że udaje. Jakkolwiek wydaje wam się to zdanie idiotyczne – idealnie oddaje sens „Człowieka mafii”.

Jest taka specjalna kategoria filmów – tzw. filmy wymarzone. Nie, nie przez publiczność, nie przez gwiazdy, a wymarzone przez bogatych frustratów, którym wydaje się, że kiedy mają pieniądze, posiadają wszelkie narzędzia do realizacji filmu. Kupują gwiazdy (zazwyczaj te ciut przykurzone, ale wciąż wielkie), wynajmują reżysera, który zbyt wiele nie osiągnął (bo nikt w niego nie wierzył, oczywiście) i montażystę, który coś w życiu montował, ale bardziej telewizory w którejś z wielkich fabryk niż filmy. Taki producent zatem wyrzuca na stół jakieś trzydzieści milionów, dokłada kiepski scenariusz (najczęściej jeszcze napisany przez tego reżysera, co to nikt w niego nie wierzył) i mówi – róbcie, albowiem mam być wielki. I robią. Jeśli nie wiecie o jakie filmy mi chodzi to polecam – obejrzyjcie np. te produkowane m.in.  przez 50 Centa. Koszmarki w których o dziwo etatowo występował Bruce Willis.

„Człowiek mafii” należy do tej samej kategorii. Żeby było zabawniej – stoją za nim ci sami ludzie. Spece od tanich filmów, które dzięki gwiazdom w obsadzie udają dzieła lepsze niż są. Główny bohater Vaughn (charyzmatyczny Jeffrey Dean Morgan) jest krupierem w kasynie rządzonym przez Pope’a (Robert De Niro). Dawno temu Pope chciał z Vaughna uczynić swoją prawą rękę, ale ten odmówił, bo nie chciał na zlecenie zabijać ludzi. Kiedy córka naszego bohatera zaczyna chorować ba raka, ten zadłuża się wszędzie, gdzie tyko może. To jednak za mało. Okazuje się, że wciąż brakuje mu 300 tysięcy. Kiedy Pope odmawia pożyczki, Vaughn decyduje się dołączyć do grupy złodziei planujących skok na kasyno. Jak to w opowieściach noir bywa – prosta robota się sypie, a nasi gangsterzy z przypadku uciekają porywając autobus.

I tu w zasadzie kończy się film. Przez następną godzinę bohaterowie będą krzyczeć, przeklinać a na końcu nastąpi twist, tak irracjonalny, że nawet naginając rzeczywistość jak tylko można – trudno w niego uwierzyć. Podobnie jak trudno uwierzyć w psychologiczną motywację bohaterów i przemianę głównego złego. Ale żeby nie było, że tylko się czepiam. Nich i logika tej opowieści będzie postawiona na głowie – nie mam nic przeciwko. Pod jednym warunkiem – niech to będzie konsekwentne. Czyli albo budujemy wiarygodny świat twardzieli i gangsterów, albo bawimy się konwencją w niemal komediowy sposób. Ale nie próbujmy najpierw być poważni, a potem nagle zabawni. Życie bywa przewrotne, ale bez przesady.

Co do gwiazd to Robert De Niro robi tu dokładnie to co robi od kilku dobrych lat – snuje się po planie z nadąsaną miną. Jeffrey Dean Morgan ma swój magnetyzm, którego nie zabije nawet zły scenariusz, ale poza charyzmą nie ma zbyt wiele do roboty. Reszta obsady (m.in. Gina Carano, Kate Bosworth) wygłasza swoje kwestie i znika. Podobnie jak cały film. Trwa sobie, trwa, kończy się i znika. Kurcze – dlaczego ludzie, którzy wyrzucają w błoto miliony na takie coś, nie chcą zwyczajnie przelać nam pieniędzy na rozwój portalu. No kurcze blaszka – czemu. Wydaje mi się, że zrobilibyśmy z nich lepszy użytek. I nawet zamówilibyśmy u Roberta De Niro ranking jego ulubionych filmów. Byłby zapewne lepszy i ciekawszy od tego co robi na planie.

Gmork
Poprzedni

Hardboiled - fantastyka w stylu noir [recenzja]

Taurus Media
Następny

Bouncer. Do piekła i z powrotem - okrutny Dziki Zachód [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

2 Comments

  1. 2015-11-15 at 17:08 — Odpowiedz

    No tak… Wydaje się, że najlepszą decyzję z tego pokolenia aktorów podjął Jack Nicholson.

    • Robert Ziębiński
      2015-11-15 at 20:51 — Odpowiedz

      Mądry człowiek co nie chce rozmieniać się na drobne, poza tym świadomość choroby i tego jak mu przeszkadza pomogła. Hackman też odszedł świadomie na emeryturę, bo nie chciał się ośmieszać.

Dodaj komentarz