KINO / DVD 

Dar – emocjonalnie angażujący thriller [recenzja]

To, że hollywoodzcy aktorzy lubią i potrafią próbować się z reżyserią, nie jest żadnym novum. Clint Eastwood, George Clooney, Ben Affleck, a ostatnio nawet bożyszcze nastolatek Ryan Gosling, udowodnili w swoich dziełach, że nie brak w krainie snów jednostek zdolnych tworzyć kino ambitne, a jednak wciąż mogące podobać się szerokim kręgom odbiorców.

„Dar” jest pełnometrażowym debiutem reżysera Joela Edgertona. Choć trudno postawić jego nazwisko w pierwszym rzędzie amerykańskich sław, ma już na koncie kilka znaczących ról, w takich produkcjach jak choćby  „Wielki Gatsby”, „Wojownik” czy prequel „Cosia”.

W swoim debiutanckim dziele, Australijczyk bierze się za bary z tematyką psychopatycznych prześladowców. Kręgosłup fabuły nie należy do szczególnie skomplikowanych. Simon i Robyn to zdawałoby się, para idealna. On – uznany pracownik, na skraju awansu w prężnie rozwijającej się korporacji, ona – wzięta designerka. Dwoje bohaterów poznajemy w momencie przeprowadzki do nowego domu na przedmieściach. Dla obojga ma to być nowy start, swoisty reset, z dala od problemów przeszłości.

Dzieło Joela Edgertona porusza ważny temat i angażuje emocjonalnie, unikając przy tym wypracowanych przez lata w kinie gatunkowym schematów.

Jednak wzorem słów padających z ust jednego z bohaterów: „Zerwałeś z przeszłością, ale przeszłość nie zerwała z Tobą”, sprawy zaczynają się komplikować, gdy małżonkowie natykają się na nieznajomego mężczyznę, przedstawiającego się jako Gordo – kolega Simona ze szkolnych lat.

Dalszy ciąg nieprzypadkowych spotkań i nietypowe zachowanie mężczyzny zdają się sugerować, że chodzi o coś więcej niż tylko odświeżenie starej zażyłości. Wkrótce staje się jasne, że z pozoru niewinna znajomość musi przerodzić się w otwarty konflikt. Kim tak naprawdę jest Gordo i jakie są jego motywacje? Jaka mroczna tajemnica z dawnych czasów łączy go z Simonem?

Początek filmu jest powolny, niektórym może wręcz wydać się przegadany. Długa ekspozycja ma tu jednak swoje uzasadnienie. Czerpiąc z najlepszych dreszczowców, Edgerton kreuje pełną niedopowiedzeń historię, podsuwając kolejne fałszywe tropy i pozwalając nam stopniowo wnikać w psychikę bohaterów, dopasowując elementy układanki. A kiedy już wydaje nam się, że karty zostały wyłożone na stół i znamy rozwiązanie, wywraca wszystko do góry nogami.

Nic nie jest tu czarne lub białe. Reżyserowi  zdecydowanie udała się trudna sztuka postawienia widza w emocjonalnym rozkroku. Udała się do tego stopnia, że gdy w końcu prawda wyjdzie na jaw, poczujemy jedynie bezsilną złość.

Trafione w punkt są również wybory obsadowe, bo tercet aktorów wokół których skupia się historia, wykonuje wyśmienitą robotę. O ile Edgerton i Hall przyzwyczaili widzów, że nie schodzą poniżej pewnego poziomu, tak znany do tej pory głównie z występów w komediowych produkcjach Jason Bateman pozytywnie zaskakuje. Niejednoznaczna rola człowieka sukcesu naszych czasów – ze wszystkimi tego implikacjami – może okazać się dla niego prawdziwą trampoliną do kolejnych angaży w filmach o poważniejszej tematyce.

„Dar” to dobry film i jeszcze lepszy debiut.  Dzieło Joela Edgertona porusza ważny temat i angażuje emocjonalnie, unikając przy tym wypracowanych przez lata w kinie gatunkowym schematów. Panie reżyserze, chciałoby się powiedzieć – chcemy więcej.

MeoMai Disney Princess DB
Poprzedni

Wojownicze księżniczki Disneya [galeria]

Interscope
Następny

Honeymoon – patologiczny miesiąc miodowy [recenzja]

Maciej Bachorski

Maciej Bachorski

Urodzony w 1987 roku w Środzie Wielkopolskiej. Z wykształcenia magister Administracji, choć zawodowo związany z branżą logistyczną. Z usposobienia choleryk-melancholik. Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i miodowego Jacka Danielsa. Pisze od 2011 roku, głównie opowiadania z szeroko pojętego nurtu fantastyki i publicystykę.

Publikował w "Nowej Fantastyce", a także w serwisach "Horror Online", "Szortal" (audiobook "Reguła Rothmana"), "Niedobre Literki" i "film.org.pl". Kilkukrotnie wyróżniony w konkursach na opowiadania organizowanych przez portal "Nowej Fantastyki". Z "Dziką Bandą" związany od października 2015 roku.

2 Comments

  1. 2015-11-02 at 08:38 — Odpowiedz

    Bardzo dobry film, nawiązujący trochę stylem do thrillerów – dreszczowców z przełomu lat 80 tych / 90 tych o małżeńskich parach i nad wyraz przyjacielskich nieznajomych „Cape Fear” (1991), „Sublokatorka” (1992). Joel Edgerton to Australijczyk, a nie Amerykanin. No i Joel Edgerton to przede wszystkim australijski „Animal Kingdom” (2010). To właśnie od filmu Davida Michoda nazwisko Edgertona stało się bardziej rozpoznawalne.

  2. 2015-11-02 at 17:38 — Odpowiedz

    Rzeczywiście, mea culpa – nie wiem co mi do łba wpadło z tym Amerykaninem.

Dodaj komentarz