KINO / DVD 

Dark was the Night – coś złego w lesie [recenzja]

Zgrabny niskobudżetowy horror o złych istotach nawiedzających spokojnie, prowincjonalne miasteczko. I tylko pytanie, dlaczego w Polsce nie potrafimy takiego filmu nakręcić wciąż pozostaje bez odpowiedzi.

Miasteczko Maiden Woods to zabita dechami dziura, w której nic się nie dzieje. Większość mężczyzn pracuje w okolicznych tartakach, kobiety siedzą w domach i opiekują się dziećmi, a policja to mały komisariat z szeryfem i zastępcą. Pewnego poranka młody zastępca odkrywa, że w całym mieście roi się od śladów dziwnych zwierząt. Kiedy wraz z szeryfem ruszają śladami, odkrywają, że te nagle urywają się w lesie. Co więcej okazuje się, że żadne znane nam zwierzę nie zostawia tak wielkich i dziwnych śladów. Powoli nadciąga noc, a miasteczko zmieni się w pole bitwy między ludźmi, a dziwnymi stworzeniami, które przybyły z głębin lasu.

„Dark was the Night” to prosty, oparty na legendach horror, którego największą siłą są dobrze zagrane role, muzyka i duszny, małomiasteczkowy klimat.

Zabawna sprawa – kiedy czytam o listach najlepszych niezrealizowanych scenariuszach (tzw. Hollywood Blacklist) to zazwyczaj znajdują się tam same posępne dramaty obyczajowe, filmy o rozbitych rodzinach, a nawet opowieść o facecie gadającym z bobrem (słynny „Beaver” nakręcony w końcu przez Jodie Foster, z Melem Gibsonem w roli głównej). Tym czasem skrypt do „Dark was the Night” widniał na liście najlepszych scenariuszy, które czekają na realizację od 2009 roku, tyle, że na początku nosił tytuł „The Trees”. Jego fabułę zainspirowały prawdziwe zdarzenia z XIX wieku, kiedy to mieszkańcy Topsham w Wielkiej Brytanii odkryli na swoich posesjach ślady tajemniczych istot. Do dziś nie wyjaśniono, kto owe ślady zostawił, a miejskie legendy głoszą, że spacerował tamtędy Rogaty we własnej osobie. Scenarzysta Tyler Hisee, przeniósł akcję z Wielkiej Brytanii do współczesnych Stanów, wplótł w fabułę wątki ekologiczne, społeczne i przede wszystkim obyczajowe.

Mamy zatem miasteczko, w którym czas się zatrzymał, drwali, którzy karczują stare lasy i szeryfa, który boryka się z osobistymi problemami. Samo wprowadzenie w opowieść snuje się powoli, ale bynajmniej nie nudno. Heller ładnie nawiązuje do tradycji kina grozy rodem z lat 70., dobrze buduje napięcie, ale przede wszystkim wiarygodnie konstruuje postaci. Dzięki czemu otrzymujemy opowieść o zwykłych ludziach, postawionych w dziwnej i tajemniczej sytuacji. Pewnie, że w finale można mieć trochę pretensji o nadmiar efektów i zdradzenie wyglądu stworów, że reżyser w pewnym momencie może i niepotrzebnie wykłada karty na stół. Ale tak naprawdę nie psuje to zabawy, jaką daje „Dark…”. Prosty, oparty na legendach horror, którego największą siłą są dobrze zagrane role, muzyka i duszny, małomiasteczkowy klimat. I znów oglądając film, zakołatało mi w głowie fundamentalne pytanie. Dlaczego nie u nas? Mało to mamy legend i podań? Mało to u nas zapomnianych wiosek i tajemnych zdarzeń? Ano całkiem sporo. „Dark…” kosztowało grosze, więc zarzut jakoby potrzebny byłby tu wielki budżet też odpada. No więc, o co chodzi? Dlaczego u nas nikt nie potrafi nakręcić dobrze skonstruowanego, czysto gatunkowego horroru? I to pytanie sobie tu zostawię. Niech sobie wisi. A „Dark was the Night” zwyczajnie polecam, jako kawał wzorcowo odrobionej lekcji ze skromnego kina gatunkowego.

 

Dark Horse Comics
Poprzedni

Made in USA: przegląd komiksów (XXIII) - styczeń 2016

Imports
Następny

Lost Tarantism - powrót do Titty Twister [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz