KINO / DVD 

Deep Dark – konwersacje (i nie tylko) z dziurą w ścianie [recenzja]

Może gdyby trzydzieści lat temu ten film zrobił David Cronenberg, trzydzieści lat później ktoś o takim filmie by pamiętał. „Deep Dark”, dzięki pomysłowi na fabułę z pewnością zasługuje na uwagę widzów, gorzej z samą jego realizacją.
 Czy to ma być coś w rodzaju kolejnego odcinka „Strefy mroku”, czy film aspirujący do bycia metaforyczną opowieścią o losie artysty i penetrowaniu głębokich obszarów dziur… to znaczy sztuki?

Trochę czarna komedia, trochę horror, trochę dyskurs na temat granic sztuki, trochę kolejna opowieść o niespełnionym artyście, który nagle znajduje niezwykłe źródło inspiracji. No i przede wszystkim film o gadającej dziurze w ścianie. Brzmi nawet intrygująco, prawda? Niestety, cały ten zaskakujący (a może i nie) misz masz, gdzieś po drodze rozsypuje się, rozdrabnia, traci z czasem uwagę widza, martwi zmarnowanym potencjałem. Filmowi brakuje po prostu jakiegoś nerwu, energii, które mogłyby wynieść obraz o kilka oczek wyżej, i które bardziej oddawałyby konotacje samego tytułu. A jednak, mimo tych krytycznych uwag, coś w nas jednak po seansie pozostaje. Niestety, za mało.

Hermann Haig, młody artysta, ni to rzeźbiarz, ni to performer, czyli wiadomo – taki od sztuki nowoczesnej, na dodatek wciąż mieszkający z matką, cierpi na kryzys twórczy. Albo, powiedzmy głośno prawdę, jest po prostu artystą do dupy. A może inaczej – do dupy jest dzisiejsza, nowoczesna sztuka, jak kto woli. Bo przecież Hermann chce tworzyć, trawi go artystyczny niepokój, szuka natchnienia, które wydobyłoby z niego coś więcej, zamiast cudacznych instalacji i przedstawień, które zamiast uwznioślać sztukę, tylko ją ośmieszają. W końcu następuje przełom. Wuj Hermanna, z tego co możemy się zorientować, najwyraźniej bogaty i uznany artysta, wynajmuje mu odosobnione studio. Bohater ma  dwa tygodnie, by stworzyć coś wyjątkowego i przedstawić dzieło właścicielce wpływowej galerii. Czy mu się uda? Pewnie. Rzecz w tym, że nie jest pełnoprawnym twórcą dzieła. W tworzeniu pomagała mu bowiem, gadająca kobiecym głosem i jak się z czasem okazuje niezwykle zaborcza i zazdrosna – dziura w ścianie.

Na dodatek dziura nie tylko gada. Najpierw wysuwa na cienkich drucikach liściki, potem stopniowo powiększa się, a kiedy jest usatysfakcjonowana z pogłębiającej się z każdym dniem współpracy, coś produkuje, coś z siebie wyrzuca – coś, czego wcześniej brakowało dziełom Hermanna i teraz jest ich głównym elementem. Samą esencję sztuki w postaci… a to już chyba lepiej samemu zobaczyć. I wszystko byłoby dobrze, gdyby fabuła nie zaczęła nagle dryfować – raz w jedną, raz w drugą stronę, jakby twórcom filmu brakowało zdecydowania (i jaj), by poprowadzić ją w konkretnym kierunku, najlepiej związanym z tytułowym, głębokim mrokiem. Przez to tak naprawdę nie wiadomo, z czym mamy do czynienia i wcale nie chodzi tu tylko o gatunkową rozpiętość filmu, raczej o samą wagę opowieści.  Czy to ma być coś w rodzaju kolejnego odcinka „Strefy mroku”, czy film aspirujący do bycia metaforyczną opowieścią o losie artysty i penetrowaniu głębokich obszarów dziur… to znaczy sztuki? Przez pewne fabularne pęknięcie, tego niestety nie wiadomo. Wiadomo za to jedno – ten rodzaj filmowej sztuki, z powodzeniem uprawiali wcześniej Cronenberg, Lynch, czy bracia Coen, ale nie można jeszcze w ich poczet zaliczyć reżysera „Deep Dark”, Michaela Madaglię. Stworzył ciekawy film, może nawet i dobry, który po  prostu mógł być lepszy. Temat na to zasługiwał, zawiodło wykonanie – przypadek jakże częsty na polu sztuki.

 

SPI
Poprzedni

9 songs, czyli piosenki o seksie [ranking]

nad morzem recenzja
Następny

Nad morzem - Ambitna porażka Angeliny Jolie [recenzja]

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz