KINO / DVD 

Dziewczyna warta grzechu [film] [komedia]

Peter Bogdanovich był niegdyś określany mianem złotego dziecka Hollywood. Dziś ma siedemdziesiąt pięć lat, złamaną karierę i opinię dziwaka, z którym nie warto pracować. Na szczęście opinia a fakty bardzo często mają nijak się do siebie. Najlepszym dowodem na to „Dziewczyna warta grzechu” – pierwszy od trzynastu lat film Bogdanovicha i zarazem jedna z nielicznych autentycznie zabawnych komedii, jakie powstały w ostatnich latach.

Na początek ostrzeżenie. Ten film to rzecz zupełnie nie z naszych czasów. „Dziewczyna…” bowiem to hołd, jaki Bogdanovich składa zapomnianemu dziś podgatunkowi komedii jaką było screwball comedy, czyli po naszemu, szalona komedia omyłek, w której romans rządzi się kompletnie irracjonalnymi prawami przypadku.

Arnold Albertson jest wziętym reżyserem, który właśnie pracuje nad nową sztuką. Jego piękna żona gra w niej główną rolę, jej dawny przyjaciel postać męską… Do pełni obsady brakuje młodej aktorki, która wcieliłaby się w postać prostytutki. I wtedy na castingu pojawia się ona – Izzy. Jest śliczna, dowcipna, pełna wigoru i kapitalnie odnajduje się w roli. Co nie dziwi wcale Arnolda, albowiem Izzy to prostytutka, z której usług korzystał poprzedniej nocy. Sprawy zaczną się komplikować, gdy cała ekipa uzna, że Izzy jest idealna do roli, a były absztyfikant żony przypomni sobie, że kiedyś już Izzy widział. Jakby tego było mało, pewien dawny klient dziewczyny popadnie w paranoję i zacznie ją śledzić…

Tak – „Dziewczyna…” bezustanną karuzelą żartów, slapstickowych sytuacji i absurdów, w które pakują się przez cały czas bohaterowie.  Poziom komplikacji irracjonalnych zdarzeń rośnie tu z każdą minutą, by w puencie osiągnąć swoje apogeum.  A wszystko to napędza niesamowita reżyserka energia, o którą już nikt chyba Bogdanovicha nie podejrzewał. I to chyba jest największym zaskoczeniem tego filmu. Że starszy pan powrócił po latach do kina (i gatunku, w którym kiedyś przecież świetnie się sprawdził, jeśli pamiętacie, „Co słychać Doktorku?”) w energią młodzieniaszka, pokazując wszystkim, którzy go skreślili, że mimo kryzysu, życiowego pogubienia się, wciąż jeszcze potrafi opowiadać.

A kryzysów Bogdanovich w swoim życiu miał sporo. Kiedy debiutował świetnym „Targets” (nie liczę „Podróży na planetę prehistorycznych kobiet”, bo podpisał to pseudonimem) mówiono, że jego filmy zmienią historię. Potem był „Ostatni seans filmowy”, „Co słychać Doktorku” i „Papierowy księżyc”. Bogdanovich był bogiem, któremu wolno wszystko. A on zamiast zrobić film kasowy, zrealizował kostiumową „Daisy Miller”, która okazała się klapą. Kryzys filmowy połączył się z kryzysem osobistym. Reżyser uwikłał się w romans z Dorothy Stratten. O wszystkim dowiedział się jej mąż, który zabił niewierną i siebie.  Na nieposzlakowaną opinię reżysera padł cień. Mrok pogłębił się, kiedy czujący wyrzuty sumienia i poczuwający się do odpowiedzialności za śmierć dziewczyny Bogdanovich zaczął romans z jej młodszą siostrą, Louise. W 1988 roku się pobrali. Byli małżeństwem przez trzynaście lat.

Wspominam o tym nie przez przypadek. Scenariusz do „Dziewczyny…” bowiem napisała z byłym już mężem właśnie Louise. Zupełnie jakby tym film po latach banicji artystycznej, (od 1985 czyli premiery „Maski” żaden film Bogdanovicha nie spotkał się z ciepłym przyjęciem) i życiowej (romans zakończony śmiercią i romans z nieletnią sprawił, że w środowisku Bogdanovich miał status persona non grata) wspólnie odcinali się od wszystkiego złego, co spotkało ich w życiu. Nowy początek? Niekoniecznie. Raczej piękny dowód na odnalezienie w sobie mocy i twórczej radości. No a na koniec… Nie, nie zdradzę, kto się pojawia na samym końcu filmu, ale to nie przypadek. Obu panów łączy podobne spojrzenie na kino i poczucie humoru.

J.P. Fantastica
Poprzedni

Tomie tom 2 [recenzja]

UIP
Następny

Naznaczony: Rozdział 3 [film] [horror]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz