KINO / DVD 

Dziewczyny śmierci – cała prawda o latach 80. [recenzja]

Wyobraźcie sobie filmowe połączenie „Piątku 13-tego” z „Purpurową różą z Kairu”. Niemożliwe? Nic bardziej mylnego. Jak nie wierzycie obejrzyjcie „Dziewczyny śmierci”.

Amanda Cartwright w latach 80. zagrała w przebojowym slasherze „Obóz skąpany we krwi”. Dwadzieścia lat później jest na aktorskim dnie, a jedyną radością w jej życiu jest nastoletnia córka, Max. Niestety Amanda ginie w wypadku samochodowym. Trzy lata później Max, będąca już studentką, wciąż nie potrafi pogodzić się ze śmiercią mamy. W rocznicę wypadku jeden z uczelnianych kolegów dziewczyny, organizuje specjalny pokaz „Obozu…”. Max niechętnie zgadza się wziąć w nim udział. Podczas seansu wybucha pożar, a nasza bohaterka wraz z przyjaciółmi, próbuje uciec z kina przecinając ekran. Ku zaskoczeniu wszystkich, zamiast dostać się do drzwi ewakuacyjnych, grupka współczesnych studentów ląduje centralnie… w środku filmu, w którym zagrała Amanda. Teraz Max wraz z filmową wersją mamy zmuszona będzie walczyć z psychopatycznym mordercą Billym Murphym.

W moim osobistym rankingu obraz Todda Straussa-Schulsona właśnie przebojem wdarł się na listę pięciu najlepszych filmów 2015 roku.

„Dziewczyny śmierci” z jednej strony to ukłon dla slasherowej estetyki rodem z lat 80., z „Piątkiem 13-tego” na czele, z drugiej ukłon w stronę komedii igrających z rzeczywistością filmową, jak choćby „Purpurowa róża z Kairu” Allena, z trzeciej zaś to nie tyle gra z konwencją gatunkową i zderzenie dwóch kompletnie różnych od siebie epok. A zatem mamy tu współczesnych nastolatków, którzy trafiając na plan filmu z lat 80. … trafiają do kompletnie obcego i dziwnego świata. I nie chodzi tu tylko o różnice w stroju, muzyce i kolorystyce. Najważniejszy jest tu dysonans między tym, co wolno było trzydzieści lat temu, a co wolno dziś.

Bohaterowie slashera bez skrępowania mówią o seksie per „ruchanie”, „pompowanie”, wyzywają ludzi od biedaków i wygłaszają rasistowskie hasła. Współcześni nastolatkowie zaś patrzą na nich jak na dziwacznych prostaków, którzy nie potrafią zachować, nie znają etykiety i obrażają wszystko, i wszystkich. Od pewnego czasu filmowcy próbują znaleźć sposób na nawiązanie do konwencji kina lat 80. Do tej pory kończyło się to zazwyczaj fiaskiem, albo nieśmiesznym pastiszem. Aż do premiery „Dziewczyn śmierci”. Twórcy tego filmu doszli do słusznego wniosku, że sama zabawa konwencją nie wystarczy. Że najmocniej na wyobraźnię odbiorców (i zarazem najlepiej pokaże różnicę między epokami) działać będzie zestawienie postaci z tamtych czasów, z obecnymi. Trzeba im przyznać – ten pomysł był znakomity.

„Dziewczyny śmierci” to dziewięćdziesiąt minut zabawy kulturowymi różnicami. Scenarzyści „Dziewczyn…” kapitalnie obnażają pokoleniowe rozbieżności, wpływ poprawności politycznej na zachowanie bohaterów, dialogi, nie burząc przy tym samej konstrukcji filmu. Bo „Dziewczyny śmierci” to nie tylko inteligentna dekonstrukcja różnic światopoglądowych i zmian, jakie zaszły w naszym społeczeństwie i podejściu do rozrywki w ciągu ostatnich trzydziestu lat, a również (czy może raczej przede wszystkim) znakomity komediowy horror, który bawi i straszy jak należy.

W moim osobistym rankingu obraz Todda Straussa-Schulsona właśnie przebojem wdarł się na listę pięciu najlepszych filmów 2015 roku. Za inteligencję i bycie pierwszym filmem, który nie ogranicza się do składania odtwórczego hołdu latom 80. a w błyskotliwy sposób pokazuje specyfikę tamtych czasów. A dodatkowe dziesięć punktów za zdjęcia –„Dziewczyny…” to drugi po nowym „Max Maksie” film, który wręcz odurza widzów feerią kolorów. Pozycja obowiązkowa – nie tylko dla miłośników slasherów.

ABC
Poprzedni

Miasto zła – Miasto Aniołów w piekle [recenzja]

J.P. Fantastica
Następny

Green Blood tom 1 - Gangi Nowego Jorku [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz