KINO / DVD 

Everest 3D – Widokówka z mroźnego piekła [recenzja] [film] [dramat]

Reżyser pamiętnego „101 Reykjavik” zabiera nas na wyprawę na najwyższy szczyt świata. I jest tak pięknie, że przez większą część seansu zapominamy o właściwym celu tej wycieczki – ukazaniu najmroczniejszej strony wspinaczki wysokogórskiej.

 

A w każdym razie – takie przesłanie niosła ze sobą książka „Everest – Na pewną śmierć” autorstwa Becka Weathersa, która w znacznej mierze zainspirowała scenariusz filmu. Weathers, ceniony lekarz i alpinista-amator, sam brał udział w przedstawianym tu dramacie zdobywania Everestu z 10 maja 1996 r. podczas potężnej burzy śnieżnej, przeżywając tuż pod wierzchołkiem największy horror swojego życia. Kormákur zepchnął jednak postać Weathersa (granego tu z charyzmą przez Josha Brolina) na drugi plan, więcej czasu ekranowego poświęcając osobie prowadzącego wyprawę Roba Halla (jak zwykle świetny Jason Clarke), który z dala od domu dowiaduje się, że żona (Keira Knightley, troszkę sztywno udająca Nowozelandkę) właśnie powiła mu wymarzoną córeczkę, podczas gdy on sam musi się pocić wypychając na szczyt ledwo dyszącego listonosza (jednocześnie sympatyczny i denerwujący John Hawkes), który uparł się, że musi zatknąć na Evereście swoją małą flagę, a także współzawodniczyć z innymi przewodnikami, którzy postanowili pchać się na czubek góry akurat w tym samym momencie, co on (tu wyróżnia się wyluzowany Scott Fischer, przeciwieństwo poważnego i praktycznego Halla, w którego z werwą wciela się Jake Gyllenhaal). Oczywiście – takie prawo reżysera, widocznie uznał, że skupiając się na osobie Weathersa nie pokazałby wszystkiego, co sobie zamierzył. Tyle, że przyjmując w znacznej części filmu punkt widzenia dzielnego górskiego wygi, a nie zdenerwowanego lekarza z dotkliwym lękiem wysokości, w jakimś stopniu odarł też film z dramatyzmu i w efekcie naprawdę nerwowo robi się tu dopiero w samym finale. Większość filmu to natomiast urokliwa widokówka ze skąpanych w śniegu okolic wokół Góry Gór.

„Everest 3D” ogląda się bardzo dobrze i na pewno nie jest to film, który łatwo zapomnieć, choć trudno też podchodzić do niego bezkrytycznie.

Czy to źle? Zależy czego oczekujecie od filmu. Jeśli nieco odrealnionej (bo w dużej mierze wygenerowanej cyfrowo) opowieści o zdobywaniu Everestu – wyjdziecie z seansu całkowicie zadowoleni; w końcu operator Salvatore Totino z wprawą balansuje na zaśnieżonych krawędziach, ukazując nam niepowtarzalną urodę gór w zapierającym dech trójwymiarze. Jeśli natomiast spodziewacie się albo wyczerpującej relacji z autentycznych wydarzeń, albo mrożącej krew w żyłach wizji górskiego piekła – możecie odczuć pewne rozczarowanie. Przede wszystkim dlatego, że Kormákur próbuje przybliżyć nam grupę kilkunastu (!) pierwszo- i drugoplanowych postaci, co przy dwugodzinnym czasie trwania filmu najzwyczajniej w świecie nie jest możliwe. W efekcie o każdym z bohaterów poza Hallem dowiadujemy się zbyt mało, aby ich naprawdę polubić – a czas, który można było poświęcić na przyglądanie się górskim przełęczom, albo budowanie nastroju nieuchronnie nadciągającej katastrofy zostaje zagospodarowany na obyczajowe wstawki. Choć i tak należy się cieszyć, że reżyser nie zrobił klasycznego hollywoodzkiego numeru łączenia kilku postaci w jedną żeby po ekranie nie szwendało się aż tylu chłopa – dzięki temu otrzymujemy tu przynajmniej namiastkę autentyzmu przedstawianych wydarzeń.

 

„Everest 3D” ogląda się oczywiście bardzo dobrze i na pewno nie jest to film, który łatwo zapomnieć, choć trudno też podchodzić do niego bezkrytycznie, zwłaszcza wiedząc co nieco o przedstawianej tu wyprawie sprzed dwóch dekad (nie wszystkie filmowe sceny odpowiadają faktom przedstawionym w książce Weathersa, a w przypadku wielu z nich czuć też nadmiernie nerwową rękę montażysty). Osobiście mam nadzieję, że gdzieś tam w zakamarkach montażowni istnieje, powiedzmy, trzyipółgodzinna wersja filmu, która ujrzy światło dzienne wraz z premierą filmu na DVD/Blu-Ray – i to właśnie nią mam się zamiar w przyszłości delektować.

Wykop ten artykuł:

Nasza ocena

Dobre 70%
Everest 3D (Everest). Reż. Baltasar Kormákur. Wyk. Jason Clarke, Josh Brolin, John Hawkes, Jake Gyllenhaal, Michael Kelly, Martin Henderson, Sam Worthington, Emily Watson, Keira Knightley, Robin Wright, Elizabeth Debicki, Naoko Mori, Ang Phula Sherpa, Pempa Sherpa. Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Islandia 2015.
70
Albatros
Poprzedni

Uczucie silniejsze od strachu - Świetny thriller, ale... [recenzja]

Smiley Miley Inc.
Następny

Miley Cyrus & Her Dead Petz - psychodeliczna Hannah Montana [recenzja]

Bartek Paszylk

Bartek Paszylk

Bartłomiej Paszylk jest autorem przekrojowej książki na temat kina grozy pt. „Leksykon filmowego horroru”, a także anglojęzycznej pozycji dotyczącej horrorów kultowych pt. „The Pleasure and Pain of Cult Horror Films”. Zajmował się również redagowaniem takich antologii grozy, jak: „City 1″, „City 2″ oraz „Najlepsze horrory A.D. 2012″.

Jego artykuły, recenzje i wywiady publikowano w popularnych czasopismach oraz portalach internetowych zarówno w Polsce, jak i zagranicą. Obecnie pełni funkcję redaktora magazynu Grabarz Polski i pisze teksty oraz recenzje dla Dzikiej Bandy, Nowej Fantastyki i Drivera.

1 Comment

  1. Anonim
    2015-10-01 at 18:10 — Odpowiedz

    „mrożącej krew w żyłach wizji górskiego piekła” coś takiego bym właśnie chciał obejrzeć – może ktoś coś poleci?

Dodaj komentarz