KINO / DVD 

Fantastyczna Czwórka – ani to przyjemne, ani mądre [recenzja]

Fantastyczna Czwórka to chyba najbardziej pechowa ekipa superbohaterów. Co film to porażka. W przypadku najnowszej ekranizacji komiksu w reżyserii Josha Tranka do czynienia mamy z porażką najbardziej spektakularną.

A przecież nic kataklizmu nie zapowiadało. Studio Fox postawiło na młodego i obiecującego reżysera (Trank zrobił kapitalną „Kronikę”), zebrano przyzwoitą, młodą obsadę, Trank czuwał nad scenariuszem… Tuż po pokazach w USA wybuchła jednak bomba. Recenzenci zmiażdżyli film, Trank pokłócił się z producentami na tyle spektakularnie, że wyrzucono go z planu kolejnej odsłony „Gwiezdnych wojen” które miał realizować. No i jeszcze ten wynik w kinach. Przy budżecie 200 milionów (łącznie z pieniędzmi wydanymi na promocję), „Fantastyczna…” zarobiła raptem 25 milionów. Porażka to mało powiedziane…

Oglądając „Fantastyczną Czwórkę” trudno nie zauważyć, że Trank próbował nakręcić „Kronikę 2” tyle że z komiksowymi superbohaterami.

Dlaczego do tego doszło? Czy Fox rzeczywiście zniszczył film Tranka? Czy może młody reżyser nie poradził sobie z wielkim budżetem? Co do wojny na poziomie twórca-producent trudno się wypowiadać, ale jedno jest pewne – pomysł Tranka nie mógł filmowo się sprawdzić. Nie i już. Oglądając „Fantastyczną Czwórkę” trudno nie zauważyć, że Trank próbował nakręcić „Kronikę 2” tyle że z komiksowymi superbohaterami. W zasadzie cała konstrukcja tego filmu to kopia „Kroniki”. Począwszy od powolnego wprowadzania bohaterów, ukazania ich wykluczenia społecznego, odtrącenia, po spełnienie marzeń, czyli super pracę w fundacji Baxtera. Zanim pojawią się supermoce naszych herosów musi minąć ponad pół filmu, który utrzymany jest w zupełnie innej estetyce. Potem następuje wolta i pojawia się największy zgrzyt.

W „Kronice” nastolatkowie zostali obdarzeni mocami wciąż pozostając przy tym nastolatkami. Moce były świetnie wpisane w scenariusz i charaktery postaci. Tu niestety tego nie ma. Tu zamiast powolnej przemiany mamy montażowe nożyczki i moment, w którym film z opowieści o spełnianiu marzeń zamienia się w pretensjonalną i kuriozalną opowieść o bohaterach. Nic tu do siebie nie pasuje. I jeszcze te efekty… Tak nienaturalnie wyglądających CGI już dawno nie było. W efekcie „Fantastyczna Czwórka” zamiast być opowieścią o zwykłych dzieciakach (zostają astronautami, ale to wciąż nastolatki) w duchu „Kroniki”, mamy twór poskładany z kompletnie niepasujących do siebie elementów. Ani to się ogląda przyjemnie, ani mądrze. Za to od 50 minuty w górę z coraz większą irytacją i znużeniem. No niestety – nie. Zdecydowanie nie.

Zysk i S-ka
Poprzedni

Portret Doriana Graya - przegląd ludzkich obsesji i lęków [recenzja]

Sonia Draga
Następny

Nie bój się - thriller z wysokim stężeniem psychopatologii [recenzja]



Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz