KINO / DVD 

Freaks of Nature – wampiry, zombie, kosmici i ludzie [recenzja]

Witajcie w Dillford,  zwykłym, amerykańskim miasteczku ze szkolną drużyną bejsbolową,  lokalną przetwórnią mięsa i nastolatkami z emocjonalnymi problemami. A także z koegzystującymi z ludźmi wampirami, zombie i wpadającymi z wizytą kosmitami.
Wampiry, zombie i kosmici tak już się w popkulturowych produktach opatrzyły, że właściwie nie ma sensu tłumaczyć ich obecności we „Freaks of Nature”, są i już.

Gdzieś po drodze musiała trafić się jakaś apokalipsa, skoro w Dillford, na każdym niemal kroku można spotkać nieprzystosowanych do życia zombiaków bądź imprezujące nocami wampiry. Co zaszło? Tego nie wiemy i w jakiś sposób, to przyjęte z góry założenie twórców można doskonale zrozumieć. Wampiry, zombie i kosmici tak już się w popkulturowych produktach opatrzyły, że właściwie nie ma sensu tłumaczyć ich obecności, są i już. Można za to bawić się wynikającymi z ich wspólnego bytowania z ludźmi konsekwencjami. Na przykład matka Daga, głównego bohatera filmu, została zwolniona z pracy, ponieważ chciała z zatrudnionymi w miejsce zwykłych obywateli zombiakami tworzyć związki zawodowe. Mimo, że nie jest już jak dawniej, mimo, że wampiry i zombie wciąż posiadają nadnaturalne moce i potrafią przemienić ludzi, wygląda na to, że w wymiarze społecznym niewiele się zmieniło. Poszczególne grupy nie potrafią się ze sobą dogadać (tak, zombie zachowały szczątkową świadomość, choć w zasadzie mają wszystko gdzieś, interesują ich tylko „braaaains”), nie potrafią rozwiązywać wspólnie problemów, obgadują i wzajemnie się oskarżają, śmieją z siebie, wykorzystują. Szczególnie jest to odczuwalne, kiedy nad Dilfford zawisa kosmiczny spodek i w obliczu tego faktu trzeba podjąć jakąś konstruktywną decyzję. Koniec końców decyzji nie ma, zamiast niej mamy oczekiwaną zapewne przez widzów masakrę.

Najciekawsze jest to, że „Freaks of Nature”, mimo powyższego, dość dramatycznego opisu, jest rasową komedią. Rasową, w sensie że inteligentną i autoironiczną. Twórcy udanie kpią z przeróżnych, popkulturowych motywów („Zmierzch”!) i to nie tylko z tych z zawartością fantastyki. Ot choćby losy trójki bohaterów – wrażliwego i przystojnego prawiczka Daga oraz przemienionej w wampira Petry i przekształconego w zombie Neda, przypominają perypetie i rozterki bohaterów kultowego „Klubu winowajców” i pokrewnych obrazów. To w zasadzie prosta opowieść o dojrzewaniu, a także o przewidywalności ludzkiej natury i wykształcaniu społecznych podziałów (zombie jako ci wykluczeni, wampiry jako ci zbuntowani). Dochodzą jeszcze kosmici, który ponownie staną się dla ludzkiego (no, prawie) zbiorowiska okazją do kolejnego, siłowego bądź moralnego sprawdzianu. Jego końcowy efekt  jest autentycznie rozbrajający i nieprzewidywalny, takiej konfrontacji z kosmicznymi przybyszami chyba jeszcze nie było nam dane zobaczyć. Jeśli to nie wydaje się wystarczającą zachętą do obejrzenia filmu, to dodajmy jeszcze, że na ekranie można w gościnnych rolach zobaczyć znakomitych aktorów. Rodziców Daga grają uroczy w swym krótkim występie Bob Odenkirk i Joan Cusack, w roli aroganckiego, miejscowego potentata pojawia się Denis Leary, a świetny, piwniczno-kosmiczny epizod serwuje Patton Oswalt. „Freaks of Nature” znakomicie pobudzają szare komórki, pobudzają do śmiechu, po prostu cieszą. A przy tym, mimo kpiarskiego, prześmiewczego tonu, pozostają na wskroś amerykańskie. Chyba tylko ci zza wielkiej wody tak potrafią.

def leppard def leppard 2015
Poprzedni

Def Leppard - Pop ci w rock [recenzja]

Leigh2
Następny

Katharsis kontra poprawność polityczna

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz