KINO / DVD 

Gęsia skórka – idealne kino rodzinne [recenzja]

„Gęsia skórka” kinowa adaptacja bestsellerowej serii książeczek dla dzieci autorstwa R.L. Stine’a to najlepszy rodzinny film jaki powstał w tym roku. Oczywiście pod jednym warunkiem – że wszyscy w rodzinie lubicie się trochę bać.

 

R.L. Stine to dziś najpopularniejszy amerykański pisarz. Swoich powieści sprzedał więcej niż Stephen King (o 50 milionów egzemplarzy) i jest niezaprzeczanie najbardziej dochodowym autorem w USA. Jeśli nie znacie jego powieści to wynika to zapewne tylko z jednego powodu – Stine pisze dla dzieci. Tak w przedziale wiekowym między osiem a piętnaście. Jego flagowa seria książkowa „Gęsia skórka” dała początek niezwykle popularnemu serialowi dla dzieci, a teraz trafiła do kin. I to tak dobrze trafiła (w sensie sprzedażowo), że Sony już ogłosiło realizację drugiej części. I to jest dobra i zarazem zła informacja. Dobra, bo familijnego kina grozy nigdy dość. Zła, bo twórcy „Gęsiej skórki” stworzyli jeden z najlepszym filmów rozrywkowych tego roku. Prawo serii niestety jest nieubłagane – druga odsłona może być o wiele gorsza. Ale po kolei.

W natłoku miałkich i pretensjonalnych filmów rodzinnych „Gęsia skórka” błyszczy niczym brylant. Wszystko w niej jest na miejscu i w idealnych proporcjach. Strach, humor, dydaktyka i potwory.

Bohaterem kinowej „Gęsiej skórki” jest nastolatek Zach, który właśnie przeprowadził się z Nowego Jorku, do małej zapyziałej mieściny na prowincji. W nowej szkole Zach czuje się obco a na dodatek nowy sąsiad tajemniczy pan Shivers okazuje się ponurym gburem. Tyle, że ów gbur ma śliczną córkę Hannę, która zaczyna intrygować naszego bohatera. Pewnej nocy Zach słysząc dziwne krzyki dochodzące z domu sąsiada wpada w panikę i obawiając się o życie Hanny wzywa policję. Ku jego rozczarowaniu sąsiad tłumaczy funkcjonariuszom, iż upiorne odgłosy, które słyszał chłopak to… telewizja. Przekonany o tym, iż w domu Shiversa dzieje się coś złego Zach włamuje się do niego nocą. W środku zaś odkrywa, że…

Pomysł fabularny jest tu bardzo prosty i znakomicie poprowadzony. Sąsiadem oczywiście okazuje się autor powieści grozy dla  R.L. Stine (w tej roli Jack Black) a tajemnicze okrzyki to odgłosy, jakie wydają z siebie potwory zamknięte w książkach. Kiedy Zach przypadkiem jedną otworzy w małym miasteczku rozpęta się piekło – nagle bowiem wszystkie stwory Stine’a uciekną z książek.

„Gęsia skórka” to przede wszystkim zabawa. Zabawa kliszami kina grozy, żonglowanie cytatami, postaciami. Twórcy scenariusza sprytnie nawiązują i do książkowej serii (cała konstrukcja fabularna jest przecież przeniesiona z powieści), ale i klasyki kina. Mamy zatem tu i nawiązania do filmów o kosmitach z lat 50., i cytaty z „Nocy żywych trupów”, i zmutowane owady, i w zasadzie każde monstrum jakie tylko przyjdzie wam do głowy. Tyle że nie są to bezmyślne cytaty, jakich pełno od pewnego czasu w kinie a zgrabne zabawy konwencją i klimatem. Rodzice lubujący się w takich meta-gierkach będą zauroczeni, zaś dzieciaki będą na zmianę to chichrać się, to wtulać ze strachu.

Kapitalnie też zabawiono się tu zarówno samym aktem pisania (proces twórczy odgrywa ogromną rolę fabularną) jak i statusem pisarzy bestsellerowych. A monolog filmowego Stine’a o jego wyższości nad Stephenem Kingiem to maleńki majstersztyk. Co jeszcze? Jest oczywiście sporo o dojrzewaniu, samotności, wymyślaniu sobie przyjaciół a w puencie o odpowiedzialności. Jednak bez obaw – nie ma tu śladu po natrętnym moralizowaniu. Po prostu sympatyczna opowiastka o tym jak dziecko tkwi w każdym z nas – niezależnie od wieku.

W natłoku miałkich i pretensjonalnych filmów rodzinnych „Gęsia skórka” błyszczy niczym brylant. Wszystko w niej jest na miejscu i w idealnych proporcjach. Strach, humor, dydaktyka i potwory. Jeżeli o mnie chodzi to mogę ten film oglądać do znudzenia.

 

lisbeth-salander-wallpaper-new-collection-tt4w550017
Poprzedni

Piotr Bilski - Cyfrowa przyszłość, czyli czy Lisbeth Salander istniała? [wywiad]

Timof i cisi wspólnicy
Następny

Równonoce - metafizyka prozy życia [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz