KINO / DVD 

Green Inferno: Eli Roth w amazońskiej dżungli – [recenzja]

„Green Inferno” to film-skandal. Po kolaudacji u producentów dzieło Rotha wylądowało na blisko dwa lata na półkach film. Dlaczego? Film oskarżono o rasizm, budowanie fałszywych stereotypów w postrzeganiu Indian z Południowej Ameryki i kilka innych równie ciekawych rzeczy. A czy słusznie? Bynajmniej. Roth jest po prostu pierwszy od lat reżyserem, który nie bawił się w kręcenie retro horrorów, a zrealizował film, który równie dobrze mógłby powstać gdzieś 1979 roku.

 

Już wielokrotnie tu pisałem o tym, iż panująca moda na kino rodem z lat 80. nigdy nie doprowadzi do powstania drugiego „Komando” czy „Kobry”. Powód zawsze będzie ten sam – poprawność polityczna. Raptem trzydzieści lat temu nikt w kinie nie przejmował się schlebianiem mniejszościom, a kino gatunkowe opierało się na rasowych i społecznych stereotypach i żartach, w których kpiono z charakterystycznych cech ras, narodowości, orientacji seksualnej. Dzisiejsze, dbające o wizerunek i dobre imię, wytwórnie filmowe nigdy nie pozwolą na to, aby ktoś w bezczelny sposób kpił z Żydów, Amerykanów czy Indian, budując do tego narrację opartą na społecznym rozwarstwieniu.

Roth, fanatyk kina gatunkowego, jeszcze zanim zaczął kręcić „Green Inferno”, w wywiadach odgrażał się, że zrealizuje film bezkompromisowy i kompletnie niedzisiejszy. I rzeczywiście – zrobił to. Za co w puencie wylądował na karnej ławce u producenta.

Największa siła tego filmu tkwi w  jego dosadności i bezustannej jeździe na stereotypach. Mnie to cieszy niebywale – w końcu ktoś miał odwagę pokazać środkowy palec naszym, słodkim, nikogo niekrzywdzącym, do wyrzygania poprawnym czasom.

 

„Green Inferno” to prosta jak budowa cepa opowieść o grupce aktywistów ekologicznych, którzy wyruszają z misją do Peru. Chcą ratować dżunglę i indiańskie plemiona przed ekspansją brudnych, parszywych kapitalistów. Cel szczytny, ale na miejscu nasi bohaterowie, zamiast ratować Indian, będą walczyć o życie, gdy w wyniku wypadku zamienią się w potencjalny obiad w wiosce kanibali.

Roth nie ukrywa tu swojej fascynacji kultowym obrazem „Cannibal Holocaust” Ruggero Deodato i całym nurtem kanibalistycznego horroru, jaki modny był w kinach grindhouse na przełomie lat 70. i 80. Sceny morderstw są tu dosłowne i niebywale krwawe. Tubylcy zjadają bohaterów żywcem, wydłubują im oczy, obcinają języki. Od połowy projekcji krew płynie tu strumieniami, a Roth nawet nie próbuje wmawiać nam, że zależy mu na czymś innym niż szok i brutalność. Nie. Oto czyste kino gatunkowe – parszywe, okrutne i złe. Ale celowo złe.

Już okrucieństwo „Green Inferno” musiało doprowadzić producentów do pasji. Ale gdyby Roth ograniczył się tylko do krwi, film zapewne trafiłby do dystrybucji z kategorią „R”. Tyle, że twórca „Hostelu” poszedł tu krok dalej – niemiłosiernie zakpił sobie z ras i nacji. Obrywa się tu Żydom (sam Roth jest Żydem i nigdy nie ukrywał swojego pochodzenia), Indianom, Latynosom i Amerykanom. Każda nacja i rasa pokazana jest tu w maksymalnie przerysowany i stereotypowy sposób. Dokładnie tak jak dawno temu w latach 80. I tu tkwi właśnie największa siła tego filmu. W jego dosadności i bezustannej jeździe na stereotypach. Mnie to cieszy niebywale – w końcu ktoś miał odwagę pokazać środkowy palec naszym, słodkim, nikogo niekrzywdzącym, do wyrzygania poprawnym czasom. I za to punkt więcej.

Kartka dla wroga DB
Poprzedni

Pocztówka dla twojego wroga [galeria]

okładki muza
Następny

It's Not How Far You Fall, It's The Way You Land/ Broken: wadząc się z Bogiem

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz