KINO / DVD 

Grimsby – najlepsza absurdalna komedia roku? [recenzja]

Sacha Baron Cohen ewidentnie ma patent na obśmiewanie utartych kulturowych stereotypów. Do tej pory zafundował nam spojrzenia w krzywym zwierciadle na burzliwe losy imigrantów na obczyźnie czy mniejszości seksualnych, na krytyce ustrojów politycznych kończąc. W swoim piątym filmie bierze na tapetę angielską klasę robotniczą, a wszystko to ubiera w szaty sensacyjnej komedii pokroju „Kingsman: Tajne Służby”. I znów robi to przezabawnie.
Tam, gdzie wiele filmów wycofywałoby się chyłkiem, „Grimsby” dopiero nabiera rozpędu.

Sebastian (Mark Strong) to najlepszy z najlepszych tajnych agentów w służbie Jej Królewskiej Mości. Zawodowo tropi i eliminuje przestępców, a teraz otrzymał kolejną misję – musi udaremnić zamach na życie Rhondy George (Penelope Cruz), przewodniczącej pokojowej organizacji. Zadanie okaże się znacznie trudniejsze do zrealizowania w praktyce niż w teorii, bo Sebastian ma też brata – wiernego kibola reprezentacji Anglii, Nobby’ego (Sacha Baron Cohen), który poszukuje go od dwudziestu ośmiu lat, kiedy to na skutek dramatycznych okoliczności został z nim rozdzielony. Kiedy  w końcu dojdzie do rodzinnego spotkania, czego skutkiem będzie przypadkowe wmanewrowanie agenta w międzynarodowy spisek, stanie się jasne, że globalny kryzys bracia zażegnać będą mogli tylko działając wspólnie.

Ktokolwiek zetknął się już wcześniej z twórczością Cohena, doskonale wie czego po jego najnowszej komedii może się spodziewać. Tymczasem, pierwsze minuty filmu mogą niemało zaskoczyć – bo oto zamiast improwizowanych scen rodem z dokumentów, staje nam przed oczami sprawnie zrealizowany, utrzymany w szalonym tempie film akcji. Wszystko wraca na znajome tory (choć już nie w konwencji paradokumentu) dopiero wraz z pojawieniem się na ekranie Nobby’ego.

Cohen słynie z tego, że nie przebiera w środkach, kierując satyrę co rusz w innych kierunkach – tym razem, na jego celowniku znalazły się nie tylko filmy z agentem 007, ale też wszelakie stereotypy dotyczące Anglików. Najważniejsze, że w swoim karykaturalnym rysowaniu filmowej rzeczywistości nie stracił celnego oka, świeżości i przede wszystkim odwagi w przesuwaniu granicy dobrego smaku – tam, gdzie wiele filmów wycofywałoby się chyłkiem, „Grimsby” dopiero nabiera rozpędu. Nieustanna zabawa konwencjami, czy ekranowe gagi na granicy dobrego smaku, wszystko to znajdziemy w filmie więc w nadmiarze, a dodatkowo wyjątkowo pomysłowo zrealizowane (sceny z wiruresm HIV, finałem mistrzostw świata Anglików czy słoniami to esencja filmu).

Przy znakomitej realizacji, bardzo miło patrzy się też na obsadę. Cohen i Strong grają z luzem, przedstawiając dwóch będących z jednej strony w całkowitej do siebie opozycji, z drugiej nie tak wcale różnych braci, a co więcej czuje się między nimi ekranową chemię. Cieszy też występ Penelopy Cruz w drugoplanowej rólce i kilka epizodycznych kreacji, jak Scotta Adkinsa, Rebel Wilson, czy znanej z „Peaky Blinders” Annabelle Wallis.

Tytuł recenzji jest nieco przekorny, bo odbiór najnowszego filmu Cohena (jak każdego innego od tego pana zresztą) będzie uwarunkowany indywidualną wrażliwością i pewną dozą tolerancji na cokolwiek prostacki, kloaczny poziom żartów. Jeśli taki typ humoru nam nie przeszkadza, seans „Grimsby” można zaliczyć w ciemno i zarykiwać się w głos, bo w temacie szalonych komedii pewnie nic nas lepszego w tym roku już nie spotka.

Kick-ass 2
Poprzedni

8 komiksów nie dla dzieci z dziecięcymi bohaterami [ranking]

Roots-Season-1_poster_goldposter_com_7.jpg@0o_0l_800w_80q
Następny

Korzenie - udany remake legendarnego serialu [recenzja]

Maciej Bachorski

Maciej Bachorski

Urodzony w 1987 roku w Środzie Wielkopolskiej. Z wykształcenia magister Administracji, choć zawodowo związany z branżą logistyczną. Z usposobienia choleryk-melancholik. Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i miodowego Jacka Danielsa. Pisze od 2011 roku, głównie opowiadania z szeroko pojętego nurtu fantastyki i publicystykę.

Publikował w "Nowej Fantastyce", a także w serwisach "Horror Online", "Szortal" (audiobook "Reguła Rothmana"), "Niedobre Literki" i "film.org.pl". Kilkukrotnie wyróżniony w konkursach na opowiadania organizowanych przez portal "Nowej Fantastyki". Z "Dziką Bandą" związany od października 2015 roku.

2 Comments

  1. Pancor
    2016-06-04 at 10:07 — Odpowiedz

    Nie zgadzam się – ten film jest absolutnie żenujący. Jakkolwiek Dyktator mi się podobał, Borata mogłem obejrzeć przy piwie ze znajomymi tak to… cóż – doskonałą zabawą z konwencjami była Agentka z Melissą McCarthy.

  2. Maciej Bachorski
    2016-06-04 at 21:21 — Odpowiedz

    Zgodzę się, że „Agentka” rzeczywiście dobra :)

Dodaj komentarz