KINO / DVD 

Jeruzalem – izraelski horror demoniczny [recenzja]

Izraelski horror – już samo to określenie budzi ciekawość. Niestety po projekcji „Jeruzalem” jedyne, co zapamiętamy to kraj, w którym film wyprodukowano.

Rozrywkowe kino rodem z Izraela w Polsce kojarzy się tylko z jednym – erotyczną serią „Lody na patyku”. No i jeszcze filmy produkowane przez wytwórnię Manahema Golana. Ale umówmy się – „Amerykański ninja” i cała masa obrazów z Chuckiem Norrisem powstawały w Stanach, nie bezpośrednio w Izraelu. „Jeruzalem” jako współczesna produkcja grozy rodem z Izraela siłą rzeczy budziło ciekawość. Jak wygląda tamtejsze kino? Co pokazują bracia Paz? Na ile wykorzystywać będą żydowską mitologię? Jak silnie ich film wyróżniać będzie się na tle innych, pożyczających ostatnio często postaci golemów i dybuków filmów?

Pomysł wyjściowy jest tu dość prosty. Oto trzydzieści lat temu, pewna zmarła kobieta, wróciła po trzech dniach spędzonych w grobie do domu. Początkowo była miła i dobra a rodzina z radością (choć obawą) przyjęła zmarłą. Kilka dni później pokazała ona swoje prawdziwe, demoniczne oblicze. Bezsilni wobec siły opętania duchowni za zgodą rodziny i policji, zastrzelili nieumarłą. Minęły lata. Do Jerozolimy na wycieczkę przyjeżdżają młode Amerykanki żydowskiego pochodzenia.

Bracia Paz zrealizowali swój horror w modnej estetyce found footage (kiedy doczekamy się polskiej produkcji tego typu???). Zdarzenia obserwujemy z perspektywy jednej z dziewczyn, która nosi specjalne okulary z wmontowaną kamerą. Przez godzinę nie dzieje się tu nic specjalnego. Ot, turystki uwodzą chłopaków (w tym jednego muzułmanina), bawią się i poznają miasto. Horror zaczyna się pewnej nocy, gdy Jerozolimą wstrząsa seria wybuchów. Policja uważa że to atak terrorystyczny, ale my wiemy lepiej… To nie terroryści. Właśnie otworzyły się wrota do piekła.

Problem z „Jeruzalem” polega na tym, iż bracia Paz zupełnie nie potrafili wykorzystać oryginalnego osadzenia fabuły. Żydowskie wierzenia traktowane są tu pretekstowo. Demony są nijakie, a całość przypomina kolejny, dość przeciętnie realizowany i wymyślony horror z diabłem w tle. Gdyby nie fakt, że kręcono go naprawdę w Jerozolimie, ten film nie odróżniałby się niczym od innych podobnych produkcji. I to chyba najbardziej rozczarowuje. Że mając oryginalną lokalizację, dostęp do niewyeksploatowanych jeszcze motywów religijnych i legend, bracia Paz nakręcili po prostu kolejny nudny horror o demonach i przyjściu szatana. Co zresztą jest dość powszechną dziś praktyką. Akcja „Piramidy” mogła toczyć się wszędzie, podobnie jak „Dżina”. I ten proceder dziwi mnie niezmiennie. Po co powstają te wszystkie filmy oparte na lokalnych wierzeniach, skoro w żaden sposób owego lokalnego kolorytu nie potrafią wykorzystać? Uczciwiej byłoby po prostu nie udawać, że ma się coś do powiedzenia i kręcić wszystko w wymyślonej przez popkulturę Ameryce.

Warner Bros
Poprzedni

7 zakazanych trailerów filmowych

BothSides02
Następny

Phil Collins – król kochanego kiczu

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz