KINO / DVD 

Jurassic World [film]

W 1993 roku byłem po raz pierwszy w kinie. Miałem wówczas 4 lata i jakimś cudem zostałem wpuszczony na seans „Parku Jurajskiego”. Płakałem i wrzeszczałem. Moja mama na przemian zasłaniała mi oczy i czytała napisy. Przeżyłem traumę. Teraz legenda Parku Jurajskiego wróciła po raz kolejny. Zaskakujące, że jest to powrót jakiego trudno było się spodziewać.

Praktyka kontynuowania kultowych klasyków nie cieszy się powszechnym szacunkiem. Nie da się ukryć, że realizowanie kolejnych części popularnych filmów ma głównie komercyjne pobudki. Ileż to dzieł powinno zakończyć się na pierwszej części i stać się niedoścignioną legendą. Jednak zarobienie dodatkowego grosza na fali popularności pierwowzoru jest często niemałą pokusą dla producentów.

Wszystkie filmy z serii o Parku Jurajskim oparte są na wspólnym, dość jednolitym schemacie. Na wielkiej przestrzeni, na której „hoduje” się dinozaury, dochodzi do sytuacji kryzysowej, która staje się początkiem „wojny” dinozaurów z ludźmi. Na tle rodzinnych problemów – przedstawionych ściśle jednostkowo – dochodzi do gwałtownych gonitw, szaleńczych ucieczek i paranaukowych sporów. Musi też znaleźć się miejsce dla powabnych wątków miłosnych, nieco ckliwych akcentów w stylu „carpe diem” czy rozmów o braterstwie. W trakcie seansu ścieżka dźwiękowa podpowiada widzowi co ma myśleć w danej scenie, a najbardziej lubiani bohaterowie po prostu nie giną. Teraz kwestią wyłącznie indywidualnej wrażliwości i nastawienia widza jest to, czy na powyższą kliszę się zgodzi czy wzgardzi nią z góry. Odbiorca musi się zdecydować czy przeszkadza mu jawna alogiczność przedstawianej mu historii, czy potraktuje ją jak baśń i z pasją w oczach zagłębi się w niej niczym kilkuletnie dziecko.

A jaki jest „Jurassic World”? Jest taki sam, lecz spośród wszystkich jego dotychczasowych sequeli, najzgrabniej i najdostojnej nawiązuje do swojego pierwowzoru. Oś fabuły skupia jest wokół grupy naukowców, którzy tworzą nowy gatunek dinozaura. Gad ucieka z parku i wówczas sytuacja mocno wymyka się spod kontroli. Nie ma się co oburzać. To z założenia nie jest i nigdy nie miało być kino nawiązujące do nowojorskiej zimnej fali czy kontemplacyjnego kina skandynawskiego. To podróż w głąb dziecięcej fascynacji, okraszona delikatnym thirllerowym napięciem, z prostą melodramatyczną historią w tle.

Niekwestionowaną wartością „Jurassic World” jest jego wizualno-emocjonalne wyważenie. Ewidentne wyzbycie się szarży w efekciarstwie, której dzisiaj nie potrafi sobie odmówić szerokie grono reżyserów tworzących kino akcji, przynosi niespodziewane, pozytywne ogóle wrażenie. „Park Jurajski” z 1993 roku do dzisiaj szokuje oszczędnymi, acz spektakularnymi na tamten moment efektami specjalnymi, które bronią się nawet na tle obecnie realizowanych produkcji. „Jurassic World” stawia akcenty grozy rzadko i tylko wtedy, kiedy jest to potrzebne. Prawdą jest jednak, że wszelkie momenty niepokoju sprowadzane są w trywialny i oczywisty sposób. Ludzie się ukrywają, dinozaur nadchodzi, wącha i zje albo nie wywęszy i pójdzie dalej. To jednak jedna z wielu klisz, których powinniśmy się spodziewać.

Zaskakujące, że czwarta już część tej serii jest jeszcze w stanie wprowadzić przeszywające napięcie w kilku momentach całej fabuły. Niepoddanie się pokusie zrobienia z opowieści o dinozaurach komputerowej nawalanki w stylu najnowszej części Avengersów jest bezsprzecznym walorem „Jurassic World”. Co istotne, incydentalnie występujące wątki miłosne czy prościutkie dialogi o przywiązaniu, nie przeszkadzają w odbiorze filmu. Są zdawkowe i „smaczne”, a dodatkową perełką są wątki humorystyczne, które zgrabnie rozluźniają atmosferę, dzięki czemu nie ma miejsca na nieznośny patos.

„Jurassic World” jest filmem skrojonym klasycznie. Wydaje się, że reżyser (Colin Trevorrow), usiłował oddać hołd kultowemu pierwowzorowi i za pełne osiągnięcie tego celu należy mu się szacunek. Jego przywiązanie do swoistej analogowości „Parku Jurajskiego” jest w „Jurassic World” bardzo wyraźne. Ciągle jest to jednak tylko prosta kinowa rozrywka i nic więcej. Wzbudzi sentyment, ale nie skłoni do refleksji.

ŹRÓDŁO: ONET

Vicotnik
Poprzedni

A Umbra Omega

Warner Bros
Następny

„Akademia policyjna”, czyli nic śmiesznego

Tomasz Samołyk

Tomasz Samołyk

Współpracownik ONET.PL

Brak komentarzy

Dodaj komentarz