KINO / DVD 

Kryzys to nasz pomysł – polityka na (nie całkiem) wesoło [recenzja]

W dobie serialowego „House of Cards” ciężko o stworzenie dzieła równie skutecznie punktującego wszelkie wątpliwe moralnie, zakulisowe zabiegi stosowane w wielkiej polityce. Autorzy „Kryzysu…” postanowili jednak podjąć rzuconą przez rywala rękawicę, podchodząc do tematyki od nieco lżejszej strony.

Boliwia, 2002 rok. Trwająca kampania wyborcza zbliża się ku końcowi i nad sztabem Pedro Castillo, byłego prezydenta ponownie kandydującego do urzędu, zbierają się czarne chmury. Ludzie chcą zmian. Ostatnie miejsce w sondażach wskazuje niechybnie na przegraną z kretesem – i w związku z tym, niedoszły mąż stanu postanawia skorzystać z pomocy amerykańskich specjalistów od prowadzenia kampanii politycznych, wraz z powracającą z banicji Jane Bodine (Sandra Bullock) na czele, dla której może być to ostatnia szansa na odegnanie demonów przeszłości. Bohaterka będzie miała okazję zmierzyć się z nimi całkiem dosłownie – już wkrótce okaże się, że stanie naprzeciw swego nemezis, pozbawionego moralnego kręgosłupa Pata Candy’ego (Billy Bob Thornton). Będzie się działo – bo w wyborach, jak na wojnie: wszystkie chwyty dozwolone. A liczy się przecież tylko i wyłącznie zwycięstwo.

Wyprodukowany przez George’a Clooneya „Kryzys to nasz pomysł”, jest fabularyzowanym  odpowiednikiem dokumentalnego filmu o tym samym tytule, opowiadającego o udziale speców od marketingu politycznego i ich wpływie na zwycięstwo  Gonzalo Sáncheza de Lozady w boliwijskich wyborach prezydenckich z 2002 roku. Odpowiednikiem ze stricte komediowym zacięciem, należałoby dodać, choć niepozbawionym kilku gorzkich refleksji. Trudno co prawda spodziewać się, by po wspomnianym na wstępie sztandarowym produkcie Netflixa, czy choćby „Idach Marcowych” twórcy byli w stanie zaserwować nam szczególnie odkrywcze obserwacje, zestaw mamy zatem raczej standardowy: kłamstewka popychane kłamstewkami, populizm, czy kopanie dołków pod rywalami są w boliwijskim wyścigu o władzę na porządku dziennym.

Mimo pewnej dozy przewidywalności, film ogląda się jednak bardzo przyjemnie – i wielka w tym zasługa zespołu aktorskiego. Lata mijają, a wcielająca się tu w rolę neurotycznej pani konsultant Sandra Bullock nic nie straciła ze swego dziewczęcego uroku i energii. Jej słowne (i nie tylko) pojedynki z chłodnym niczym głaz Thorntonem są prawdziwą ozdobą filmu i momentami między parą bohaterów wręcz iskrzy. Na ich tle równie przekonująco wypada drugi plan, z Anthonym Mackie’em i Joaquimem de Almeidą na czele.

„Kryzys to nasz pomysł” jest całkiem sympatyczną satyrą na świat wielkiej polityki. Nie odkrywa co prawda objawionych prawd, nie wszystkie żarty są też trafione w punkt – tam jednak gdzie zawodzi scenariusz, atrakcyjność widowiska podnosi doborowy zespół aktorów. Trochę śmiechu, trochę wzruszeń – na niedzielne popołudnie film Davida Gordona Greena będzie jak znalazł.

piąta fala
Poprzedni

Piąta fala – młodzieżowe sci-fi z taśmy produkcyjnej [recenzja]

Dzika Banda
Następny

Ministerstwo kontra Instytut, czyli patologia mechanizmów

Maciej Bachorski

Maciej Bachorski

Urodzony w 1987 roku w Środzie Wielkopolskiej. Z wykształcenia magister Administracji, choć zawodowo związany z branżą logistyczną. Z usposobienia choleryk-melancholik. Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i miodowego Jacka Danielsa. Pisze od 2011 roku, głównie opowiadania z szeroko pojętego nurtu fantastyki i publicystykę.

Publikował w "Nowej Fantastyce", a także w serwisach "Horror Online", "Szortal" (audiobook "Reguła Rothmana"), "Niedobre Literki" i "film.org.pl". Kilkukrotnie wyróżniony w konkursach na opowiadania organizowanych przez portal "Nowej Fantastyki". Z "Dziką Bandą" związany od października 2015 roku.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz