KINO / DVD 

Księga Dżungli – dżungla piękna i straszna [recenzja]

„Księga Dżungli” z perspektywy Disneya?  Skaczący po drzewach, rozczochrany chłopak i gadające, sympatyczne zwierzaki? Przecież to już było. Warto wchodzić po raz kolejny do tej samej rzeki? Reżyser John Favreau udowodnił, że warto i to bardzo.
W „Księdze Dżungli” wiarygodny scenariusz sprawia, że film staje się pasjonującą opowieścią o dokonywanych wyborach i ich konsekwencjach, a poszczególne zwierzaki znakomicie portretują zbiorowisko przeróżnych charakterów.

Poza pojawiającymi się sporadycznie, gdzieś w tle, postaciami ludzkimi, Mowgli jest jedynym, człowieczym bohaterem „Księgi Dżungli. Reszta to znane doskonale i z filmowych ekranizacji, i z książkowego pierwowzoru autorstwa noblisty Rudyarda Kiplinga – zwierzęta. Trochę się bałem tych gadających zwierzaków, zwłaszcza mając pamięci przekombinowane „Psy i koty” sprzed piętnastu lat, ale okazało się, że niepotrzebnie. Technika filmowa tak już przyśpieszyła, że po pierwsze – stworzone za pomocą efektów specjalnych zwierzęta, nawet gadając wyglądają po stokroć naturalnie, niczym żywe, po drugie, to ich gadanie w ogóle nie przeszkadza, nie ma tu wrażenia sztuczności. A wszystko dlatego, że to przecież zakorzenione w kulturze, kultowe postacie, tak  jak i zajmująca jest sama, uniwersalna w swym wymiarze, opowiadająca o nich historia.

Nie jest to rzecz jasna wierna ekranizacja książki, wzięto z niej wycinek z najbardziej znanych rozdziałów o Mowglim, choć w rękach twórców ów „wycinek” nabrał charakteru esencji. Film Favreau to przykład ekranizacji doskonałej, która w zamian za skondensowanie (a nie bynajmniej spłycenie) fabuły, wyciąga z niej to co najatrakcyjniejsze i przede wszystkim najistotniejsze.

Historię dobrze znamy. Mały chłopiec zostaje znaleziony w dżungli przez panterę Bagheerę i oddany na wychowanie wilkom. Wilczyca Raksha uznaje go za swoje dziecko i daje mu imię Mowgli (co oznacza Żabę). Mowgli szybko adaptuje się do stada i uważa wilki za swoich braci. Pewnego razu dżungli nastaje susza, w czasie której zwierzęta przestrzegają rozejmu i razem, zgodnie piją wodę z wodopoju. Obowiązujące prawo dżungli zakłóca pojawienie się tygrysa Shere Kana  i żądanie przez niego wydania mu Mowgliego. Według tygrysa, chłopiec jako człowiek po prostu nie należy do świata zwierząt i kiedy dorośnie, na pewno obróci się przeciw swym obecnym pobratymcom. Jednak wilki nie zgadzają się wydać Mowgliego noszącemu na pysku blizny po starciu z władającym ogniem człowiekiem tygrysowi. Ów wówczas zapowiada, że i tak będzie na niego polował. Kończy to się tak, że pantera przekonuje i wilki, i Mowgliego, ze najlepszym dla wszystkich wyjściem będzie powrót chłopca wśród ludzi, zanim dopadnie go Shere Khan. W ten sposób zaczyna się wielka przygoda chłopca, który podczas swej podróży przez dżunglę natrafi zarówno na przychylne mu zwierzęta, jak i na takie, które będą pragnęły go wykorzystać, bądź po prostu zjeść.

W tym właśnie zawiera się siła nie tylko filmowej „Księgi Dżungli”, ale w ogóle ostatnich produkcji Disneya, na czele z niedawnym „Zwierzogrodem”. Widzowie – i ci młodzi, i ci dorośli – dostają w nich rzeczywistość bez upiększeń, bez słodzenia, wraz z dawką nienachalnego humoru. Nie ma tutaj składnika, który by niebezpiecznie przeważał i zakłócał równowagę filmowej opowieści. Kiedy trzeba jest śmiesznie, kiedy trzeba strasznie i poważnie, ale można także te składniki udanie wymieszać, jak przykładowo w wątku z małpami i ich królem Louie. Taka twórcza perspektywa naprawdę świetnie procentuje, bo chyba ludzie od Disneya ponownie odkryli (bo przecież kiedyś był juz „Król Lew”), że dziecko to równoprawny widz, który wcale tak łatwo nie da się przestraszyć i dlatego zapewne,  kiedy w „Księdze Dżungli” powinno być mrocznie, to jest mrocznie. Dżungla to przecież miejsce, w którym walczy się o przeżycie i momentami widać to w filmie nad wyraz często.

Ponadto wiarygodny scenariusz sprawia, że film staje się pasjonującą opowieścią o dokonywanych wyborach i ich konsekwencjach, a poszczególne zwierzaki znakomicie portretują zbiorowisko przeróżnych charakterów, co w dużej mierze jest zasługą  podkładających swe głosy aktorów, tak w oryginalnej, jak i polskiej wersji. Bawi widzów głównie podchodzący lekko do życia, cwany niedźwiedź Baloo, czarna pantera ma zarezerwowaną rolę mędrca, natomiast tygrys jest autentycznie przerażający i amoralny – to złoczyńca, który mógłby zawstydzić niejeden czarny charakter z filmów dla dorosłych widzów. Wśród wygenerowanych komputerowo zwierząt świetnie odnajduje się w roli Mowgliego uroczy i zarazem rezolutny Neel Sethi. Mały aktor, wybrany spośród kilku tysięcy kandydatów  po prostu błyszczy na ekranie, jakby prawdziwie wierzył w sens pokazywanej i przekazywanej tu historii. Bo taka jest właśnie nowa „Księga Dżungli” – seans się rozpoczyna i po kilku minutach zapominamy o wszystkim, dając się porwać uniwersalnej opowieści, która mówi wiele prostych prawd zarówno o zwierzętach, jak i o ludziach.

Katsuya Terada DB
Poprzedni

Katsuya Terada - manga, science fiction i cycki [galeria NSFW]

lwlies.com
Następny

Nieśmiertelne klasyki – 10 ulubionych horrorów Nicolasa Windinga Refn

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz