KINO / DVD 

Kung Fu Panda 3 – Wyższy stopień wtajemniczenia [recenzja]

„Kung Fu Panda” kontratakuje. U nas z pewnym opóźnieniem w stosunku do Zachodu, ale bynajmniej nie oznacza to utraty impetu czy wdzięku. Jeśli myśleliście, że w dwóch poprzednich częściach i serialu o Smoczym Wojowniku wyczerpano temat, to najwyższa pora, by Po udzielił Wam lekcji…
Historia opowiedziana w „Kung Fu Pandzie 3” to lekcja dla Po – ale i dla nas. O akceptacji swojej natury, o wrzuceniu na luz i nie traktowaniu wszystkiego w stu procentach serio. O kwestii dawania i brania.
Nasz bohater wiedzie klawe życie, od kiedy zyskał tytuł Smoczego Wojownika. Spędza czas na trenowaniu, kopaniu tyłków, epickich (dramatycznych) wejściach i zbieraniu uwielbienia od mieszkańców miasta, którego broni. Los szykuje mu jednak potężnego kopa na rozpęd i otrzeźwienie. Mistrz Shifu postanawia przekazać Po funkcję nauczyciela. A to dopiero początek problemów, bowiem z zaświatów powrócił legendarny wojownik Kai (w tej roli Bryan Cranston), który chce wyrównać rachunki z historią. By powstrzymać nadciągający kataklizm, Po będzie musiał skonfrontować się z przeszłością oraz poznać tajniki władania energią Chi – esencją przenikającą każdą żywą istotę.


Trzecia „Kung Fu Panda” robi wdzięczny szpagat między slapstikowo-sytuacyjną komedią, bawiącą się wschodnim sztafażem a prostą, ale mądrą przypowieścią z kilkoma celnymi morałami. Film z dziecięcą radością bawi się azjatycką estetyką, raz z pełną powagą operuje symboliką, kiedy indziej z luzem i dystansem żongluje tymi motywami. To już nie parodia – zresztą, seria nigdy nią nie była. To radosny taniec z ogranymi motywami, spłyconą przez filmy mitologią i próba ożywienia zajeżdżonych przez kinematografię symboli. Zupełnie przy okazji, dzieło Dreamworks przypomina, czym naprawdę jest kung fu i pokazuje, jak spłycono jego znaczenie w kulturze Zachodnie.
W sukurs treści przychodzi strona wizualna filmu. Plastyczne, malarskie wręcz otoczenie nadaje filmowi posmak żywego mitu, przypowieści wyciągniętej ze starych, chińskich zwojów, wrzuconej w dynamiczną, kolorową animację o zwierzątkach, które zawstydziłyby Bruce’a Lee.


Historia opowiedziana w „Kung Fu Pandzie 3” to lekcja dla Po – ale i dla nas. O akceptacji swojej natury, o wrzuceniu na luz i nie traktowaniu wszystkiego w stu procentach serio. O kwestii dawania i brania. Wszystko ładnie spięte klamrą taoizmu.
Oczywiście, nie obyło się bez kilku rys. Fakt, że filmowi odrobinę brakuje świeżości, jest najmniejszą z nich, gdyż „Kung Fu Panda 3” przykrywa wszystko dynamiczną akcją, humorem i ciepłem bijącym od opowieści. W całym tym kung fu-balecie najsłabiej tańczy Kai, główny zły. Teoretycznie stoi za nim przejmująca historia, ale brakuje mu zarówno brutalnej charyzmy Tai Lunga, jak i złowieszczego wyrafinowania Shena. Mam wrażenie, że zwyczajnie powinien dostać kilka dodatkowych minut czasu antenowego i parę dodatkowych interakcji gdzieś po drodze. Niemniej, spełnia swoje zadanie – stanowi zagrożenie.
Dreamworks utrzymało w tej serii fason od początku do końca. Nie wszystko wyszło idealnie, ale to wciąż bardzo porządne i zabawne kino, które daje porządnego kopa pozytywnej energii widzom w każdym wieku.

MOON DB
Poprzedni

MOON - zmysłowy i ulotny desing [galeria]

Alberto Vargas Dzika Banda 16
Następny

Alberto Vargas - książę pin-upu [galeria NSFW]

Hubert Sosnowski

Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który raz nie może usiedzieć w miejscu, a kiedy indziej zaszywa się w swojej pieczarze. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wyżywanie się na macie, jak i wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, a czasem nawet i w otchłań studiów. Opublikował parę tekstów tu i tam, w "Science Fiction Fantasy i Horror", "LiteRacjach" oraz w portalach internetowych. Od 2014 regularnie publikuje w Dzikiej Bandzie.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz