KINO / DVD 

Life – James Dean w obiektywie [recenzja]

Wybitny współczesny fotograf Anton Corbijn nakręcił film o tym jak powstało najczęściej reprodukowane zdjęcie lat 50. – czyli ujęcie z Jamesem Deanem idącym nowojorskim Times Square. Nudny film o robieniu zdjęcia? Nic bardziej mylnego. „Life” to zgodnie z tytułem film o życiu.

 

W 1955 roku Dennis Stock był nikim. Aspirującym do miana fotografa, facetem z aparatem, który chodził za gwiazdami po nudnych przyjęciach. Na jednym z takich poznał Jamesa Deana – gówniarza, który marzył o tym, aby być gwiazdą. Między mężczyznami zawiązała się dziwna nić porozumienia. Ni to erotyczna fascynacja, ni to przyjaźń, ni to ambicjonalna rozgrywka, dwóch niedojrzałych samców. Jej efektem była kilkudniowa zdjęciowa sesja. Stock towarzyszył Deanowi w Los Angeles, Nowym Jorku i rodzinnej Indianie. Zrobione przez niego zdjęcie, na którym Dean z papierosem w kąciku ust spaceruje w deszczu przez nowojorski Times Square dziś jest ujęciem kultowym. Najczęściej reprodukowaną fotografią, jednym z najpopularniejszych plakatów, jakie goszczą na ścianach wielu młodych zbuntowanych.

Corbijn w „Life” niezwykle szczegółowo rekonstruuje ta kilka dni, które spędzili ze sobą panowie. Nie robi jednak tego po to, aby zagłębić się w technikę fotografii, nie robi tego po to, aby opowiedzieć o zawodzie. Nie. On rozkładając na niemal części pierwsze życiorysy fotografa i modela, pokazuje jak nierozerwalnie związane ze sobą są – zwyczajne życie i wielka sztuka. Zdjęcia Stocka zmienia historię fotografii. Raptem trzy role Deana, na zawsze zmienią kino. Te kilka dni, jakie ze sobą spędzili obaj panowie to taki mały przedsionek zmiany. Zagłębienie się w historie, które stały za zdjęciem. Historie, które sprawiły, że zdjęcie stało się niezwykłe.

Nic porozumienia, jaka zawiązała się między Stockiem a Deanem brała się zapewne z faktu, iż obaj byli niebywale ambitni i obaj do końca nie wiedzieli jak swoje ambicje zrealizować. Stock chciał robić zdjęcia, ale jakie? Na pewno nie nudne plenery z planów. Dean chciał być gwiazdą, ale zachowując przy tym swój status niepokornego. Szukając drogi do spełnienia, trafili na siebie. I wzajemnie stworzyli własne gwiazdy. Sesja wydrukowana w magazynie „Life” wywindowała Deana na szczyt. Potem był już „Buntownik bez powodu”, „Olbrzym” i nagła śmierć. Dla Stocka – była początkiem spektakularnej kariery.

Corbijn (który wiele razy przyznawał się do inspiracji Stockiem) w wywiadach podkreślał, że dla niego „Life” to nie film biograficzny, nie kolejna historia o Jamesie Deanie, a studium relacji, jakie panują między fotografem a obiektem zdjęcia. Opowieść o tym jak fotograf powoli musi zanurzyć się w życie bohatera, aby uchwycić w migawce prawdę. I faktycznie – Corbijn metodycznie rekonstruuje rozmowy Stocka i Deana. Zagłębia się w życiorysy obu, pokazuje podobieństwa, różnice, punkty zapalne, by w puencie pokazać całokształt. Nie tylko zdjęcia, ale to jak zdjęcia wpłynęły na życie obu panów. Mam pełną świadomość tego, że dla wielu widzów, „Life” może zdać się filmem nudnym. Ot historią o dwóch facetach, którzy nie potrafili tworzyć relacji z ludźmi, żyli z boku świata, a dowiadujemy się o nich tylko przez to, że byli znani. Racja. To jest taki film. Ale jego niezwykłość tkwi właśnie w zwykłości. Stock i Dean zmagali się z zwyczajnymi problemami, byli tak samo jak przeciętny Kowalski samotni i szukając siebie, ranili innych. Mity narosłe dookoła gwiazd sprawiają, iż wydają się one niezwykłe. W rzeczywistości jednak to tacy sami ludzie jak wszyscy. Zwykłość Iana Curtisa w „Control” sprawiła, że Corbijn nakręcił jedną z najlepszych biografii muzycznych. Tu zaś ogranie tego samego pomysłu narracyjnego – pokażmy jak to wszystko było normalne – znów się sprawdziło. „Life” to życie. Ale nie życie gwiazd. Po prostu życie.

Co do życia gwiazd to swoją drogą jest tu scena niezwykła. Kiedy w przededniu sławy Dean bierze udział w konferencji prasowej związanej z premierą „Na wschód od Edenu” obserwujemy świat dziennikarski zupełnie inny od tego, który znamy dziś. Siedzący na sali dziennikarz pyta radośnie o romanse na planie, a aktorka, radośnie odpowiada. Dziś dziennikarza wyprosiłaby ochrona a aktorka zrobiłaby aferę na pół facebooka. Ot, zmieniło się.

Nie tylko to oczywiście. Zmienił się cały świat. Corbijn pokazuje czasy, kiedy kinem i sztuką się żyło. Nie ma tu śladu po wyrachowaniu. Nie ma śladu po pozach. Są ludzie, którzy mają w życiu cele i próbują je realizować. Zmieniając przy tym świat i zasady.

Amazon
Poprzedni

Mozart in the Jungle - serialowo-muzyczny poprawiacz nastroju [recenzja]

PWN
Następny

Ludzie. Powieść dla Ziemian - Jak nas widzą kosmici? [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz