KINO / DVD 

Łowca i Królowa Lodu – przepiękna pustka [recenzja]

Jeśli film zarabia ponad czterysta milionów dolarów na świecie, świadectwem czasów jest, że jego kontynuacja jest przesądzona – nawet jeśli nikt jej nie chce. W taki właśnie sposób, dzięki niewątpliwemu sukcesowi „Królewny Śnieżki i Łowcy”, na kinowe ekrany trafiła część druga.
Brak reżyserskiego wyczucia sprowadza emocjonalny wydźwięk „Łowcy” do poziomu słownych pyskówek rodem z rodzimych „Trudnych Spraw”.

„Łowca i Królowa Lodu” z jednej strony robi za prequel niektórych wydarzeń z jedynki, jednak zdecydowana część historii to ich w prostej linii kontynuacja. Co prawda Kristen Stewart nie pokazuje się nam choćby na sekundę, do roli tytułowego Łowcy ponownie jednak zrekrutowano Chrisa Hemswortha, czyniąc zeń tym razem pełnoprawną, centralną postać filmu.

Historia jaką będzie dane nam poznać, zaczyna się w czasach kiedy mroczna królowa Ravenna (powracająca tu na chwilkę Charlize Theron) podbijała królestwo za królestwem, mając u boku siostrę, nieprzejawiającą magicznych zdolności Freyę (Emily Blunt). W końcu jednak, na skutek tragicznych wypadków magia budzi się także i w niej, a ona sama, skrzywdzona przez los zyskuje złą sławę jako Królowa Lodu, władając mocami zimy i okupując północ królestwa. Tam wciela chłopców i dziewczynki do rosnącej w siłę armii Łowców, mających w przyszłości stać się potęgą trzęsącą całą krainą. Właśnie do niej trafia nasz główny bohater – a po latach morderczych trenigów i zwycięskich bitew, jego kwitnące, zakazane uczucie do jednej z wojowniczek (Jessica Chastain) kończy się tragedią. Lata później, kiedy mimo pokonania Ravenny zło nadal jątrzy się w krainie, będzie musiał stawić czoła swojej przeszłości i raz jeszcze zawalczyć o miłość swojego życia.

Drugą część „Łowcy”, można śmiało określić historią o nieszczęśliwych związkach. Cedric Nicolas-Troyan nie udaje nawet, że w swoim filmie chce wynajdywać koło na nowo i skutkiem tego, scenariusz to raczej zlepek wszystkiego co już w kinie fantastycznym zdążyliśmy przez lata obejrzeć. Pół biedy jednak z samą przewidywalnością historii (choć fabularnych twistów w zasadzie mogłoby nie być) – gorzej, że mając na podorędziu topowy zespół aktorów, Troyan nie potrafił wycisnąć z niej choć odrobiny dramaturgii. Nie to, żeby nie było ku temu okazji – opowiastki o złamanych sercach wyjątkowo łatwo przecież kupują naszą wyobraźnię – jednak brak reżyserskiego wyczucia sprowadza emocjonalny wydźwięk „Łowcy” do poziomu słownych pyskówek rodem z rodzimych „Trudnych Spraw”, nie wyłączając w tym finałowego, w domyśle iskrzącego od chowanych uraz spotkania dwóch sióstr.

Wielka szkoda takiego stanu rzeczy, bo realizacyjnie film jest niemal perfekcyjny. Wszelakie ostre jak brzytwa CGI, fantazyjne kostiumy, pejzaże okraszone piękna muzyką, a wreszcie nieźle czujący swoje postaci doborowy zespół aktorski ( w szczególności rewelacyjne krasnoludy) – na tych poziomach wszystko zgrywa się jak należy i pod względem technicznym film może być jednym z kandydatów do przyszłorocznych statuetek.

Patrząc na całość, nie sposób odmówić „Łowcy” momentów magicznego klimatu, kiedy audiowizualna uczta zniewala z całą mocą, a my patrzymy jak urzeczeni w małe cudeńka pojawiające sie na ekranie, na chwilę przenosząc się do bajkowego świata. Nie jest to jednak w stanie przykryć niedostatków scenariusza – którego przewidywalność może i mogłaby się wybronić wspomnianą bajkowością, gdyby nie kompletnie chybione rozłożenie dramatycznych akcentów. Baśń to zatem wyśmienita, lecz niestety, tylko wizualnie.

SQN
Poprzedni

Osobliwe i niezwykłe przypadki Avy Lavender - piękna baśń dla płci pięknej [recenzja]

Jaguar
Następny

Wyspa strachu - mocny cios z Jaguara [recenzja]

Maciej Bachorski

Maciej Bachorski

Urodzony w 1987 roku w Środzie Wielkopolskiej. Z wykształcenia magister Administracji, choć zawodowo związany z branżą logistyczną. Z usposobienia choleryk-melancholik. Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i miodowego Jacka Danielsa. Pisze od 2011 roku, głównie opowiadania z szeroko pojętego nurtu fantastyki i publicystykę.

Publikował w "Nowej Fantastyce", a także w serwisach "Horror Online", "Szortal" (audiobook "Reguła Rothmana"), "Niedobre Literki" i "film.org.pl". Kilkukrotnie wyróżniony w konkursach na opowiadania organizowanych przez portal "Nowej Fantastyki". Z "Dziką Bandą" związany od października 2015 roku.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz