KINO / DVD 

Mechanik: Konfrontacja – Statham prawie jak Bond [recenzja]

Przekładana od roku kontynuacja przygód płatnego zabójcy Artura Bishopa nareszcie trafiła do kin. Czy warto było na nią czekać?

 

Pierwszy „Mechanik”  był nową wersją klasycznego czarnego kryminału z Charlesem Bronsonem. We współczesnej adaptacji przygód zabójcy nad zabójcami w zasadzie zmieniono wszystko. Od motywacji postaci, po puentę. Co akurat nie dziwi. Oryginał to mroczny, przygnębiający film z ponurą puentą, zaś Jason Statham w takowych dziełach nie występuje. Nowy „Mechanik” stał się zatem sprawną strzelaniną z muskułami Jasona w tle. Film Simona Westa odniósł spory sukces, a jego producenci uwierzyli, iż Artur Bishop może stać się nową ikoną kina akcji. I tak narodził się pomysł na kontynuację.

Zatrudniono zdolnego reżysera (który w zasadzie nie pokazuje grama talentu), dopisano egzotyczne lokalizacje (Bishop podróżuje przez pół świata) i tym sposobem powstał film, który… No właśnie… „Mechanik: Konfrontacja” to bardziej wariacja na temat Bonda i przygód Etana Hunta niż pełnoprawny kryminał o niepokonanym płatnym zabójcy. Bishop może i owszem lata po świecie zabijając złych ludzi, ale robi to w stylu o wiele bliższym „Mission Imposible”, niż kinu noir.

Tym razem nasz emerytowany już zabójca zostaje szantażem zmuszony do wypełnienia tajnej misji, polegającej na zgładzeniu kilku parszywych typów. Jeśli nie wywiąże się ze zleconego zadania psychopatyczny dawny wróg, zabije śliczną i bliską sercu Bishopa, Ginę (Jessica Alba). Artur nie byłby sobą, gdyby w trakcie wykonywania misji nie odkrył jak oszukać swojego wroga i uratować ukochaną.

„Mechanik: Konfrontacja” to prościutki film sensacyjny, w którym owszem znajdujemy kilka zabawnych pomysłów (cudowne odwrócenie płci w nawiązaniu do słynnej bondowskiej sceny z plażą), ale poza nimi w zasadzie nie ma tu niczego, co wyróżniałoby Bishopa od innych nowych herosów kina akcji. I to chyba największy zarzut wobec tego filmu i serii. Bazując na znakomitym oryginale ani nie próbowała iść w stronę przez niego wyznaczą (co trochę zrozumiałe, bo finał filmu z Bronsonem uniemożliwia kontynuację), ani nie próbowała wymyślić własnego filmowego języka. Ot wrzucono do worka kilka schematycznych rozwiązań fabularnych i rozebrano Stathama. Ogląda się i pierwszą i drugą część bez większego bólu i równie bezboleśnie zapomina.

Fox Polska
Poprzedni

"Legion" - serialowa ofensywa mutantów na ECC

Ostre cięcia
Następny

Ostre cięcia - opowieści ze świata "Pierwszego prawa" [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz