KINO / DVD 

Munio: Strażnik księżyca – magia i zbawienie [recenzja]

„Munio: Strażnik księżyca” należy do wąskiego grona współczesnych bajek, o których nie zapomina się tuż po projekcji. Mądra, dowcipna i niezwykle kolorowa uniwersalna opowieść o poświęceniu i przyjaźni oczarowuje zarówno dzieci, jak dorosłych.

Pewna magiczna kraina podzielona jest na dwie strefy – tą w której rządzi słońce i tą w której panuje księżyc. Jest jeszcze przestrzeń pomiędzy – cień, w którym żyją stworzenia, zbyt delikatne, aby wystawić się zarówno na działanie słońca jak księżyca. Co kilkadziesiąt lat w krainie wybierani są strażnicy – słońca i księżyca. Tym razem jednak podczas ceremonii dzieje się coś dziwnego. Magiczne stworzenie wskazujące strażnika księżyca, zamiast wybrać Leona, który do służby przygotowywał się lata, wskazuje na fajtłapowatego, choć sympatycznego Munia. Tak zaczyna się opowieść o upadku magicznej krainy, intrygach złego i wielkim poświęceniu, dzięki któremu słońce i księżyc będą mogły wrócić na swojej miejsce.

Twórcy „Munia…” swoją animację utkali z dziesiątek odniesień i cytatów na wszelkich możliwych płaszczyznach. Mamy tu zatem i religijne nawiązania tak do pogańskich wierzeń, jak chrześcijańskiej metafory wielkiej ofiary. Mamy kapitalnie wplecione cytaty z Miyazakiego, ale również i cytaty tak z klasyki Disney’a. Drobny ukłon w stronę „Avatara” ale też i nawiązania do złotej ery kreskówek MTV. A zatem dzieło niespójne i szalone? Nic z tych rzeczy. „Munio…” mimo swoich zabaw i odniesień do popkultury, to jeden z najbardziej starannie opowiedzianych filmów dl dzieci ostatnich lat. Alexandre Heboyan i Benoît Philippon – twórcy animacji – choć historię opierają na cytatach, to nie są one tu siłą napędową scenariusza, a jedynie ornamentem, wisienką na torcie, którym tym razem jest zwarta i skondensowana historia.

Jako ojciec sześcioletniej dziewczynki, siłą rzeczy swoją kinową bytność ograniczam w większości do filmów dla dzieci. Oglądając „Munio…” przyglądałem się temu jak dziecko reaguje na historię chwilami straszną i demoniczną. I co? I z ostatnich animacji „Munio” jest jedną z nielicznych, którą dziecko jest wstanie opowiedzieć w całości, bo jego uwaga nie jest rozpraszana kolejnymi skeczami i żarcikami. „Munio…” to historia. Zamknięta, wzruszająca. Z silną postacią kobiecą, której kruchość okazuje się iluzoryczna, dzięki czemu staje się ona ulubioną bohaterką dziewczynek. Reasumując. O ile obawiałem się jak dziecko zareaguje na inaczej narysowaną (to jednak kreska zupełnie inna od tego, do czego przyzwyczaja dzieci Disney) i opowiedzianą historię, tak po projekcji wiem jedno – moje obawy okazały się bezpodstawne, a Heboyan i Philippon odwalili kawał dobrej roboty oczarowując tak dzieciaki, jak dorosłych.

KINÓWKI.pl
Poprzedni

Kong: Wyspa czaszki - nowa wersja „Jądra ciemności” [recenzja]

Warner Bros
Następny

Zabójcza broń - legenda z przypadku ma trzydzieści lat

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz