KINO / DVD 

Nienawistna ósemka – Quentin Tarantino, Agata Christie i morze krwi [recenzja] [film]

Ósmy film Quentina Tarantino to zarazem ósmy dowód na to, że nie trzeba kończyć żadnych szkół, aby zostać wybitnym reżyserem. Trzeba mieć tylko kino i filmową narrację we krwi.

 

To chyba najbardziej pechowy film Tarantino. Najpierw w 2013 roku wyciekł scenariusz. Wtedy to reżyser uznał, że filmu już nie nakręci. Rok później sprawy przybrały ciut inny obrót. Po kilku czytaniach scenariusza na żywo w Los Angeles, zarówno aktorzy, jak publiczność tak żywiołowo zareagowali na tekst, że Quentin zmienił zdanie. Prace nad ekranizacją „Nienawistnej ósemki” ruszyły. Kręcony na taśmie 70 mm, z wykorzystaniem nieużywanej od 1966 roku techniki Ultra Panavision 70 (ostatni raz zdjęcia tą kamerą realizowano na planie „Chartum” Basila Deardena), z pierwszą od 1981 roku muzyką do westernu skomponowaną przez Ennio Morricone. „Nienawistna ósemka” miała być wydarzeniem… i wtedy pojawili się piraci. Na dwa tygodnie przez oficjalną premierą wrzucono kopię DVD do Internetu. Żeby było zabawniej, FBI odkryło, że za wyciekiem kopii stała konkurencja – upubliczniono bowiem kopię, która należała do producentów remake’u „Point Break” (karma się zemściła, film okazał się klapą). Dla większości filmów, które trafiają do Internetu przed premierą taki wyciek oznacza śmierć. Ale w przypadku „Nienawistnej ósemki” niekoniecznie.

Zły los chyba się odwrócił, bo przedpremierowe świąteczne pokazy zarobiły już Stanach blisko pięć milionów dolarów (na raptem 100 kopii), a film oficjalnie trafi do kin dopiero 1 stycznia. Budżet wysokości 44 milionów uda się raczej odpracować. A tylko finanse w przypadku tego filmu były zagrożone. Euforyczne recenzje i świetne przyjęcie „Nienawistnej…” wśród widzów potwierdzały to, co było w sumie oczywiste. Quentin Tarantino znów to zrobił – po raz ósmy nakręcił świetny film.

Można nie lubić Tarantino. Można kręcić nosem. Niezależnie od stosunku do jego twórczości jednej rzeczy odmówić mu nie można – każdy jego film to świetnie skonstruowana, zwarta i opowiedziana specyficznym językiem historia. Każda też niebywale silnie osadzona jest w filmowych konwencjach pogrywając sobie z nimi po tarantinowsku. I tak „Wściekłe psy” były zabawą z heist movies, „Pulp Fiction” z pulpą, „Jackie Brown” pokłonem zarówno estetyce blacksplotation, jak noir, „Kill Bill” grą z kinem zemsty i kung fu, „Death Proof” z tandetnymi horrorami, „Bękarty wojny” tak spaghetti westernami, jak filmami wojennymi o straceńczych misjach a „Django” swoistą kombinacją westernu, zemsty, blacksplotation i kina społecznego. I kiedy wydawało się, że Tarantino ograł już wszelkie konwencje, a „Nienawistna ósemka” będzie kolejną wariacją na temat westernu Quentin znów zaskakuje. Bo jego najnowszy film mimo stałych elementów (rozbudowane dialogi, okrucieństwo) to wycieczka w zupełnie nowe popkulturowe rejestry.

Film otwiera sekwencja genialna. Oto na śnieżnym krajobrazie, gdzieś w oddali majaczy dyliżans. Szeroko obiektywowa kamera pokazuje zaśnieżone przestrzenie, ale na samym środku obrazu mamy krzyż. Kiczowaty, drewniany krzyż z kiczowatą, zaśnieżona postacią Chrystusa. Niby nic, ale w połączeniu z niesamowitą, hipnotyzującą muzyką Morricone, kiczowaty krzyż zaczyna wyglądać niepokojąco groźnie. Tylko tyle. Powóz przejeżdża, napisy się kończą, a gęsia skórka na rękach pozostaje.

„Nienawistna ósemka” opowiada historię teoretycznie obcych sobie ludzi, którzy w wyniku psikusa losu lądują przydrożnym przybytku prowadzonym przez niejaką Minnie. Tam czwórka pasażerów i woźnica spotykają kolejne cztery przypadkowe osoby. Śnieżyca sprawia, że będą musieli spędzić ze sobą noc. Noc, której mogą nie przeżyć.

Tarantino prowadzi narrację powoli, koncentrując się na budowaniu relacji między postaciami. Wkrótce okazuje się, że każdego z bohaterów łączy ze sobą drobna nić zależności. A to zaszłość z dawnych lat, a to skrywane więzy krwi, nic sympatii czy wreszcie nienawiść. Ta ostatnia zresztą jest tu siłą napędową o wiele silniejszą w puencie niż miłość. Nienawiść, bowiem potrafi połączyć wrogich sobie ludzi i sprawić, że ramię w ramię staną do walki ze złymi.

Choć w „Nienawistnej ósemce” konwencją narzuconą przez rys historyczny jest western, to film Tarantino sięga tym razem o wiele głębiej. Western (i bezpośrednie nawiązania do „Przełęczy złamanych serc”) szybko ustępują miejsca cytatom z „W upalną noc” i „Ucieczki w kajdanach” tyle, że wszystko to opiera się na konstrukcji fabularnej pożyczonej przez Tarantino od Agaty Christie. Bowiem „Nienawistna ósemka” to nic innego jak rozegrana w westernowym anturażu nowa wersja „I nie było już nikogo” (czyli „Dziesięciu małych murzynków”). Podobnie jak tam dziesięć osób (tytułowa ósemka, plus dwójka przypadkowych turystów) spotka się w odciętym od świata miejscu. Jak tam, pozorni nieznajomi okazują się mieć sporo ze sobą wspólnego. I tak jak tam historia zmierza do puenty, która nie będzie radosna. Jedyną różnicą jest powód, dla którego bohaterowie „Nienawistnej ósemki” się spotykają. U Christie od początku do końca mieliśmy do czynienia z grą konkretnego, choć enigmatycznego człowieka, tu za ostateczną konfrontacją stoi los (lub być może ów wiszący na drewnianym krzyżu Chrystus).  Czyżby zatem Tarantino sięgał religijnych motywów? Nie byłby to pierwszy raz (pamiętajmy o boskiej interwencji w „Pulp Fiction”), tym razem jednak szansa, jaką daje Bóg bohaterom, nie polega na zmianie dotychczasowego życia a ostatecznym zadośćuczynieniu za grzechy. Bo każdy z bohaterów jest grzesznikiem, ale raptem z nich dwóch zdobędzie się na odwagę i spróbuje odejść w zgodzie z sumieniem. A że przy okazji ekran zaleje morze krwi… no cóż… to film Quentina Tarantino!

Warto wspomnieć tu jeszcze o jednym – kwestiach rasowych. Po premierze „Django” krytycy rozpisywali się o tym jak Tarantino rozprawia się z uprzedzeniami. W przypadku filmu opowiadającego historię mszczącego się na białych niewolnika, był to trop dość oczywisty. W „Nienawistnej…” Tarantino oczywisty już nie jest, a kwestie rasowe są tu wiele bardziej skomplikowane. Zresztą stanowią lejtmotyw filmu. Czarny łowca nagród w świecie białych czuje się bezpieczny, nie wtedy, gdy czuje pod dłoniami swoje rewolwery, a gdy czyta białym list od Abrahama Lincolna. Białas z Południa wciąż z chęcią polowałby na czarnych, ale to nie oni stanowią dla niego największe zagrożenie. Zaś czarna była niewolnica, najbardziej na świecie nienawidzi… Meksykanów… Nie ma tu łatwych podziałów. Podobnie jak nie ma ludzi bez uprzedzeń. Kobiety? No cóż – ta główna, grana przez fenomenalną Jennifer Jason Leigh, to występna morderczyni. Reszta zaś nie istnieje. A jeśli pojawia się na ekranie to tylko po to, aby w męskim świecie szybko zginąć.

W amerykańskiej prasie „Nienawistna ósemka” okrzyknięta została najlepszym filmem Tarantino. Czy tak jest rzeczywiście? Nie sądzę. Swój najlepszy film Tarantino jeszcze nakręci. O tym jestem przekonany. Nie przypominam sobie, bowiem reżysera, który nakręciłby rzędem osiem znakomitych filmów. Każdy inny, każdy kontrowersyjny, każdy zmusza do dyskusji. I każdy udowadnia, że popkulturą można bawić się inteligentnie. Trzeba tylko znać jej zasady. I być Quentinem Tarantino.

Artisan Entertainment
Poprzedni

Ry Cooder - instytut pamięci muzycznej

Media Rodzina
Następny

Ostatni pielgrzym - solidny kryminał z historią w tle [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

2 Comments

  1. Arleta
    2015-12-29 at 09:10 — Odpowiedz

    Najbardziej oczekiwana przeze mnie premiera 2016!!!

  2. 2015-12-29 at 10:23 — Odpowiedz

    Już za chwileczkę, już za momencik :) wprost nie mogę się doczekać!

Dodaj komentarz