KINO / DVD 

Niesamowity świat April – szalony retro-steampunk [recenzja]

Współcześni twórcy europejskiej animacji zazwyczaj pozostają w cieniu japońskiej i amerykańskiej konkurencji. Nie ta liga? Skądże znowu! Po prostu inna wrażliwość. „Niesamowity świat April” to przykład niespotykanej perełki, bo gdzie indziej szukać reptiliańskiego spisku na tle alternatywnej historii świata i romantycznej relacji w stylistyce retro?

Taka mieszanka może wydawać się – przynajmniej na pierwszy rzut oka – naprawdę wybuchowa. I trzeba przyznać, że faktycznie łatwo zaobserwować w niej fajerwerki pomysłowości. Proporcje odmierzone są jednak w wyjątkowo sensowny sposób, dzięki czemu w oryginalnej wizji ujęto najlepsze cechy kina przygodowego, melodramatu oraz komedii czy science-fiction. To tyle w teorii, ponieważ prosta kategoryzacja gatunkowa zwyczajnie nie oddaje czarowności całego przedstawienia.

Najważniejszym, esencjonalnym elementem filmu jest steampunkowa otoczka i nastrój retro, jako że zasadnicza część akcji dzieje się w latach 40. ubiegłego wieku w stolicy Francji. Paryskie kawiarenki na tle zachodzącego słońca? Romantyczna aura i niemalże pocztówkowy obrazek? Tyle tylko, że to nie taka historia. Rzeczywistość, w której żyje April, jest dokładnie taka, jak zasygnalizowano w tytule. Niesamowita. A wszystko dlatego, iż miasto miłości to w tym ujęciu technologiczna potęga.

Dominują w nim odcienie szarości, metaliczna struktura i niemal całkowity brak naturalnej zieleni. To efekt intesywnego wyścigu zbrojeń i fatalnego w skutkach wypadku z 1870 roku, gdy Napoleon III zginął śmiercią tragiczną, będąc świadkiem eksperymentu zmieniającego oblicze świata. Opracowanie eliksiru długowieczności – pragnienie, którego urzeczywistnienia chcą między innymi rodzice tytułowej bohaterki. Jednak nie tylko oni. W tajemniczych spiskach musi odnaleźć się osierocona April, charakterna i urocza niewiasta w posiadaniu… ale to już za dużo informacji.

„Niesamowity świat April” to eksploracja krainy wypełnionej fantastycznymi, nomen omen, pomysłami. Gigantyczne sterowce, elektryczne chmury i robo-szczury, gadający kot, zagadkowe porwania Einsteina, Fleminga i innych znaczących person z historii świata. Nieziemska wyliczanka, w której nie ma przypadku. To twórczy chaos, gdzie detalicznie odzworowane miejsca francuskiego imperium tworzą bardzo harmonijny obraz o szlachetnym rodowodzie, a to dlatego, że twórcy animacji inspirowali się powieścią graficzną Jacquesa Tardiego.

Stąd też wizualny styl opracowany w tradycyjnej animacji 2D odczytuje się jako doskonały mariaż komiksowej poetyki i wytwornej animacji. Nic zresztą dziwnego, skoro o jakość procesu realizacyjnego dbało między innymi studio odpowiedzialne wcześniej za „Persepolis” na podstawie autobiograficznej historii Marjane Satrapi. Jednak Desmares oraz Ekinci, reżyserzy „Niesamowitego świata April”, zawarli także subtelne cytowania do innych dzieł popkultury. Choćby filmów Miyazakiego. To piękny hołd, ale równocześnie autorska wizja, która zwyczajnie olśniewa.

Sposób, w jaki opowiedziana jest cała historia – odpowiednio nostalgiczny, niepozbawiony humoru i gagów rodem z komedii z Louisem de Funesem, a przy tym fantazji wyjętych z „Amelii” – doprowadza do satysfakcjonującej uczyty zmysłów. A, no i ćwiczeń dla wyobraźni. Wszak przygodowa historia podszyta jest tak przewrotnym spiskiem, że świat może zatrząsnąć się w posadach. I to całkiem dosłownie. Oryginalność szalonych przedstawień zawsze godna uwagi!

Okładka Electronica- Vol 2-cover
Poprzedni

Electronica 2: The Heart of Noise - Jarre i goście raz jeszcze [recenzja]

tvp
Następny

Glina - Stare psy wracają do miasta?

Marcin Waincetel

Marcin Waincetel

Absolwent kulturoznawstwa i filologii polskiej na Uniwersytecie Wrocławskim. Redaktor portali Paradoks, Booklips i Poltergeist, publikował na łamach magazynu „Coś na progu” oraz Geezmo. Osobowościowo zbliżony ponoć do Johnny’ego Deppa, a także Edgara Allana Poe, zakochany w X Muzie oraz wszystkich możliwych przejawach popkultury.

1 Comment

  1. […] Recenzja pierwotnie ukazała się na portalu Dzika Banda. […]

Dodaj komentarz