KINO / DVD 

Night of the Living Deb – zombiaki na wesoło [recenzja]

„Night of the Living Deb” to sympatyczna komedia z fajnym plakatem i tytułem nawiązującym do klasyka George’a A. Romero oraz z nieźle bawiącymi się swoimi rolami aktorami. Czegoś jednak zabrakło do pełni szczęścia.
W „Night of the Living Deb” mamy do czynienia nie tylko z parodią filmów o zombie, ale także z kpiną z romantycznych komedii i to nawet chyba w większym stopniu.

W „Night of the Living Deb” bohaterowie zamiast uciekać gdzie pieprz rośnie przed atakującymi zombiakami bądź samemu przechodzić do kontrataku, najczęściej gadają o pierdołach. Żywe trupy podchodzą coraz bliżej, a oni roztrząsają jakieś dylematy – a to sercowe, a to ekologiczne. Zresztą po co od razu uciekać, skoro dzięki popkulturze wszyscy wiemy, jak sobie poczynać w razie  zombie apokalipsy? Zombiak może poczekać, a my tymczasem wyjaśnimy sobie ważkie (lub nie) kwestie. A jeśli maszkara jest jednak upierdliwa, to ostatecznie zawsze można wskoczyć jej na barana – w końcu USA to kraj, w którym wszyscy wiedzą, co to rodeo. Ujeżdżanie zombie – tego chyba jeszcze nie było.

Film ma w sobie dużo uroku, głównie dzięki bohaterce z tytułu, którą brawurowo zagrała rudowłosa Maria Thayer. Deb jest trochę zakręcona, trochę dziwna, papla co jej ślina na język przyniesie, ale potrafi być przy tym wyjątkowo sarkastyczna. No i przede wszystkim szuka miłości, takiej prawdziwej. Tyle, że jest nieśmiała, chyba, że wypije kilka głębszych. Wtedy jest w stanie ruszyć na podryw i wyrwać najprzystojniejszego faceta w barze. Po wspólnej nocy ów facet, który poprzedniego wieczora pokłócił się ze swoją dziewczyną,  chce jak najprędzej pozbyć się Deb z domu. Na całe szczęście dla bohaterki, w Portland w stanie Maine najwyraźniej rozpętała się zombie apokalipsa, przez co dwójka bohaterów, przynajmniej przez jakiś czas jest na siebie skazana. Czy w takich okolicznościach narodzi się między nimi głębsze uczucie?

Ciekawa rzecz – w „Night of the Living Deb” mamy do czynienia nie tylko z parodią filmów o zombie, ale także z kpiną z romantycznych komedii i to nawet chyba w większym stopniu. Twórcy zatem nie powielali schematu z „Wiecznie żywego”, który był romantyczną komedią w scenerii zombie apokalipsy, tylko pośmiali się z obu gatunków. Wyszło to świeżo i zabawnie, przede wszystkim dzięki głównej bohaterce. Deb to takie fajne połączenie dziewczyny kumpla w typie Sandry Bullock z „Ja cie kocham, a ty śpisz” z na poły uroczą i na poły totalnie narwaną Leslie Knope z „Parków i rekreacji” – zresztą pod względem uprawianego humoru, filmowi chyba najbliżej do tej właśnie produkcji. No i na dokładkę w filmie jest jeszcze paradujący w szlafroku Ray Wise, czyli mocno już postarzały ojciec Laury Palmer z zaangażowaniem rozwalający ze strzelby zombiaków – widok z gatunku bezcennych. Być może gdyby twórcy bardziej popracowali nad scenariuszem, mielibyśmy coś w rodzaju Woody Allena wśród zombie, ale do takiego poziomu sporo jednak zabrakło. Gdzieś w połowie seansu siada też  dramaturgia i dynamika, przez co zaczynamy nagle ziewać, na szczęście zaskakujący i prześmiewczy  finał w miarę rekompensuje te braki. Całość niestety robi wrażenie nieco zmarnowanego potencjału, a tytułowe nawiązanie do „Nocy żywych trupów” w kontekście samej fabuły jest jednak nadużyciem. Trzeba je  traktować bardziej jako reklamowy chwyt, bo film nijak ma się do produkcji Romero , to że w obu obrazach mamy zombie, to jednak za mało. Mimo tych zastrzeżeń, to całkiem miło spędzone osiemdziesiąt minut, które udowadniają, że w tej wydawałoby się wyeksploatowanej do cna tematyce, wciąż nie powiedziano jeszcze ostatniego słowa.

 

 

south-of-hell-900x1334
Poprzedni

South of Hell - najgorszy serial roku? [recenzja] [thriller]

Ostatnia wieczerza - Leonardo da Vinci
Następny

Mechanicy odtwarzają sceny z malarstwa w swoim garażu [galeria]

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz