KINO / DVD 

Noc Walpurgi – polskie kino, światowa jakość [recenzja]

Rzadkość: polski film, w którym mamy nie tylko ładne zdjęcia, ale też samych dobrych aktorów, zrozumiałe dialogi i do tego sensowny scenariusz. Choć jednak pełnometrażowy debiut Marcina Bortkiewicza sprawi zaskoczonemu widzowi-patriocie ogromną satysfakcję, to… po prostu momentami czuć, że to debiut.

Świetny jest tutaj zwłaszcza sam początek: przystojny, blondwłosy młodzian imieniem Robert (Philippe Tłokiński) pragnie przeprowadzić wywiad z humorzastą diwą operową, Norą Sedler (Małgorzata Zajączkowska). Zanim uda mu się dostać do jej garderoby, będzie musiał uzbroić się w cierpliwość, korzystając z pomocy najwolniejszego portiera na świecie (Mieczysław Gajda) i stanie się świadkiem mało eleganckiego wylania z pracy dotychczasowej garderobianej artystki (Monika Mariotti). To ostatnie wydarzenie jest oczywiście dla Roberta prawdziwym darem niebios – bo teraz Madame Sedler pozwoli mu nie tylko na przeprowadzenie wywiadu, ale również na rozebranie jej z kostiumu, w którym przed chwilą występowała.

Po „Nocy Walpurgi” śmiało możemy uznać Marcina Bortkiewicza za jedną z największych nadziei polskiego kina.

Aż do tego momentu „Noc Walpurgi” jest dziełem absolutnie bezbłędnym: Bortkiewicz perfekcyjnie radzi sobie zarówno ze scenami doprawionymi humorem, jak i z tymi, gdzie zaczyna pojawiać się erotyczne napięcie, dwójka głównych aktorów wypada nadzwyczaj intrygująco ukrywając swoje postacie pod zwodniczymi maskami (Zajączkowska udaje typową kapryśną gwiazdę, a Tłokiński – jej nieśmiałego wielbiciela), natomiast operator Andrzej Wojciechowski przesyca fantastyczne czarno-białe zdjęcia iście bergmanowskim duchem. Wiadomo jednak, że niedopowiedzenia muszą się w końcu rozwiać, maski muszą opaść na ziemię, a fabuła – przybrać poważniejszy ton. Nie na darmo przecież rzecz rozgrywa się w ostatnią kwietniową noc, kojarzoną z obrządkami mającymi na celu odstraszenie zjaw, złych duchów czy też przygotowujących się do sabatu czarownic.

I kiedy zgodnie z tak przyjętym planem bohaterowie zaczynają powoli odsłaniać swoje prawdziwe „ja” oraz uzewnętrzniać najgłębiej skrywane lęki, kontrola nad filmem od czasu do czasu wymyka się debiutującemu reżyserowi z ręki. Nie każdy dramat wybrzmiewa tu tak donośnie jak powinien, nie każda scena wypada w stu procentach przekonująco, a finał – choć zmyślny – można było rozegrać bardziej subtelnie. Być może problem w tym, że Bortkiewicz chciał w swoim filmie odnieść się do nadzwyczaj drastycznych tematów (horror II wojny światowej, trauma obozów zagłady, syndrom uzależnienia ofiary od kata), stawiając sobie za punkt honoru nie owijanie niczego w bawełnę. A przecież nawet mistrzowie kina, do których młody reżyser nieustannie się w „Nocy Walpurgi” odwołuje (Bergman, Polański, Resnais i wielu innych) zawsze podchodzili do drażliwej tematyki zachowując pewną ostrożność i nie zrywając całkowicie aury niedopowiedzenia.

Wszystko to nie zmienia jednak faktu, że po „Nocy Walpurgi” śmiało możemy uznać Bortkiewicza, z jego zmysłem plastycznym i umiejętnością tworzenia niezwykłej atmosfery, za jedną z największych nadziei polskiego kina. Dbajmy więc o chłopaka – bo młodzi-zdolni tak szybko u nas odchodzą, czy to do pracy zagranicą czy do tłuczenia idiotycznych seriali.

Sony Music Polska
Poprzedni

Rattle That Lock - Pink bez Floyd [recenzja]

Dzika Banda
Następny

Punk, tort, psy i twórczy chaos - 15 lat Kultury Gniewu [relacja]

Bartek Paszylk

Bartek Paszylk

Bartłomiej Paszylk jest autorem przekrojowej książki na temat kina grozy pt. „Leksykon filmowego horroru”, a także anglojęzycznej pozycji dotyczącej horrorów kultowych pt. „The Pleasure and Pain of Cult Horror Films”. Zajmował się również redagowaniem takich antologii grozy, jak: „City 1″, „City 2″ oraz „Najlepsze horrory A.D. 2012″.

Jego artykuły, recenzje i wywiady publikowano w popularnych czasopismach oraz portalach internetowych zarówno w Polsce, jak i zagranicą. Obecnie pełni funkcję redaktora magazynu Grabarz Polski i pisze teksty oraz recenzje dla Dzikiej Bandy, Nowej Fantastyki i Drivera.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz