KINO / DVD 

O dziewczynie, która wraca sama nocą do domu – irańskie spojrzenie na popkulturę [recenzja]

„O dziewczynie, która wraca sama nocą do domu” uwodzi czarno-białymi zdjęciami i muzyką. Jest tu także zupełnie nowe wykorzystanie wielu popkulturowych klisz, bo chyba nie widzieliśmy jeszcze jadącego na deskorolce wampira w burce. Szkoda tylko, że fabuła w filmie jest szczątkowa.

Dla prawdziwego wizerunku Iranu, czy raczej samych Irańczyków wiele dobrego zrobił swojego czasu komiks Marjane Satrapi, „Persopolis”. Okazało się, że nie są to jedynie tłumy palące amerykańską flagę pod ambasadą USA. Kto czytał jeszcze opowiadający alternatywną historię świata „Miraż” Matta Ruffa, zetknął się w książce z trójką  muzułmańskich bohaterów, z ich skomplikowanymi życiorysami i typowo ludzkimi, zarówno duchowymi i codziennymi problemami. Film „O dziewczynie, która wraca sama nocą do domu”  idzie w tym temacie jeszcze dalej i portretując Irańczyków hojnie korzysta z wielu dobrodziejstw popkultury. Mamy tu zatem odniesienia nie tylko do filmów o wampirach, ale też do kina noir, do spaghetti westernów i buntowniczej klasyki z lat pięćdziesiątych z Jamesem Deanem i Marlonem Brando. A przy tym, wśród zabaw formalnych jest jeszcze miejsce na cytowanie Lyncha i Jarmuscha. I jak tu nie ulec takiemu dziełu?

„O dziewczynie…” jest pełna odniesień nie tylko do filmów o wampirach, ale też do kina noir, do spaghetti westernów i buntowniczej klasyki z lat pięćdziesiątych z Jamesem Deanem i Marlonem Brando.

Muszę przyznać, że nie do końca uległem. Film wyrasta z wcześniejszej krótkometrażówki i chyba stąd wrażenie, ze niektóre wątki są dosztukowane na siłę, a cała love story jest nieco przeciągnięta. Po pierwszej połowie, po zbudowaniu miejscami smolistego, miejscami przesiąkniętego czarnym humorem klimatu, całość zaczyna się rozmywać, a widz zaczyna się zastanawiać, jaki właściwie był cel pokazania tych wszystkich, urokliwie niepokojących obrazów. Bo chyba nie chodziło jedynie o zabawę popkulturowymi kliszami?

Jest kilka tropów, kilka scen które w większym stopniu sugerują i podpowiadają zamysły reżyserki. Mocno intrygują pierwsze minuty filmu. Widzimy stylizowanego na Jamesa Deana bohatera na tle ponurej, na poły prowincjonalnej, na poły industrialnej scenerii (no właśnie, czy to Iran, czy raczej przytłaczająco uprzemysłowiona Kalifornia, widywana ostatnio w  drugim sezonie „True Detective”?). Za jakimś płotem mężczyzna znajduje i zabiera ze sobą kota, który w tej historii pojawi się jeszcze kilkukrotnie. Przechodzi obojętnie z trzymanym w rękach zwierzęciem obok olbrzymiego rowu, w którym znajduje się sterta ludzkich ciał – i ten widok naprawdę chwyta za gardło. W początkowej fazie film może przypominać „Sin City” Rodrigueza, są tu bowiem narkotyki i nałogowcy, jest seks, czerń i biel, jedno, ale za to bajeranckie auto i pewien wredny, przestępczy typ. No a potem objawia się spacerująca nocami po wyludnionych ulicach miasta dziewczyna-wampir, pomieszkująca w jakiejś suterenie, której ściany wyklejone są plakatami, w większości przedstawiającymi  gwiazdy muzyki przełomu siedemdziesiątych i osiemdziesiątych lat ubiegłego wieku. Chłopak od kota i dziewczyna-wampir w końcu muszą się spotkać. No i mamy gotową love story, tyle że bardzo nietypową.

Amy Lily Amirpour, reżyserka i zarazem scenarzystka filmu, nazwała będące miejscem akcji miasto – Bad City. Oglądamy w nim imprezujących i zażywających narkotyków muzułmanów. Czy to ciemna strona ich życia? Raczej kipiąca pod powierzchnią zakazów i nakazów, nieokiełznana siła anarchii, świadcząca o potrzebie odmiany statusu życia. A jednak, bardziej od tych mocnych z założenia scen przekonuje ta jedna, naprawdę zapadająca w pamięć i wcale nie śmieszna, tylko prawdziwie buntownicza z ducha. Jadący na deskorolce wampir w burce. Choćby dla tego widoku warto obejrzeć ten film.

Austin Book Club
Poprzedni

Robert Ziębiński: Dziesięć powieści mojego życia

Kino Świat
Następny

Imperium robotów. Bunt człowieka - science fiction dla nastolatków [recenzja]

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz