KINO / DVD 

Obecność 2 – Powtórka z Demona [recenzja]

James Wan wraz z rodziną Warrenów powraca do świata demonów. „Obecność 2” to nietypowy sequel, bo dorównuje oryginałowi. Ale też i powiela wszystkie błędy jakimi naznaczona była część pierwsza.

„Obecność” była wielkim hitem. Inspirowany życiem Lorraine i Eda Warrenów – słynnej w USA pary demonologów – horror nie tyle co odświeżał konwencję demonicznego kina grozy, co idealnie nawiązywał do sprawdzonych w latach 70. wzorców. Zupełnie jakby Wan nie mógł przeboleć faktu, że urodził się za późno i nie udało mu się załapać na złotą erę kina grozy. Była zatem „Obecność” filmem odtwórczym, w ogromnej mierze nawiązującym do „Amityville Horror” Rosenberga, ale oddając jej sprawiedliwość – straszyła jak należy. A ponieważ film zarobił ponad 300 milionów, nic dziwnego że producenci zdecydowali się na sequel.

O ile w pierwszej części opowiadano historię opętania, w której rodzina Warrenów brała udział, tak w dwójce scenarzyści popuścili wodze fantazji i niemal całą fabułę zmyślili. Para demonologów trafia tu do Wielkiej Brytanii, gdzie rozwiązuje sprawę nawiedzenia domu w Enfield. Gwoli wyjaśnienia – Warrenowie owszem Enfield odwiedzili, ale tylko na jeden dzień i nie odczyniali w upiornym domu żadnych egzorcyzmów. Z tajemniczym demonem w rzeczywistości (jeśli to miało oczywiście miejsce) walczył Brytyjczyk Maurice Grosse, który tu pojawia się jako postać drugoplanowa. Skąd taka wolta? W sumie trudno zgadnąć. Archiwa demonologiczne Warrenów są niezwykle bogate, ale widać ekipa filmowa czuła niebywałą potrzebę odwiedzenia z kamerą Wielkiej Brytanii.

A co do samego filmu – to jak już wspominałem na początku, jest on wzorcowym produktem stworzonym przez Jamesa Wana. A zatem mamy tu dwie godziny zabawy w retro kino grozy. Wan po raz kolejny buduje napięcie klimatem i dźwiękami a nie krwawymi efektami. I znów jak w pierwszej „Obecności” powoli i stopniowo wprowadza widzów w świat demonów. Najpierw zatem poznajemy bohaterów, ich rodziny, motywacje a potem następuje diabelska interwencja. Ładnie to wszystko jest skrojone, dobrze poprowadzone narracyjnie. Jeśli zatem w pierwszej części nie przeszkadzało wam odtwórcze podejście do gatunku, tu również będziecie zadowoleni. Taki zgrabny, przyjemny horror na randkę albo wieczór z koleżankami.

Krucjaty 2
Poprzedni

Krucjaty #2: Wrota Hermesa / Bitwa pod Al-Mansurą - to już koniec? [recenzja]

Gdzie jest Dory
Następny

Gdzie jest Dory? - udany powrót kultowych bohaterów [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz