KINO / DVD 

Objawienie – Keanu Reeves i anioły [recenzja]

Dziwny to film. Reżyser się od niego odciął. Aktorzy odmówili promocji. W efekcie trafił do kin na chwilę, zarobił grosze i zamiast zostać hitem trafił na VOD. Mowa o „Objawieniu” najnowszym thrillerze z Keanu Reevsem.

W ogóle z „Objawieniem” sprawa jest ciekawa. W Stanach na VOD trafił w zupełnie innej wersji niż u nas. Tam głównym bohaterem jest grany przez Reevesa policjant, w Polsce mamy do czynienia z przemontowaną przez reżysera (i montażystę Romana Polańskiego) wersją gdzie główną bohaterką jest młoda latynoska – Isabel. Dziwnie to brzmi? Owszem – bo to dwa kompletnie różne filmy. Do amerykańskiej wersji nie przyznaje się reżyser Malik Linton, który ukrył się tu pod pseudonimem Declan Dale. „Objawienie”, które mamy wydane przez Monolith w Polsce, mimo iż montowane jest po myśli reżysera, to także podpisane jest pseudonimem. Linton bowiem po wojnie z szefami w Lionsgate zrzekł się wszelkich praw do filmu.

A o co poszło? Czy mamy do czynienia z wielkim, niezrozumianym przez producentów dziełem czy filmowym niewypałem? No i właśnie tu zaczynają się problemy… Po obejrzeniu „Objawienia” bowiem trudno nie przyznać… racji szefom wytwórni.

Linton pomysł miał ambitny. Pod płaszczykiem kina kryminalnego opowiedzieć poruszającą historię gwałconej przez lata kobiety, której życie nagle usuwa się spod nóg, a ona powoli popada w obłęd. Isabel pewnego dnia zaczyna widzieć anioły. Mijają ją na ulicy, w metrze… Dziewczyna myśli że jest wybraną, namaszczoną przez Boga. Mniej więcej w tym samym momencie, gdy Isabel zaczyna mieć widzenia, grany przez Keanu Reevesa detektyw Galban dowiaduje się, że jego partner został zamordowany. Rozpoczyna się śledztwo…

Reżyser miał ambicje. To widać. Podobnie jak to, że jest wielkim fanem Guillermo del Toro. Anioły wyglądają tu jak stwory z „Labiryntu Fauna” a konstrukcja fabularna przywodzi na myśl i „Labirynt…”, i „Niebiańskie stworzenia”. To co odróżnia Lintona od del Toro, to wyobraźnia i talent. Del Toro potrafi kapitalnie wprowadzać elementy magiczne do świata realnego, Linton zaś ma z tym problem, w efekcie jego świat fantastyczny nie uwodzi i nie przekonuje. Co więcej – nie potrafi stworzyć dookoła niego choćby namiastki tajemnicy, a widzowie bardzo szybko zaczynają domyślać się, o co w tej opowieści chodzi. Del Toro, mimo że opowiada podobnie proste historie, nigdy nie pozwalał sobie na to, abyśmy się domyślali rozwiązania fabularnego.

Ciekaw jestem jak wygląda wersja amerykańska tego filmu, różni się bowiem ona dość znacząco. Cały ciężar fabularny przerzucono na postać Reevesa, a wizje Isabel i jej świat pojawiają się dopiero pod koniec. Czy będzie to film lepszy – trudno powiedzieć. W tej wersji „Objawienia”, która jest  u nas dostępna Reeves gra niedbale i zachowuje się tak, jakby był znudzony… Jakoś nie wierzę, żeby był w stanie uciągnąć cały film. Zresztą trochę też nie ma czego. Śledztwo w „Objawieniu” to wątek poboczny i na dodatek pełen dziur logicznych (jakim cudem dopiero po kilkunastu dniach od zajścia, policjanci odczytują nazwisko znajdujące się na obrączce?). Jeśli jednak macie ochotę obejrzeć film, który wywołał skandal, możecie. Na własną odpowiedzialność. Żeby nie było, że nie ostrzegaliśmy.

two-step-pos_1438635175
Poprzedni

Two Step - noir z Południa Stanów [recenzja]

Yep Roc Records
Następny

The Narrows - piękne piosenki o zwyczajnych ludziach [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz