KINO / DVD 

Ostatni Rycerze – kolejna powtórka z rozrywki [recenzja]

Są takie filmy, których nie da się określić inaczej, niż poprawnymi. Pozornie wszystko jest w nich na swoim miejscu – interesująca obsada, dobra realizacja, wreszcie fabuła niosąca ze sobą coś więcej niż bezmyślną akcję. A jednak z każdą minutą seansu, widz orientuje się, że czegoś tu brakuje. „Ostatni Rycerze” to doskonały tego przykład.

Taką historię widzieliśmy już dziesiątki razy, a ubranie jej w niby-średniowieczne fatałaszki nic szczególnie nowego do gatunku nie wnosi.

Historia osadzona została w bliżej nieokreślonym, średniowiecznym uniwersum. Jak dowiadujemy się na wstępie, ziemie rządzone kiedyś przez lokalnych władców konsoliduje teraz utożsamiające zło imperium, a dawne ideały odchodzą w nicość. W takich realiach przyszło żyć Raidenowi (Owen), dowódcy straży lorda Bartoka (Freeman). Wezwany by złożyć przysięgę wierności demonicznemu zarządcy (Hennie) z ramienia ciemiężyciela, Bartok wyrusza ze swoją świtą – ani myśli jednak składać broni. Jak się wkrótce okaże, skutki buntu będą opłakane dla wszystkich, a rozbitej rycerskiej braci z Raidenem na czele, przyjdzie szukać odwetu za doznane krzywdy.

Japończyk Kazuaki Kiriya w swoim najnowszym filmie postanowił zrobić użytek z narodowej legendy numer jeden, bo „Ostatni Rycerze” to w zasadzie kopia losów 47 Roninów – tyle, że przeniesiona w czasy średniowieczne. Całkiem niedawno mogliśmy zresztą obejrzeć raczej mizerną amerykańską adaptację historii, z Keanu Reevesem na czele. Tutaj, mimo zmiany otoczenia – wiele lepiej nie jest.

Film jest zrealizowany naprawdę dobrze – co do tego nie ma wątpliwości. Choreografia walk stoi na wysokim poziomie. Pompatyczna muzyka, scenografia – również bez zarzutu. Przyczepić na upartego można się do braku szczegółowości kostiumów, czegoś co nadawałoby im większego realizmu. Ale jako, że czasy i miejsce akcji w filmie, zostały przedstawione raczej umownie – można uznać, że mieściło się to w założeniach twórców.

Tym co naprawdę psuje odbiór, jest za to przewidywalność. Nie ma się co oszukiwać. Taką historię (zdrada, honor, zemsta) widzieliśmy już dziesiątki razy, a ubranie jej w niby-średniowieczne fatałaszki też nic szczególnie nowego nie wnosi. Pół biedy, gdyby szedł za tym porządny scenariusz z ciekawą intrygą w tle. Ale gdzie tam, przez większość czasu z ekranu będą płynęły tyrady na temat skorumpowanych polityków, czy wartości kodeksu honorowego – żadnej prawdy objawionej przy tym nie odkrywając.

Przez większość seansu film kroczy dumnie od schematu do schematu, sprawiając, że w decydującym – i według twórców zapewne niespodziewanym – zwrocie akcji z Raidenem, będziemy raczej ziewali z nudów. I nie pomogą wysiłki Owena, Freemana i całej reszty międzynarodowej obsady, by tchnąć życie w pełne klisz postaci, skoro zwyczajnie nie ma tu nic do zagrania. Obraz całości ratuje nieco bardziej emocjonująca końcówka, ale to za mało by nazwać „Ostatnich Rycerzy” projektem udanym.

Szkoda tak roztrwonionego potencjału. Solidni aktorzy i solidna historia dawały nadzieję na porządne kino. Czego zabrakło? Przede wszystkim odrobiny kreatywności, która pozwoliłaby wyróżnić film z tłumu innych. Jest jak jest – zaledwie poprawnie.

The Huffington Post
Poprzedni

Carrey w Krakowie, czyli zagraniczne gwiazdy w polskim kinie [ranking]

Soda Studio
Następny

Na końcu wchodzą ninja - nie tylko dla geeków [recenzja] [książka]

Maciej Bachorski

Maciej Bachorski

Urodzony w 1987 roku w Środzie Wielkopolskiej. Z wykształcenia magister Administracji, choć zawodowo związany z branżą logistyczną. Z usposobienia choleryk-melancholik. Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i miodowego Jacka Danielsa. Pisze od 2011 roku, głównie opowiadania z szeroko pojętego nurtu fantastyki i publicystykę.

Publikował w "Nowej Fantastyce", a także w serwisach "Horror Online", "Szortal" (audiobook "Reguła Rothmana"), "Niedobre Literki" i "film.org.pl". Kilkukrotnie wyróżniony w konkursach na opowiadania organizowanych przez portal "Nowej Fantastyki". Z "Dziką Bandą" związany od października 2015 roku.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz