KINO / DVD 

Poprzednie życie – nieznośne echa przeszłości [recenzja]

Historii o tym, jak bohater klucz do rozwiązania życiowego dołka znajdował w historii z dzieciństwa mieliśmy pewnie w kinematografii więcej niż najazdów kosmitów na planetę. Znany z „Rytuału” Michael Petroni w swoim najnowszym dziele  podejmuje sprawdzoną kliszę po raz kolejny – i wychodzi z tego obronną ręką.

Peter (Adrien Brody) jest psychologiem, który po tragicznej utracie córki próbuje poradzić sobie z własną traumą. Pacjent za pacjentem, dzień za dniem – życie bohatera utknęło w martwym punkcie. Przynajmniej do momentu, w którym do jego gabinetu trafi skrywająca mroczny sekret młoda dziewczyna. Spotkanie to zapoczątkuje ciąg wydarzeń, które zmuszą Petera do zweryfikowania poglądów na temat ulotnej granicy między tym co materialne i duchowe, a finalnie doprowadzi do dawno zapomnianej historii z dzieciństwa, mającej nierozerwalny wpływ na los nie tylko jednego człowieka. Bo jak się wkrótce okaże, istnieją siły silniejsze niż śmierć.

Petroni stawia w swoim dziele na konsekwentne budowanie atmosfery narastającego mroku i paranoi.

Michael Petroni to nie debiutant w kinie gatunkowym. Swoją opowieść w „Poprzednim życiu” snuje według zasad starej szkoły, z wolna podkręcając fabularne tempo. Bardzo dobre wrażenie robi pierwsza połowa filmu, kiedy obserwujemy usiłującego pozbierać życie do kupy po utracie córki Brody’ego. W pierwszych minutach obraz jawi nam się wręcz jako dramat z małym zacięciem psychologicznym – wszystko to jednak do czasu. W miarę kolejnych, coraz to bardziej tajemniczych wypadków, wraz z bohaterem z wolna zaczynamy wątpić w jego własną poczytalność, a „Poprzednie życie” zdaje się dryfować coraz bardziej w kierunku paranormalnego horroru. Szczęśliwie, w przeciwieństwie do całkiem jeszcze świeżej „Regresji”, fabuła nie rozłazi się tu na boki, całkiem sympatycznie spajając poszczególne ekranowe wydarzenia. Mount Everestem oryginalności film Michaela Petroniego z pewnością nie jest, historia wystarcza jednak, by zaintrygować.

Co należy policzyć filmowi za plus, kiedy już wiemy, jaki gatunek przyszło nam oglądać („sympatyczna” scena w pociągu rozwiewa resztki wątpliwości), wciąż stosunkowo rzadko pojawiają się w nim wyjątkowo modne w ostatnich latach jump scare’y. Nie to, że nie ma ich wcale – widać jednak, że Petroni stawia bardziej na konsekwentne budowanie atmosfery narastającego mroku i paranoi.

Wielką rolę w budowaniu klimatu odgrywa tu również wybór Adriena Brody’ego na głównego aktora widowiska, który ze swoim charakterystycznym przenikliwym spojrzeniem i umęczoną twarzą zdaje się być wręcz stworzony do grania podobnych ról. Podobnie cieszy również niewielki, ale znaczący występ Sama Neilla.

„Poprzednie życie” nie ma szans zawojować rynku, ale zainwestować swoje półtorej godziny na seans zdecydowanie warto – choćby po to, by przekonać się, że Australijczycy nawet z odgrzewanych kotletów potrafią robić wyjątkowo strawne filmowe dania.

Kurc
Poprzedni

Anima. Druuna - Początki [patronat]

Armia okładka media
Następny

Tam gdzie kończy się kraj - Armia znowu żywa [recenzja]

Maciej Bachorski

Maciej Bachorski

Urodzony w 1987 roku w Środzie Wielkopolskiej. Z wykształcenia magister Administracji, choć zawodowo związany z branżą logistyczną. Z usposobienia choleryk-melancholik. Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i miodowego Jacka Danielsa. Pisze od 2011 roku, głównie opowiadania z szeroko pojętego nurtu fantastyki i publicystykę.

Publikował w "Nowej Fantastyce", a także w serwisach "Horror Online", "Szortal" (audiobook "Reguła Rothmana"), "Niedobre Literki" i "film.org.pl". Kilkukrotnie wyróżniony w konkursach na opowiadania organizowanych przez portal "Nowej Fantastyki". Z "Dziką Bandą" związany od października 2015 roku.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz