KINO / DVD 

Sherlock i Upiorna panna młoda – Holmes niepotrzebny [recenzja]

Specjalny odcinek jednego z ulubionych seriali kryminalnych niestety zawodzi. Powód? Najbardziej banalny na świecie – scenariusz. 

W życiu zdarzyło mi się być kilka razy jurorem w konkursach literackich. Nie były to wielkie konkursy. Ot, opowiadania pisane zazwyczaj przez debiutantów. Na około sto pięćdziesiąt tekstów, mniej więcej dziewięćdziesiąt pięć oparte bywa zazwyczaj na tym samym niebywale wymyślnym koncepcie – a na koniec zróbmy tak, że bohater się budzi, a wszystko było snem. To chyba najbardziej zużyta figura narracyjna jaką można sobie wyobrazić. Ale jej częste używanie nie dziwi. To najprostszy wykręt jaki może autor zastosować w chwili, gdy brakuje mu pomysłu na to jak skonstruować opowieść. O ile debiutantom można wybaczyć (ale raczej nie nagrodzić), tak już poważnym i zdolnym scenarzystom – niestety nie. Dlaczego o tym wspominam? Ano z prostego powodu – otóż Steven Moffat, Mark Gatiss, czyli twórcy serialowego „Sherlocka” w odcinku specjalnym poszli na największą fabularną łatwiznę. Osadzili akcję w głowie Holmesa.

Fakt, że cały XIX wiek i nawiązanie do oryginalnej epoki, jest tu widziadłem, to największy ból filmu. I przy okazji jego największy konstrukcyjny błąd. Bowiem cała fabuła nagle się sypie, a śledztwo prowadzone przez Watsona i Holmesa zmierza donikąd. Lub jak wolicie do czwartego sezonu. Tyle, że jeśli Moffat i Gatiss chcieli dowcipnie wprowadzić nas w to co będzie działo się w kolejnym sezonie serialu, nie musieli iść na taką konstrukcyjną łatwiznę. W dodatku kompletnie niespójną konstrukcyjnie. Bo śledztwo w sprawie tytułowej upiornej panny młodej, nijak ma się de facto do fabuły, a wiek XIX użyty jest tu jedynie jako rekwizyt. Żarcik i ukłon dla Conana Doyle’a. Ale czy żart musiał być tak prostacki? Ano nie. Zresztą to co dzieje się w środku wcale tak prostackie już nie jest. Moffat i Gatiss napisali tu kilka scen genialnych. Jak choćby ta, w której Holmes i Watson kłócą się o bliźniaczki, czy dyskutują o tym ile Holmesa jest w Holmesie. Takie sceny przypominają o tym za co pokochaliśmy serial i pokazują, że scenarzyści wciąż pamiętają czym jest ironia i dowcip. Niestety dobre sceny mieszają się tu z małymi koszmarkami – jak choćby tym, gdzie Holmes dowiaduje się o tym, że bycie narkomanem to zło. Naprawdę? Rozumiem XXI wiek i polityczną poprawność. Rozumiem, że BBC to stacja państwowa i musi pewne rzeczy wyłuszczać bezpośrednio, ale takiej łopatologii w tej serii nie było nigdy.

Jaki zatem jest odcinek specjalny Holmesa? Chyba najlepsze określenie jakie przychodzi mi do głowy to – niepotrzebny. Miał pokłonić się tradycji i zabawić ze współczesnością, ale inwencji starczyło na kilka doskonałych scen. Reszta to zbędne ozdobniki. Owszem świetnie zagrane i poprowadzone, ale niepotrzebne jak piąta część „Szklanej pułapki”.

Warner Independent Pictures
Poprzedni

2000 - 2015 - najlepsze filmy fantastyczne XXI wieku

he-never-died-poster02
Następny

He Never Died - zagadkowy, nadnaturalny thriller [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

3 Comments

  1. Anonim
    2016-01-09 at 01:24 — Odpowiedz

    Z całym szacunkiem, ale proponowałbym nie zdradzać w pierwszym paragrafie ‚gdzie’ dzieje się cała historia, skoro o tym wiadomo dopiero w 2/3 filmu.

    • Anonim
      2016-01-31 at 19:49 — Odpowiedz

      No właśnie :-/ Spoiler…

  2. Gosia
    2016-01-10 at 23:27 — Odpowiedz

    Nie zgadzam się z powyższą opinią.
    Zastosowanie teoretycznie najprostszego zabiegu zaskakuje. Widz nie spodziewa się takich obrotów spraw. Reżyser bawi się z widzem. Gładko miesza wszystkie poprzednie części z książkami. W pewnym momencie możemy się pogubić, co wzmaga naszą czujność, zmusza do myślenia. Podążamy za Sherlokiem, mkniemy przez komnaty, uczymy się. Po raz pierwszy sam SHerlock jest ukazany jako człowiek… po prostu człowiek. Nikt nadzwyczajny. Nie mniej jednak dostajemy kilka ważnych wskazówek, rad życiowych, które możemy odnieść do nas samych.
    Jest to na pewno odcinek z przymrużeniem oka – ale jest to jak najbardziej dozwolone przy tak długim oczekiwaniu na kolejne odcinki. Dla mnie najciekawsze było to zmuszanie do myślenia – z czym coś skojarzyć, co z czego wynika, dlaczego. Oczywiście nie brakuje typowego dla tej wersji Sherlocka humoru.
    Myślenie jest sexi…. Wejście w umysł Holmesa może być zbawienne, ale i zgubne. Pytanie – kto podejmie próbę.
    Ten odcinek może nam bardzo dużo podpowiedzieć jeśli chodzi o czwartą serię lub wszystko wymieszać, aby w rzeczywistości była ona ogromnym zaskoczeniem. Cumberbatch oczywiście rewelacyjnie ujawnia swój kunszt aktorski. To dobrze, że kolejne odcinki (w publikacji) są tak oddalone w czasie – zgodnie z tym co powiedział B.C. – widz może przeżyć każdy odcinek – czekać na niego, napawać się, analizować. Sztuka, która spełnia starożytne kryteria. Nawet, jeśli zastosowano popularną (aby nie powiedzieć marną) technikę – kunszt twórców sprawił, iż idealnie wpasowała się w obraz potrzeb współczesnego widza.

Dodaj komentarz