KINO / DVD 

Sinister 2 – krwawa jatka i demoniczne dzieci [recenzja]

Kontynuacja horroru „Sinister” Scotta Derricksona jest filmem słabszym w każdym calu. Niemniej jednak obraz w reżyserii Ciarana Foya ma w sobie na tyle potencjału, by zadowolić fanów horrorów oraz widzów pragnących półtorej godziny efektownej kinowej grozy.

„Sinister” Scotta Derricksona uważam za jeden z najlepszych horrorów ostatnich lat. Nie dlatego, że był to wybitny przedstawiciel gatunku, lecz ze względu na to, że jego twórcy świetnie dopasowali do siebie wszystkie elementy i podeszli do widza z należytym szacunkiem. Była to przede wszystkim opowieść o rodzinie na krawędzi przepaści oraz pisarzu (dobra rola Ethana Hawke’a), którego ciekawość zaprowadziła za daleko, a dopiero na drugim miejscu nasączona krwią i gore historia walki z mocami nadnaturalnymi. „Sinister” miał gęsty, niemal namacalny klimat, potęgowany znakomitą oprawą muzyczną Christophera Younga. Miał ciekawie nakreśloną mitologię, która nie odwracała uwagi od głównych bohaterów, ale jednocześnie dodawała całości podskórnego niepokoju. Była to także zamknięta całość, z doskonałym, szokującym finałem, która powinna była pozostać na zawsze niedopowiedziana, niewyjaśniona. Trudno było więc oczekiwać, by wyreżyserowana przez Ciarana Foya kontynuacja – z praktycznie całkowicie inną obsadą oraz przymusem potęgowania najbardziej udanych aspektów „jedynki” – była w stanie w jakiś sposób dorównać filmowi Derricksona (tym razem w roli współscenarzysty oraz współproducenta). Pozostawało pytanie, czy twórcom uda się choć częściowo powtórzyć sukces „jedynki”?

„Sinister 2” powinien zapewnić dobrze spędzony czas fanom horrorów oraz widzom pragnącym półtorej godziny efektownej kinowej grozy.

Sinister 2” jest już niestety przez większość czasu typowym współczesnym horrorem, zamieniającym budowanie atmosfery niejednoznaczności na dosłowność i szafowanie ujęciami przemocy oraz wyjaśniającym wszystkie ewentualne niuanse w taki sposób, by nikt nie miał problemów ze śledzeniem narracji. Fabuła dotyczy byłego zastępcy szeryfa, który w części pierwszej był na drugim planie, a który obrał sobie po śmierci Oswaltów za życiową misję palenie niezamieszkałych domów będących miejscami przeszłych i potencjalnie przyszłych zbrodni. W jednym z nich skrywa się uciekająca przed brutalnym mężem kobieta z dwoma synami-bliźniakami, którzy zaczynają już widywać dziwne dzieci-zjawy. Między dorosłymi zawiązuje się nić sympatii, między chłopcami narasta konflikt osobowości, po drodze zjawia się wspominany mąż, a całość zmierza do kolejnej krwawej jatki, która zostanie nakręcona na starej taśmie i posłuży lata później do „werbowania” nowych niewinnych dzieciaków. Twórcom udaje się wprawdzie kilkukrotnie zmylić widza i wykroczyć poza oczekiwania (nie ma na szczęście powtarzania rozwiązań fabularnych z „jedynki”), ale już od pierwszych sekund ewidentne staje się to, że „Sinister 2” ma raczej otworzyć drzwi do intratnej serii horrorów niż zapisywać się w annałach gatunku.

A to z kolei oznacza, że „inność” części pierwszej, która wybijała się znacznie ponad poziom współczesnego horroru, musiała zostać poświęcona na ołtarzu łatwej przyswajalności. Dialogi są więc pretekstowe (ludzie wyjaśniają sobie po prostu to, co się dzieje na ekranie i poza nim). Postaci trochę zbyt płaskie (szczególnie grana przez Shannyn Sossamon matka, która nie potrafi udźwignąć swojej roli). Natomiast w fabule nie powinno się próbować dopatrywać logiki i wiarygodności. Z drugiej strony głównym bohaterem „dwójki” jest Bughuul, pożerający dziecięce dusze prastary demon, którego Ellison Oswalt nie dał rady w poprzednim filmie pokonać. Jako czarny charakter Bughuul sprawdza się ciągle bardzo dobrze, nawet jeśli rozwój mitologii z nim związanej odbiera mu trochę atrakcyjnej tajemniczości. Świetnie wypadają także kręcone na starej taśmie filmiki z zapisami rodzinnych zbrodni dokonywanych przez opanowywane przez Bughuula dzieciaki – nie ma w nich większej logiki (kto je tak ładnie zmontował?), ale prezentują na tyle koszmarne akty przemocy, że wielu widzom mogą się przyśnić po nocach. Cała reszta odstaje poziomem od wątku Bughuula, sugerując dwa różne filmy – wierną klimatem, duchową kontynuację „Sinister” oraz nakręcony dla zaspokojenia potrzeb rynku film do jednorazowego obejrzenia i zapomnienia.

Oba te filmy prowadzą ze sobą równie zaciętą walkę, co naiwni bliźniacy próbujący nie poddawać się sugestywnym namowom dzieci-zjaw, ale w obu przypadkach nietrudno zgadnąć, kto wyjdzie z tych potyczek zwycięsko. „Sinister 2” traci wiele przez wtórność i pewną realizacyjną nijakość, które wynikły zapewne z tego prostego faktu, że bardzo trudno było wymyślić odpowiednią historię kontynuującą linię narracyjną z pierwszego filmu i zarysowującą większe uniwersum. Twórców należy jednak pochwalić za ambicje. Choć „dwójka” nie ma takiej siły przebicia, choć Foy i autorka zdjęć Amy Vincent straszą przede wszystkim trickami montażowymi i efektami komputerowymi (demon nagle pojawia się przed twarzą postaci albo coś wyskakuje bez ostrzeżenia zza kadru, doprowadzając widza do odruchowego podskakiwania na fotelu), „Sinister 2” ma w sobie pewien gatunkowy urok, którego większość przewijających się przez ekrany kin horrorów nie posiada. Być może to kwestia filmowego dziedzictwa wymownej części pierwszej, a być może umiejętność Derricksona i Cargilla w dopasowywaniu do siebie ciekawych składników kina grozy. Faktem jest jednak, iż „Sinister 2” powinien zapewnić dobrze spędzony czas fanom horrorów oraz widzom pragnącym półtorej godziny efektownej kinowej grozy.

ŹRÓDŁO: ONET

Egmont
Poprzedni

Shazam! - dramaty dziecięce i antyczna magia [recenzja] [komiks]

Dariusz Zawadzki DB
Następny

Dariusz Zawadzki - następca Beksińskiego [galeria]

Darek Kuźma

Darek Kuźma

Współpracownik Onet.pl

Brak komentarzy

Dodaj komentarz