KINO / DVD 

Siostry – prywatka jakiej nie przeżył nikt [recenzja]

„Siostry”, czyli komedia o tym, że z rodziną wychodzi się dobrze nie tylko na zdjęciu. Z Tiną Fey na pokładzie to mogło się udać. Ale nie udało.

No dobrze – to ja się przyznam. Lubię Tinę Fey. Lubię jej poczucie humoru. Lubię skecze, które pisała dla SNL i lubię kiedy pojawia się w filmach. Zazwyczaj jej role ratują sztampowe i nudne komedie przed utonięciem w morzu bylejakości. Niestety „Siostry” to jeden z tych filmów, który właśnie ogląda się przede wszystkim dla Fey. Jej ekspresja, anielski sposób wyrzucania z siebie wulgarnych żartów, sprawia, że przymykamy oczy na scenariuszową nieporadność i brak tempa.

Fey gra tu Kate – niedojrzałą emocjonalnie kobietę, która całe życie stosuje się do jednej zasady: kiedy pojawiają się kłopoty wiej. Jej siostra Maura (Amy Poehler) to jej przeciwieństwo. Dziewczyna z duszą na dłoni, która pomaga każdemu – nawet osobom, które pomocy nie potrzebują. Obie są już po czterdziestce i powinny prowadzić unormowane życie. Ale nie prowadzą. Pewnego dnia rodzice dziewczyn informują je, że zdecydowali się sprzedać rodzinny dom. Siostry wracają na stre śmieci, aby postrzatać. W trakcie przeglądania rzeczy z dawnego życia Kate wpada na szalony pomysł – na pożegnanie domu zrobią prywatkę jakiej nie przeżył nikt.

Prosty pomysł. Prosta gra charakterów i dość przewidywalna puenta. Nie przeszkadzałoby to za bardzo (wszak większość komedii oparta jest na prostych pomysłach), gdyby nie fakt iż w połowie filmu „Siostry” tracą kompletnie rozpęd, a śmiech zamiera. I niestety już nie powraca, mimo że scenarzystka się stara i mnoży przed siostrami idiotyczne sytuacje. Sytuacje w jakimś stopniu ratuje duet Fey-Poehler, bo między paniami iskrzy a chemia sprawia, że chcemy oglądać film dalej. Ale jakoś bez satysfakcji. Szkoda – bo obie aktorki potrafią bawić. Ale żeby to robić muszą mieć scenariusz oparty na czymś więcej niż pomyśle – ej opowiedzmy historię o dwóch siostrach, które po czterdziestce zachowują się jak dwudziestki z brzuchami. Ha, ha, ha… Przez chwilę to się sprawdza. Potem już nawet żarty z grzybicy pochwy nie ratują przed zaśnięciem.

UIP
Poprzedni

Wstrząs - o szkodliwości sportu [recenzja]

Mucha Comics
Następny

Fatale #4: Modlitwa o deszcz - sztuka w sztuce [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz