KINO / DVD 

Skarbiec – Skok dwóch poczciwych gliniarzy [recenzja]

Jeśli zajmujecie się wypatrywaniem co dziwniejszych ról Nicolasa Cage’a, przed Wami kolejna radosna sensacyjna produkcja z jego udziałem: „Skarbiec”. O dziwo – całkiem strawna. W każdym razie dla wielbicieli nieco pokręconego kina…
Film nie bez wad, ale z pomysłem, charakterem i nerwem, których gatunkowym przeciętniakom dotkliwie brakuje.

Cage – grający tu na pełnym luzie, bez wysilania się na robienie charakterystycznych zbolałych min, które czasami tak u niego drażnią – wciela się tym razem w podstarzałego, niedocenianego przez przełożonych policjanta-szaraka, przed którym pojawia się szansa zgarnięcia „na lewo” większej gotówki. Partneruje mu Elijah Wood w roli znacznie młodszego, ale też już rozczarowanego życiem i pracą funkcjonariusza, któremu przydałaby się i grubsza kasa, i odrobina mocniejszych wrażeń – bo od samego początku sprawia wrażenie jakby zaraz miał się zamienić w powłóczącego nogami żywego trupa. Aby życie obu bohaterów gwałtownie się odmieniło, wystarczy dokonać udanego skoku na tytułowy skarbiec należący do mafii narkotykowej – niełatwy do sforsowania, fakt, ale przecież panowie policjanci znają złodziejski biznes od podszewki i mają pewne cenne kontakty, które powinny umożliwić im wykonanie skomplikowanego zadania. Tyle, że skarbiec kryje w sobie pewne niesympatyczne niespodzianki…

Film reżyserskiego duetu Benjamin Brewer/Alex Brewer powinien spodobać się zwłaszcza tym, którzy nie oczekują po kinie sensacyjno-kryminalnym wyłącznie pełnej powagi, jego zaletą jest bowiem zgrabne przechodzenie od tonacji dramatycznej w lekką, wręcz komediową – i z powrotem. Pomagają w tym oczywiście obaj aktorzy, którzy – jeśli ich tylko odpowiednio poprowadzić – potrafią się odnaleźć i w takiej, i w takiej stylistyce. Wood gra tu w sposób bardziej stonowany, a Cage momentami po swojemu szarżuje, ale w ogólnym rozrachunku panowie stanowią zaskakująco zgrany duet, którego poczynania obserwujemy z przyjemnością (choć czasem również z uśmieszkiem politowania). Scenariusz jest co prawda przerysowany i nie do końca wiarygodny, ale nie brak w nim ani suspensu, ani szokujących zwrotów akcji, ani celnych dialogów, ani też odrobiny wisielczego humoru, dzięki czemu i Wood, i Cage mogą tu od czasu do czasu błysnąć talentem, który w wielu innych produkcjach z udziałem tych aktorów zupełnie nie jest wykorzystywany.

A więc – film nie bez wad, ale z pomysłem, charakterem i nerwem, których gatunkowym przeciętniakom dotkliwie brakuje; może nie redefiniujący gatunku, jednak próbujący wnieść w jego ramy odrobinę świeżości. Co prawda recenzent szanowanego brytyjskiego miesięcznika „Empire” nazywa go „interesującą porażką” (wychwalając jednocześnie kreację Cage’a jako „najlepszą od wielu, wielu lat” – zupełnie jakby zapomniał, że na tych samych łamach zachwycano się całkiem niedawno jego zaskakująco powściągliwą rolą w udanym dramacie „Joe”), argumentując, że wielu widzów może mieć problem z dostrojeniem się do nietypowej tonacji filmu, ale osobiście wolę takie „porażki” niż niby to sprawnie skręcone sensacyjniaki, które tak naprawdę sprowadzają się wyłącznie do międlenia wysłużonych gatunkowych klisz.

Znak Horyzont
Poprzedni

Żywe trupy: prawdziwa historia zombie - zombie są wśród nas [recenzja]

ponura dryzyna miecz polnocy
Następny

Zdobądź Miecz Północy [konkurs]

Bartek Paszylk

Bartek Paszylk

Bartłomiej Paszylk jest autorem przekrojowej książki na temat kina grozy pt. „Leksykon filmowego horroru”, a także anglojęzycznej pozycji dotyczącej horrorów kultowych pt. „The Pleasure and Pain of Cult Horror Films”. Zajmował się również redagowaniem takich antologii grozy, jak: „City 1″, „City 2″ oraz „Najlepsze horrory A.D. 2012″.

Jego artykuły, recenzje i wywiady publikowano w popularnych czasopismach oraz portalach internetowych zarówno w Polsce, jak i zagranicą. Obecnie pełni funkcję redaktora magazynu Grabarz Polski i pisze teksty oraz recenzje dla Dzikiej Bandy, Nowej Fantastyki i Drivera.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz