KINO / DVD 

Solace – prawie Siedem część druga [recenzja]

Niedoszła kontynuacja kultowego „Siedem”, czyli Anthony Hopkins tym razem jako dobry doktor, choć też trochę psychopata.

Problem filmów o seryjnych mordercach polega na tym, że od czasu „Milczenia owiec” większość z nich powiela ten sam schemat. Wybitny, choć udręczony policjant (policjantka, prawnik, lekarz, pracownik ochotniczej straży pożarnej – niepotrzebne skreślić) ściga błyskotliwego (choć udręczonego) mordercę. Najczęściej ściga go w deszczu. W wielkiej metropolii, która stara się być anonimowa, choć przypomina nam na zmianę albo urbanistyczny, pełen wielkich drapaczy chmur Nowy Jork, albo mroczne, pełne pustych przestrzeni Los Angeles. Zdarzają się oczywiście wyjątki od tej reguły, filmy niezwykłe, których twórcy wyłamują się ze schematu, tworząc zupełnie nową jakość. Takim filmem było „Siedem” Davida Finchera. Thriller i czarny kryminał w jednym, który tylko dzięki uporowi reżysera stał się dziełem wybitnym. Producenci bowiem, chcieli wymusić na młodym wówczas twórcy zmianę zakończenia. A przecież to co sprawia, że „Siedem” jest filmem wybitnym, to właśnie przewrotne i bolesne zakończenie. Ostateczny triumf zła. Upadek bohatera. Kiedy okazało się, że „Siedem” stało się dziełem kultowym i jednym z najważniejszych filmów o seryjnych mordercach, producenci wpadli na szalony pomysł, aby dopisać do filmu część drugą. Jej bohaterem miał być grany przez Morgana Freemana detektyw, który odkrywa iż zostało mu raptem kilka miesięcy życia. Chory na raka zaczyna ostatnie polowanie na seryjnego mordercę. Z projektu „Solace” na szczęście wycofał się i Freeman, i Fincher, który zresztą oficjalnie skrytykował pomysł. Ale ziarno zostało zasiane.

Kiedy traci się i kultowego reżysera, i kultowy film do którego można nazwiązać, co należy zrobić? Ano w przypadku „Solace” producenci wpadli na pomysł banalnie prosty. Zastąpili nawiązania do jednego kultowego filmu o seryjnych mordercach, drugim. Tym sposobem do produkcji trafił Anthony Hopkins, czyli Hannibal Lecter. Z tą różnicą, że nie wciela się on tu w złego, a w doktora ścigającego potwora. Żeby wszystko nie było tak oczywiste, dopisano doktorowi w scenariuszu pewien dar – otóż jest on jasnowidzem. Sam pomysł wyjściowy był niezły. Doktor jasnowidz, na usługach FBI, ściga seryjnego mordercę jasnowidza (tu wyjątkowo nijaki Colin Farrell). Towarzyszą im Jeffrey Dean Morgan zastępujący Morgana Freemana i Abbie Cornish jako podróbka Clarice Starling.

Nie chodzi o to, że „Solace” jest złym filmem. Ogląda się go dobrze. Ma swoje tempo, pomysł nawet niegłupi (jeśli zapomnimy, że miała to być druga część „Siedem”), tyle że jest boleśnie wtórny i schematyczny. Każdy twist możemy przewidzieć zanim się wydarzy, objawienie się głównego złego, wpisano w scenariusz na zasadzie deus ex machina, a Hopkins paraduje po planie ze znudzoną miną, wielkiego aktora, który zagrał już wszystko. Jeśli miałby to być wasz pierwszy thriller w życiu – pewnie mógłby się spodobać. Niestety jeśli już widzieliście kilka tytułów kluczowych dla gatunku, „Solace” swoją przewidywalną narracją i przaśnymi scenami wizyjnymi ukołysze was do snu. A chyba nie o taki efekt chodziło reżyserowi, który twierdził, że pod płaszczykiem filmu o seryjnych mordercach, nakręcił moralitet o życiu i śmierci. Jeśli wyszedł mu z tego moralitet i thriller, to tylko dla bardzo początkującego widza.

Mucha Comics
Poprzedni

Bękarty z Południa #1: Był to facet, co się zowie - mroczna strona USA [recenzja]

J.P. Fantastica
Następny

Souichi i jego głupie klątwy - Junji Ito w wersji light [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

1 Comment

  1. 2016-01-14 at 12:22 — Odpowiedz

    :(

Dodaj komentarz