KINO / DVD 

Spectre – licencja na zabijanie scenariuszy [recenzja]

Gdy przy „Skyfall” reżyserem został Sam Mendes, próbował pogodzić odmienne gusta, ale w efekcie wyhodował potworka. Film był niezaprzeczalnie widowiskowy, ale jego niedorzeczny scenariusz wołał o pomstę do nieba. Szansa na rehabilitację pojawiła się przy „Spectre” – drugim filmie w reżyserii Mendesa, przywracającym serii niesławną organizację przestępczą i domykającym wątki zapoczątkowane jeszcze w „Casino Royale”.

Trzymająca w napięciu sekwencja otwierająca w Meksyku, w dużej części kręcona jednym ujęciem, jest fenomenalna. Doskonała czołówka Daniela Kleinmana sprawia, że nawet tytułowa piosenka „Writing on the Wall” wydaje się znośna. I przez sporą część filmu ten poziom udaje się utrzymać – gdy wędrujemy po świecie razem z 007 usiłującym poskładać w całość fragmenty układanki dotyczącej jego przeszłości. Wartka akcja, świetne sceny walki, niewymuszony humor, zgrabnie wrzucane nawiązania do wcześniejszych filmów, gadżety Q, a nawet odpowiednio groźny i charakterystyczny pomagier głównego złoczyńcy, Hinx. Niestety, podobnie jak w przypadku „Skyfall”, wszystko trafia szlag, gdy scenariusz nagle traci jakiekolwiek pozory logiki i pod pretekstem psychologicznego pogłębiania bohaterów w lawinowym tempie zaczyna osuwać się w kuriozalność.

podobnie jak w przypadku „Skyfall”, wszystko trafia szlag, gdy scenariusz nagle traci jakiekolwiek pozory logiki i zaczyna osuwać się w kuriozalność.

Twórcy serii o Bondzie zawsze szczycili się tym, że reagują na trendy i idą z duchem czasu. Niekiedy wiodło ich to na manowce – jak w przypadku „Moonrakera”, który powstał na fali popularności „Gwiezdnych wojen”. Tym razem scenarzyści chyba naoglądali się za dużo „Kapitana Ameryki – Zimowego Żołnierza”, gdyż podobieństwa niektórych rozwiązań fabularnych są uderzające i chwilami można było niemal oczekiwać, że któraś z postaci szepnie „Heil Spectre”. Tożsamość antagonisty jest podobnym zaskoczeniem, jakim dla fanów „Star Treka” była postać grana przez Benedicta Cumberbatcha w drugim z filmów po restarcie – wszyscy wiedzieli, o kogo chodzi, ale twórcy szli w zaparte. Natomiast owa zapowiadana przez twórców więź między Bondem a Franzem Oberhauserem, której ujawnienie miało być wstrząsającym odkryciem… Pamiętacie, jak w „Kosmicznych jajach” Lord Hełm wyznawał Lone Starrowi, że jest jego ojca brata siostrzeńca kuzyna dawnym współlokatorem? Cóż – dramatyczne objawienie w „Spectre” wywołuje u widza podobne emocje – cały ten wątek mógłby bez najmniejszej straty, a nawet z pożytkiem wylecieć z filmu. Zaś finałowa konfrontacja sprawia, że widza może po prostu trafić szlag.

Dodatkowo pogarsza sprawę Christoph Waltz, który kolejny raz gra tak samo jak w poprzednich filmach, ale tym razem nie jest groźny ani diaboliczny – kojarzy się raczej z kimś, kto zapytany o powód zbrodniczej działalności mógłby wykrzyknąć Bo to ciebie tatuś woził na saneczkach!, jak to miało miejsce w arcydziele polskiej kinematografii zatytułowanym „Wirus”.

Końcowa ocena najnowszego Bonda to wypadkowa między 100% za początek, a 0% za finisz. Dla dobra serii należałoby wymienić scenarzystów, którzy próbując pogodzić mocno umowną konwencję fabuł o 007 z realizmem i psychologicznym pogłębianiem bohatera, tworzą kolejne potworki. To ślepa uliczka, z której pora zawrócić – bez względu na to, czy kolejny, dwudziesty piąty film powstanie z Danielem Craigiem, czy już z nowym aktorem w roli najsłynniejszego agenta Jej Królewskiej Mości.

Warner Bros
Poprzedni

Hidden - Osaczeni strachem [recenzja]

Czarna Owca
Następny

Cokolwiek uczyniliście - niemal przeciętny kryminał [recenzja]

Jerzy Rzymowski

Jerzy Rzymowski

Jerzy Rzymowski (JeRzy) - redaktor, dziennikarz, okazjonalnie pisarz i tłumacz. Członek Klubu Tfurców. Członek-założyciel Polskiego Towarzystwa Badania Gier. Niegdyś redaktor magazynów „Kruk” i „Magia i Miecz” oraz tygodnika internetowego „GameStar”. Był współscenarzystą cyklu programów dla dzieci „Łowcy przygód” dla TVP1. W latach 2000-2002 współprowadził na antenie Radiostacji audycję „Dzikie Pola”. Jego opowiadania ukazały się m.in. w magazynie „Fenix” (1997) oraz w antologiach „Niech żyje Polska, hura!, t.2” (2006) i „Wizje alternatywne 6” (2007). Obecnie redaktor naczelny miesięcznika „Nowa Fantastyka”.

2 Comments

  1. 2015-11-03 at 20:26 — Odpowiedz

    Stawiam piwo za tą reckę. Nie dośc, że sam bym się pod nią podpisał to dodatkowo opieprz dla Waltza, który już nudzi swą manierą jest wisienką na torcie. Za dwie identyczne role dostał zresztą Oscara. No nic czekamy wiec obaj na lawinę hejtu. Pozdrawiam.

  2. 2015-11-05 at 13:23 — Odpowiedz

    Spectre hm…

    Napisanie o nim że trafił na zapotrzebowanie płytek chodnikowych było by zbyt prostackie, ale chyba ukazujące cały film w jednym powiedzeniu.
    Film jest raczej skrzyżowaniem Władcy pierścieni i Mission Impossible w jednym.
    Czemu zapytacie znajdziemy tutaj pierścień który powie nam wszystko i doprowadzi do serca Mordoru czyli zła oraz niemożliwe akrobacje w wykonaniu Bonda :)
    W każdym razie mało Bonda w Bondzie. Oglądanie w początkowej fazie gonitwy samochodowej uliczkami Rzymu, która trwa prawie 10 min. bezcenne – za resztę zapłacimy kartą Master Card.
    Jeżeli ktoś lubi oczywiste zakończenia oraz banalny przebieg akcji proszę bardzo.
    Życzę miłego oglądania :)

    W skali od 1 do 10 daje mu 3+

Dodaj komentarz