KINO / DVD 

Stonewall – Roland Emmerich i geje [recenzja]

Roland Emmerich kręcąc „Stonewall” dokonał, jak sam twierdzi, oczywistego dla branży coming outu. Pytanie podstawowe brzmi – czy o swojej orientacji seksualnej musiał opowiedzieć w tak niedobrym i sztampowym filmie?

Rzecz miała miejsce w nocy z 27 na 28 czerwca roku 1969 w Nowym Jorku. Oddział policji wkroczył wtedy do gejowskiego baru „Stonewall Inn” na Greenwich Village. Kiedy policjanci zaczęli okładać pałami klientów (zaczęli ponoć bić siedzącego w barze heteryka, muzyka  Dave’a van Ronka) zebrani pod lokalem ludzie zaczęli rzucać kamieniami w stronę mundurowych. Gdy ci wyprowadzili i próbowali aresztować młodą lesbijkę – rozpętało się piekło na ziemi. Osaczeni przez wściekły tłum policjanci zabarykadowali się w barze. Zamieszki trwały do rana. Kolejne wybuchły następnego dnia. Klika tygodni później geje i liesbijki wyszli na ulice Waszyngtonu. Pod koniec lipca 1969 powstała zaś pierwsza organizacja społeczna zajmująca się prawami środowisk LGBT – Gay Liberation Front. Dziś zaś zamieszki pod „Stonewall” uznawane są za narodziny ruchu LGBT i początek świadomej i oficjalnej walki z wykluczeniem społecznym tego środowiska.

O Stonewell powstało już kilka filmów. Dwa dokumenty, jedna fabuła zrealizowana przez Nigela Fincha z 1995 roku (uznawana dziś za małe biograficzne arcydzieło). Sięgając po historię nowojorskich zamieszek Emmerich nie był zatem pierwszy. Na pewno za to w bogatej filmografii niemieckiego reżysera, jest to pierwszy film, który zaklasyfikować możemy jako dramat. W „Stonewall” na pierwszym planie mamy opowieść o młodym chłopaku, który odkrywa swoją seksualność i zarazem polityczne poglądy, zamieszki zaś są tłem, czy raczej konsekwencją seksualnego przebudzenia.

Nigdy wcześniej w swoich wysokobudżetowych blockbusterach Emmerich nie pokazywał motywów homoseksualnych. Nigdy nie budował takich postaci. Za to w każdym tworzył bardzo konserwatywny świat oparty na klasycznych wartościach – rodzina, przyjaźń, ojczyzna. Takie było „Pojutrze”, „Dzień niepodległości”, „2012” i reszta efekciarskich produkcji które sygnował swoim nazwiskiem. W takim kontekście trudno nie odczytać „Stonewall” jako swoistego krzyku i manifestacji zarówno poglądów politycznych, jak orientacji seksualnej. W przypadku tego drugiego Emmerich nawet tego nie ukrywał. We wszystkich wywiadach jakich udzielał przy premierze filmu w USA, opowiadał o tym, że nigdy swojej orientacji nie ukrywał (ponoć na pierwszym spotkaniu z producentem w USA, wyznał, że jest gejem), ale też nigdy nie czuł potrzeby podkreślania jej w filmach. Aż do teraz. I to w „Stonewall” czuć. Ten film jest jedną wielką polityczno-seksualną manifestacją, tyle że niestety nakręconą dokładnie w takiej estetyce, w jakiej Emmerich kręci swoje hity. A zatem mamy tu rzeczywistość rysowaną nie tyle grubą kreską, co po prostu gigantyczną. Geje są dobrzy i stłamszeni, policja to faszyści. W tle mamy mafię, rodziny i sztampowe konflikty. Świat Greenwich Village jest kolorowy i piękny niczym z bajki, a druga strona barykady ponura i zagniewana. O ile czarno-białe uproszczenie rzeczywistości w takim „Dniu niepodległości” nie razi, tak w filmie, który miał być teoretycznie poważnym głosem w kwestii problemów LGBT i hołdem dla tamtych czasów już tak. „Stonewall” jest sztuczne, wydumane. Przypomina dramat ale rodem z katalogu Ikea, a nie ulicy. Co więcej podobne zarzuty wytoczyło przeciwko „Stonewall” środowisko gejów i lesbijek, które obraz Emmericha zbojkotowało. I wcale to nie dziwi. Bowiem „Stonewall” przypomina bardziej propagandową produkcję, niż film, który próbuje w poważny sposób ukazać trudne położenie w jakim znajdowali się homoseksualiści pod koniec lat 60. Zabrakło reżyserskiej finezji, wyczucia i polotu. Dramat obyczajowy to jednak nie bajka o najeźdźcach z kosmosu.

Nowe Horyzonty
Poprzedni

Widzę, widzę - czyli kim jesteś mamo [recenzja]

Adaptation
Następny

Na początku było słowo, czyli najciekawsze filmy o hollywoodzkich scenarzystach

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz