KINO / DVD 

Strategia mistrza – Upadek króla dopingu [recenzja]

Czy można opowiedzieć o wszystkich sukcesach i oszustwach Lance’a Armstronga w zaledwie 100-minutowym filmie? Reżyser Stephen Frears dowodzi, że tak – choć oglądając „Strategię mistrza” możecie poczuć, że czegoś tej filmowej biografii brakuje.

Frears („Niebezpieczne związki”, „Królowa”, „Tajemnica Filomeny”) i jego scenarzysta John Hodge („Płytki grób”, „Trainspotting”, „Trans”) nie skupiają się zanadto na młodzieńczych latach amerykańskiego sportowca, błyskawicznie każąc mu poznać tajemnicę sukcesu najlepszych europejskich kolarzy w postaci środka dopingującego o nazwie EPO – a potem obserwujemy już jego pierwszy wielki sukces podczas Tour de France, wycieńczającą walkę z rakiem, rekonwalescencję oraz powrót do zdrowia, skompletowanie drużyny kolarskiej US Postal (jadącej oczywiście na wiecznym dopingu) i kolejne zwycięstwa, założenie fundacji charytatywnej wspomagającej walkę z rakiem, a także coraz bardziej nerwowe odpieranie zarzutów o wspomaganie się podczas wyścigów nielegalnymi środkami prowadzące do dramatycznego finału. I jeśli uważacie, że trochę tego wszystkiego za dużo jak na jedno zdanie streszczenia, to pomyślcie jak wartko wszystkie te wydarzenia muszą przemykać po ekranie w nieszczególnie długim filmie.

Opowieść o najszybszym kolażu światu przywodzi na myśl jeden z jego wyścigów: wszystko od razu toczy się z dużą prędkością, nie ma żadnych przerw na odpoczynek, a w finale mamy do czynienia z brutalnym, nie zawsze eleganckim pojedynkiem.

Większość recenzentów czyni ze skrótowości filmu Frearsa najpotężniejszy zarzut, a przecież to właśnie dzięki niej tempo „Strategii mistrza” jest tak imponujące, sprawiając, że opowieść o najszybszym kolarzu światu przywodzi na myśl jeden z jego wyścigów: wszystko od razu toczy się z dużą prędkością, nie ma żadnych przerw na odpoczynek, a w finale mamy do czynienia z brutalnym, nie zawsze eleganckim pojedynkiem. Sądzę, że gdyby chcieć się zadumać nad każdym ważnym wydarzeniem z życia Armstronga, wyszedłby z tego albo jeden piekielnie długi film albo i mini serial – być może niezły, ale na pewno pozbawiony tego szaleńczego, „wyścigowego” tempa, o które, jak sądzę, chodziło Frearsowi. Nie mam więc do reżysera pretensji o to, że szybko przechodzi do rzeczy i nie poświęca zbyt dużo czasu na rozliczne wątki obyczajowe opisujące relacje głównego bohatera z kolegami z drużyny, dziennikarzami, kobietami, trenerem czy cwaniakowatym lekarzem Michelem Ferrarim, dzięki któremu Armstrong tak długo bezkarnie stosował doping. Brak mi tutaj natomiast większej dozy szaleństwa w prezentacji samych wyścigów. Owszem, Frears ładnie przeplata swój materiał ze zdjęciami dokumentalnymi, ale w zasadzie nawet nie próbuje oddać dramatyzmu towarzyszącego kolarskim zmaganiom podczas Tour de France (nie licząc świetnej dokumentalnej wstawki towarzyszącej napisom początkowym, podczas której oglądamy kilka gwałtownych kraks). Być może też była to świadoma decyzja reżysera – teraz nikt nie powie mu, że poszedł w rozrywkę à la Hollywood – ale osobiście oczekuję w przypadku filmów o tematyce sportowej nieco większej dawki adrenaliny.

Tyle narzekań – ale tak czy inaczej mamy do czynienia z dziełem bardzo udanym, które potrafi poruszyć nawet tych, którzy dość dobrze znają historię życia Armstronga. Zasługa w tym nie tylko doświadczonego reżysera, ale także utalentowanego amerykańskiego aktora Ben Fostera, który wciela się w główną rolę, przekonująco ukazując swojego bohatera i jako niezmordowanego sportowca, i troskliwego gwiazdora, który poświęca mnóstwo czasu na spotkania z chorymi na raka, i wrednego bogacza uważającego, że wszystko mu się należy. A z kolei stonowana rola Chrisa O’Dowda występującego tu jako główny adwersarz Armstronga, dziennikarz sportowy David Walsh, pomaga obronić śmiałą tezę, że ostatnimi czasy to nie sportowcy, a właśnie dziennikarze bardziej dbają o to, aby zachować ducha uczciwej sportowej rywalizacji.

 

Imports
Poprzedni

Lost Tarantism - powrót do Titty Twister [recenzja]

1412346319079.cached
Następny

R. L. Stine – większy od Stephena Kinga

Bartek Paszylk

Bartek Paszylk

Bartłomiej Paszylk jest autorem przekrojowej książki na temat kina grozy pt. „Leksykon filmowego horroru”, a także anglojęzycznej pozycji dotyczącej horrorów kultowych pt. „The Pleasure and Pain of Cult Horror Films”. Zajmował się również redagowaniem takich antologii grozy, jak: „City 1″, „City 2″ oraz „Najlepsze horrory A.D. 2012″.

Jego artykuły, recenzje i wywiady publikowano w popularnych czasopismach oraz portalach internetowych zarówno w Polsce, jak i zagranicą. Obecnie pełni funkcję redaktora magazynu Grabarz Polski i pisze teksty oraz recenzje dla Dzikiej Bandy, Nowej Fantastyki i Drivera.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz