KINO / DVD 

The Confirmation – Kłamstwo ma krótkie nogi? [recenzja]

Zmęczyły Was bombastyczne filmy superbohaterskie? Macie dość animacji i komedii? Polujecie na cichy i skromny film, który spokojnie oprowadzi Was po życiu kogoś zwyczajnego? Być może właśnie znaleźliście propozycję na przyjemnie spędzone półtorej godziny.
„The Confrimation” to przyjemne, lekkie kino na niedzielne popołudnie.

„The Confirmation” opowiada o ojcu i synu. O Walcie, cieśli z problemem alkoholowym, i jego pierworodnym, Allenie, który przeżywa pierwszy kryzys wartości, związany z przystąpieniem do komunii. Matka dzieciaka powierza go Waltowi na weekend, sama zaś znika z nowym mężem. Kradzież skrzynki z narzędziami ciesielskimi sprawia, że rutynowe spotkanie staje się czasem, który zmieni obu bohaterów.

Film reklamowano jako komedię – i można ją zakwalifikować jako taką tylko na upartego. Owszem, od czasu do czasu sprawia, że uśmiechniemy się pod nosem za sprawą jednego czy drugiego żartu, ale humor nie dominuje w „The Confirmation”. To raczej słodko-gorzka obyczajówka o ludziach, którzy się starają, choć rzeczywistość za oknem nie nastraja optymistycznie, a wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że wiele lepiej nie będzie. Historia wrzuca bohaterów do małego miasta, które ostatni raz oglądało życiowe perspektywy na ekranie telewizora. Ludzie zgorzknieli i radzą sobie, jak mogą. Nie zawsze uczciwie.  Młody Allen odnajduje się w tym świecie dużo szybciej i sprawniej niż Walt, dźwigający bagaż przestarzałych zasad wiodących na manowce. „The Confirmation” gdzieś między wierszami próbuje odczarować kwestię kłamstwa i wychodzi mu to całkiem zgrabnie. Nie udziela przy tym prostej odpowiedzi.

Obraz Boba Nelsona ogląda się przyjemnie, zdjęcia ładnie wyłapują nastrój miejsca, gdzie nie wszystkim się udaje, całości nastroju dopełnia bluesowe pobrzękiwanie w tle. Największą zaletą filmu są aktorzy. Clive Owen jako zniszczony Walt ciągnie film, ukazując powolną i ledwie zauważalną przemianę. Wtóruje mu młody Spencer Drever, bezpretensjonalnie odgrywając dzieciaka, który widzi i potrafi więcej, niż niektórzy chcieliby przyznać. W rolach drugoplanowych bardzo dobrze poradzili sobie Patton Oswald i Robert Forster.

„The Confrimation” to przyjemne, lekkie kino na niedzielne popołudnie. Pozbawione fajerwerków i szaleństw, stonowane. Przyjemna propozycja z paroma nieoczywistymi rozwiązaniami. Tylko tyle i aż tyle.

pink-floyd-prędzej-swinie-zaczna-latac
Poprzedni

Pink Floyd. Prędzej świnie zaczną latać - perfekcyjna biografia grupy [recenzja]

Gniew jest energią
Następny

Gniew jest energią. Moje życie bez cenzury - buńczuczna autobiografia Johnny Rottena [recenzja]

Hubert Sosnowski

Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który raz nie może usiedzieć w miejscu, a kiedy indziej zaszywa się w swojej pieczarze. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wyżywanie się na macie, jak i wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, a czasem nawet i w otchłań studiów. Opublikował parę tekstów tu i tam, w "Science Fiction Fantasy i Horror", "LiteRacjach" oraz w portalach internetowych. Od 2014 regularnie publikuje w Dzikiej Bandzie.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz