KINO / DVD 

The Fundamentals of Caring – zabawna konkurencja dla francuskich „Nietykalnych” [recenzja]

Netflix nie tylko serialami stoi. W ofercie platformy coraz częściej trafiają się filmowe perełki, z których najnowszą i wprowadzającą widza w bardzo dobry nastrój jest „The Fundamentals of Caring”.
W „The Fundamentals of Caring” twórcy zamiast próbować widza zdołować, czy nawet odwrotnie, wzruszyć do łez, przede wszystkim rozśmieszają i napawają optymizmem.

Jakie są największe, najpopularniejsze ludzkie marzenia? Och, to z pewnością temat rzeka, ale czasami marzenia potrafią naprawdę zaskakiwać swoją przyziemnością. W przypadku bohatera „The Fundamentals of Caring”, jego wielkim pragnieniem jest możliwość sikania na stojąco. Słusznie, po pierwszej chwili niedowierzania i konsternacji wietrzymy tutaj jakiś dramat, jakąś osobistą tragedię. Tyle że w nowej produkcji Netflixa ów dramat jest niemal nieodczuwalny i zaprawdę, chwała twórcom za to. Za to, że zamiast próbować widza zdołówać, czy nawet odwrotnie, wzruszyć do łez  (co przy takiej fabule wydawałoby się ze wszech miar słuszne), przede wszystkim rozśmieszają i napawają optymizmem. Drastyczności zmieniają się tu w zwykłą, akceptowalną codzienność, o której można pożartować, a smutne życiowe doświadczenia obu bohaterów stają się zaczątkiem bezczelnego postawienia się rzeczywistości. Zamiast się umartwiać, ciąć czy dołować, można wziąć życie na klatę, nawet jeśli te potrafi być cholernie bezlitosne i przewrotne. Takie rzeczy możliwe tylko w filmie? Dzięki scenariuszowi i świetnie sprawdzającym się bohaterom wychodzi to tak naturalnie, że wydaje się być absolutnie możliwym również w świecie wokół nas.

Ben Benjamin, kiedyś pisarz (ale raczej taki bez sukcesów), szukając pracy zapisuje się na sześciotygodniowy kurs na stanowisko opiekuna osób niepełnosprawnych. Dowiaduje się tam, że podstawą opieki jest jej sprawowanie bez przesadnego zaangażowania. To po prostu praca, której wytyczne realizuje się w pięciu punktach: zapytaj, wysłuchaj, obserwuj, pomóż, zapytaj ponownie. Po odbytym kursie dostaje posadę stałego opiekuna poruszającego się na automatycznym wózku inwalidzkim, cierpiącego na dystrofię mięśniową chłopaka. Już pierwsze jego pojawienie utwierdza nas w przekonaniu, że będziemy mieć do czynienia z zupełnie innym portretem osoby niepełnosprawnej. Owszem, Trevor ma ustalony rytm dnia, którego zmiana według słów jego matki może przynieść atak paniki, ale przy tym to młodziak z naturalnym poczuciem humoru, czy nawet potrafiący robić sobie jaja – i ze swojej sytuacji, i ze swojego opiekuna. Opiekuna, z którym wkrótce znajduje wspólny język, opiekuna, który w pewnym momencie zdaje sobie sprawę, że być może matka chłopca trzyma go za bardzo pod kloszem. Ben postanawia wreszcie coś zmienić w rutynie ich dni i w efekcie łamie wytyczne, które otrzymał na kursie. Dzięki czemu widz dostaje bardzo dobry film drogi, a młody bohater szansę na realizację prostych marzeń.

„The Fundamentals of Caring” nie uniknie porównań z popularnymi, francuskimi „Nietykalnymi”. Może nie ma ożywczej, niemal magicznej mocy tego filmu, nie jest z pewnością tak wybuchowy i energetyczny, nie operuje tak mocno kontrastami między bohaterami, tylko skupia się na tym by pokazać, jak bardzo są oni do siebie podobni. Cieszy przede wszystkim naturalność ich zachowań (choćby w rzucaniu werbalnym mięchem) i cieszą ich przygody i relacje z osobami, które spotkają na drodze (jeszcze bardziej od nich rzucająca mięchem Selena Gomez w roli autostopowiczki). Gdzieś tam w tle wciąż czai się dramat, ale kiedy następuje, pewne rzeczy, pewne wartości okazują się być ważniejsze i dramat zostaje przepięknie wyautowany, niemal spuszczony w toalecie. Scen z ubikacji, scen związanych z ludzką fizjologią mamy zresztą w „The Fundamentals of Caring” mnóstwo, może i najlepszych z całego filmu. I to w tych intymnych sytuacjach, paradoksalnie tworzy się szczególna więź między postaciami, które odtwarzają jak zwykle sympatyczny Paul Rudd oraz Craig Roberts, udowadniający swą rolą, że osoba niepełnosprawna to człowiek taki sam jak każdy z nas, może jedynie z nieco innymi marzeniami. Ot, prosty film, prosta historia o ludziach, którzy według standardów zwykłego życia powinni mieć jak nic przechlapane, a jakoś nie mają. Bajka? Może i tak, ale czemu wydaje się tak autentyczna?

Preacher_1_kaznodzieja
Poprzedni

Kaznodzieja - komiks jak diabli!

Esqueleto Enduro 06
Następny

Sesja zdjęciowa Esqueleto Enduro 2016 nawiązująca do komiksu "Szkielet" [galeria]

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz