KINO / DVD 

The Invitation – thriller skrajnych emocji [recenzja]

„The Invitation” sprawnie łączy zalety poważnego dramatu psychologiczno-obyczajowego z poetyką paranoicznych thrillerów Alfreda Hitchcocka, czy Briana De Palmy. Nie każdemu podejdzie takie połączenie, ale z pewnością żaden widz nie przejdzie obok tego filmu obojętnie.
Przez ponad godzinę, z narastającym uczuciem niepokoju obserwujemy dziwacznie rozwijające się przyjęcie, mające na powrót zintegrować grupkę dawnych przyjaciół, których niegdysiejsze, bliskie więzi rozluźniło pewne traumatyczne wydarzenie z przeszłości.

Z „The Invitation” problem jest taki, że nie wiadomo jak właściwie ów film potraktować. Jego fabuła dotyka bowiem bolesnych, traumatycznych tematów, przynależnych najczęściej do poważnych dramatów obyczajowych, wykorzystując je z biegiem czasu do nieco naciąganej eskalacji, która część widzów, spodziewających się historii prowadzonej do końca w formie konwersacyjnej dramy, może po prostu odrzucić. Przez niemal cały seans widz podskórnie odczuwa, że musi wydarzyć się tutaj coś niedobrego i z pewnością nietypowego. Kiedy wreszcie nadchodzi nieuniknione, dla jednych oglądających będzie miało ono posmak taniej  sensacji, dla innych będzie stanowić konsekwencję porozsiewanych wcześniej przez twórców, także w warstwie formalnej filmu, znaków i sygnałów.

Takie dostajemy już w pierwszej scenie „The Invitation”. Jadąca samochodem para wybiera się na zorganizowaną przez dawno nie widzianych przyjaciół, uroczystą kolację. Wraz z rozwojem fabuły dowiadujemy się coraz więcej na temat stopnia zażyłości poszczególnych bohaterów, ot choćby, że kierujący samochodem Will, był kiedyś mężem Eden, zapraszającej go na przyjęcie wraz z jego obecną partnerką. Zanim Wili i Kira dojadą do miejsca przeznaczenia, niemal ulegają wypadkowi, potrącając kojota. Mężczyzna musi wyjść z samochodu, odciągnąć na bok ciężko ranne zwierzę i zabić je – w akcie miłosierdzia. I o tym, jak się przekonamy, będzie opowiadał film  – o trudnych, nieuniknionych decyzjach, które podejmują ludzie przytłoczeni niesprawiedliwością życia. Ubranie takiego zamysłu fabularnego w szaty thrillera to pomysł nietuzinkowy, zaskakujący, na dodatek ukazujący, jak łatwo mogą pękać pozory racjonalności, kiedy dotykają nas wydarzenia, z którymi nie potrafimy sobie poradzić.

Przez ponad godzinę, z narastającym uczuciem niepokoju obserwujemy dziwacznie rozwijające się przyjęcie, mające na powrót zintegrować grupkę dawnych przyjaciół, których niegdysiejsze, bliskie więzi rozluźniło pewne traumatyczne wydarzenie z przeszłości. W domu Eden i jej nowego partnera, Davida, pojawiają się jeszcze nowi dla garstki przyjaciół znajomi, których zachowanie tylko pogłębia konsternację i widza, i coraz mocniej odczuwającego, że coś jest tu nie tak, Willa. Dramaturgicznie, formalnie i aktorsko ta pierwsza, dłuższa część filmu rozegrana jest perfekcyjnie, tworząc z malutkich, umiejętnie wplatanych w fabułę akcentów, nastrój narastającej paranoi. To co wydarzy się w finale przyjęcia, może nie wszystkich przekonać, bo z podawanego nam wcześniej dramatu psychologicznego robi się thriller skrajnych emocji. To wrażenie spotęgowane jest jeszcze ostatnią sceną filmu, bardzo zaskakującą i być może mało wiarygodną, ale jednocześnie znakomicie podkreślającą metaforyczny i niespodziewanie uniwersalny wydźwięk „The Invitation”. Szkoda jedynie, że zabrakło jakiejś przejrzystej klamry, łączącej wydarzenia z początku i samej końcówki – wtedy wymowa całości miałaby szansę wybrzmieć jeszcze  mocniej. Ale i tak jest bardzo ciekawie – czegóż więcej żądać od filmu, który rozwojem fabuły potrafi przykuć widza do ekranu?

 

MAG
Poprzedni

Ślepe stado - skrajny pesymizm Brunnera [recenzja]

Scream Comics
Następny

Niedźwiedzi Kieł #1: Max - Ludzie i samoloty: początek [recenzja]

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz