KINO / DVD 

The Witch – najlepszy film grozy dekady [recenzja]

 

Za„The Witch” debiutant Robert Eggers otrzymał nagrodę dla najlepszego reżysera na festiwalu Sundance. Jego satanistyczny horror okrzyknięto wydarzeniem i postawiono w jednym szeregu obok „Dziecka Rosemary” czy „Omena”. Czy słusznie? Jak najbardziej. „The Witch” to najlepszy horror, jaki powstał od dekad.

 

Ameryka wiek siedemnasty. William, ekskomunikowany Purytanin zamieszkuje z rodziną w chacie w lesie. Nie wiemy do końca, za co wyrzucono go z purytańskiej osady i zboru. Wiemy jedynie, że zgrzeszył pychą i zarozumialstwem. W lesie William próbuje zapewnić rodzinie godne życie. Niedawno urodził mu się syn – piąte dziecko – Samuel. Pewnego dnia, mały Sam oddany pod opiekę najstarszej córki, znika. Poszukiwania w lesie nic nie dają. Sam rozpłynął się w powietrzu. Zniknięcie dziecka burzy i tak kruchy spokój rodziny. Na domiar złego plony wydają zgniłe owoce. W rodzinie dochodzi do coraz mocniejszych tarć. Żona Williama, Katherina, zaczyna podejrzewać iż to Bóg, za ich grzech, zsyła na nich kary. Ale czy na pewno? Być może to nie Bóg, a Szatan wodzi ich na pokuszenie…

Osadzając akcję w siedemnastowiecznej Ameryce, Eggers wraca swoim filmem do korzeni nie tylko cywilizacyjnych, ale przede wszystkim religijnych. „The Witch” sięga głęboko podstaw religii chrześcijańskiej i ukazuje diabła absolutnie nieskażonego współczesnością. Szatan u Eggersa to zło rodem z średniowiecznych rycin, zło, którego bali się nasi przodkowie i które w swojej podstawowej, archetypicznej postaci wciąż wywołuje przerażenie. I ciekawość. Bo gra, jaką prowadzi rogaty z rodziną Williama to majstersztyk matematycznej łamigłówki, której rozwiązania nie możemy się doczekać.

Podobnie jak w najważniejszych horrorach satanistycznych, Eggers buduje napięcie nie tylko na poziomie nadprzyrodzonym (gdzie granica między tym, co pochodzi z innego świata, a tym, co jest tylko fantasmagorią bohaterów opętanych poczuciem winy i grzechem, do pewnego momentu jest zatarta). Równie istotnym bohaterem filmu jest tu dziewicza przyroda. Mroczny las otaczający chatkę rodziny budzi grozę, a film po raz kolejny odwołuje się dzięki temu do lęków archetypicznych dla naszej kultury. Strach przed przyrodą, nocą i tym, co kryje się między drzewami potęguje dodatkowo genialna muzyka Marka Korvena (m.in. muzyka do „Cube”). Dźwięki jakie kanadyjski kompozytor stworzył na potrzeby obrazu paraliżują końcówki nerwów. Dosłownie.

Eggers w „The Witch” nawet na moment nie ukrywa swojej fascynacji „Hexen” – kanonicznym horrorem Benjamina Christensena. Jego film to wręcz hołd dla tego dzieła. Począwszy od starannie powtórzonych kadrów, przez wizję złego, na baśniowej (czy raczej zgodnie z podtytułem bajkowej) konstrukcji. Bo „The Witch” bezustannie odnoszące się do lęków pierwotnych to bajka. I kończy się jak każda bajka. Morałem. Zło zostaje ukarane, dobro nagrodzone. Bez dwuznaczności, bez mrugania do widza okiem. Tyle, że akcenty rozłożone zostają inaczej niż myślimy.

Niezwykły jest to film. Sugestywny, piękny i przerażający zarazem. Eggers w idealnych proporcjach łączy ze sobą arthouse’owe zacięcie (wystudiowane kadry, postaci, które uchwycone są tak, że z dystansu układają się w odwrócony krzyż, itp.) z filmem stricte gatunkowym tworząc z tego połączenia dzieło totalne. Głęboko religijny horror o świecie, w którym rządzi grzech i zło. W którym nic nie jest tym, czym się wydaje, a Bóg śpi, tudzież udaje, że go nie ma.

Kiedy kilka miesięcy temu Eggers ogłosił, że jego drugim filmem będzie remake „Nosferatu” Murnau, wydawało mi się to pomysłem najgłupszym i kompletnie niepoważnym. Dziś po obejrzeniu „The Witch” wiem, że to strzał w dziesiątkę. Robert Eggers to dziś jedyny reżyser, który doskonale rozumie i czuje dawne kino. I nie wątpię, że potrafi używając języka współczesności idealnie oddać niepokojącą tajemniczość tkwiącą w filmowym ekspresjonizmie.

Miranda Lambert/RCA
Poprzedni

Dziewczyny warte grzechu, czyli seks, rozwody i przemoc domowa

SQN
Następny

Królowie Dary - mistrzowskie fantasy made in China [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz