KINO / DVD 

Tremors 5 – Bloodlines: wężoidy znów atakują! [recenzja]

Okropne, ogromne i krwiożercze robale polujące na ludzi powróciły! Graboidy, zwane także wężoidami powracają w piątej odsłonie serii „Tremors” (znanej u nas, jako „Wstrząsy”).

 

Narodzin tej serii nie spodziewał się chyba nikt. Kiedy w 1990 roku Ron Underwood realizował jej pierwszą odsłonę, opowieść o wielkich robalach pożerających ludzi traktowano, jako kolejny nudny monster movie. Wcielający się w postać głównego bohatera Kevin Bacon zresztą podczas produkcji filmu nie szczędził gorzkich słów pod jego adresem. Ponieważ był to moment, gdy kariera byłego gwiazdora lat 80. znalazła się na zakręcie on sam mawiał – definicja upadku? Ten moment, kiedy grasz w chujowym filmie o wielkich dżdżownicach zjadających ludzi. A potem wszyscy zobaczyli ukończony film. „Wstrząsy” owszem, miały wszelkie predyspozycje do tego, aby być filmem najgorszym, gdyby nie drobny szczegół. Otóż Ron Underwood, świadomy absurdu fabularnego, postawił na humor i ogrywanie kiczowatych zagrywek rodem z filmów o potworach z lat. 50. ubiegłego wieku. W efekcie powstał dowcipny, kapitalnie zagrany (nawet jeśli Bacon uważał, że sięga dna, to zagrał tu znakomicie) i poprowadzony. „Wstrząsy” zebrały entuzjastyczne recenzje, stały się hitem i filmowym fenomenem, który doczekał się czterech kontynuacji i serialu. Najnowsza – piąta właśnie miała swoją premierę na VOD. Co jeszcze warto podkreślić – seria „Wstrząsy” to rzecz niezwykła jak na horror, albowiem każda część (realizowana na rynek DVD) nie zaniżała realizacyjnego poziomu. Potwory wciąż były dopracowane a fabuły zgrabnie skonstruowane. Czy zatem udało się utrzymać poziom po raz piąty?

W oryginalnej obsady ostał się tylko Michael Gross, czyli maniakalny wielbiciel militariów Burt Gummer. Tym razem wraz z nowym kolegą Travisem Welkerem (Jamie Kennedy, który próbuje zastąpić Kevina Bacona) trafi do Afryki, gdzie przyjdzie mu polować na każdą odmianę graboidów. Tak, każdą – bowiem wraz z rozwojem serii rozwijały się stwory. Poza żyjącymi pod ziemią gigantami powstały więc latające dranie i wredne pełzacze.

Pewnie że duet Gross-Kennedy, to nie to samo, co duet Fred Ward-Kevin Bacon, ale nie można odmówić bohaterom jednego – udało im się wytworzyć między sobą chemię, która sprawia, że para  niedopasowanych do siebie pozerów szybko zyskuje naszą sympatię. Oczywiście można sobie pomarudzić, że historia jest prosta, a główne twisty łatwo przewidzieć. Owszem – tak jest. Ale najważniejsze w „Tremors 5” jest to, że twórcy tej odsłony nie zgubili charakterystycznego poczucia humoru, jakie towarzyszy serii. Dialog wciąż są tu komiczne, a czarny humor towarzyszy wielu sekwencjom śmierci. Efekty specjalne – czyli to, co zawsze w każdym odcinku było na najwyższym poziomie – tu również nie zawodzą. To tani horror, owszem, ale zrobiony tak, że na tani wcale nie wygląda. Reasumując nie wiem jak producenci serii to robią (od początku studio Universal), ale piąta część nie psuje statystyk serii i wciąż trzyma poziom. Wielkie dzieło to nie jest, ale półtora godziny czystej rozrywki macie zagwarantowane.

 

FOX
Poprzedni

Horror to kobieta, czyli scream queens

Alex Figini Dzika Banda 14
Następny

Alex Figini - science fiction z wysokiej półki [galeria]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

4 Comments

  1. 2015-10-03 at 17:45 — Odpowiedz

    Powinienem chyba nadrobić od drugiej części w górę. Jedynka to najlepszy film Underwooda. W „Tremors” humor i odwoływanie się do kina sci-fi lat 50 rzeczywiście przyniosło znakomity efekt. Pamiętam też jego inny film, spektakularną wpadkę z wielkim budżetem. „Pluto Nash” – sci-fi, gdzie też postawił na humor. Nie wyszło i Ron został zesłany do telewizji, gdzie po dziś dzień kręci pojedyncze odcinki seriali.

  2. 2015-10-03 at 18:13 — Odpowiedz

    Rzeczywiście. „Sułtani westernu” z weteranem Jackiem Palancem. Dobry film. Swego czasu często emitowany w telewizji.

Dodaj komentarz