KINO / DVD 

Twarz anioła – Sukces i porażka w jednym [recenzja]

Najnowszy film Michaela Winterbottoma („Więzy miłości”, „Aleja snajperów”, „9 Songs”) to jedno z jego najatrakcyjniejszych dokonań – ale głównie pod względem wizualnym.
Filmowa podróż w nieznane, na którą warto się wybrać – bo i widoki przepiękne, i jeszcze daje do myślenia.

Zresztą czy można by nie zrobić atrakcyjnego wizualnie dzieła zapuszczając się z kamerą w najbardziej urokliwe zakątki Toskanii i mając w obsadzie tak cudowne panie jak Kate Beckinsale czy Cara Delevingne? Pewnie nie byłoby to łatwe – i angielski reżyser nawet nie próbował podejmować takiego wyzwania, przyglądając się zarówno kuszącym aktorkom, jak i tajemniczym toskańskim uliczkom okiem podekscytowanego adoratora. Ta ekscytacja udziela się też widzom i dlatego łatwo dać się wciągnąć w świat głównego bohatera (gra go – jak zawsze z klasą – utalentowany niemiecki aktor Daniel Brühl), przebywającego w pięknym mieście i rozdartego pomiędzy uczciwością a sławą, miłością a pożądaniem. Tyle, że sama historia, jaką próbuje nam tu Winterbottom opowiedzieć wydaje się zbyt chaotyczna i niejasna, aby dorównać całej tej arcyatrakcyjnej otoczce.

A przecież sam pomysł na fabułę jest intrygujący: ambitny twórca filmowy (Brühl) pragnie opowiedzieć o dramatycznym morderstwie pewnej amerykańskiej studentki, do jakiego doszło w 2007 we Włoszech, opierając się m.in. na popularnej książce pociągającej dziennikarki (Beckinsale), ale im lepiej poznaje ją samą (tak, idzie z nią łóżka) oraz jej kolegów po fachu, tym bardziej przekonuje się, że żadne z nich nie jest tak naprawdę zainteresowane dotarciem do sedna całej sprawy – ich zadaniem jest po prostu zajmujące opowiedzenie jak najbardziej uproszczonej historii, którą bez mrugnięcia okiem łykną tłumy; nieważne w jakim stopniu będzie ona prawdziwa – ważne tylko, aby sprawiała wrażenie prawdziwej. Tymczasem nasz bohater nie chce w podobny sposób spłycać czyjejś tragedii i jeśli już ma się zabrać za podobny film, to chce go zrobić w zgodzie ze swoim własnym sumieniem i ze wszystkimi faktami, do jakich uda mu się dogrzebać z pomocą ładniutkiej dziewczyny pracującej w miejscowym barze (Delevingne). Pozostaje tylko pytanie czy producenci, którzy zaproponowali mu udział w tym projekcie będą zadowoleni z tak ambitnego podejścia filmowca do tematu…

„Twarz anioła” to jednocześnie sukces i porażka Winterbottoma. Sukces – bo zrobił bardzo przekonujący film o rozterkach twórcy próbującego przedłożyć fakty nad fikcyjną „wizję artystyczną”. Porażka – bo dowiódł jednocześnie, że taki film – rozedrgany, utkany z nieustannych wahań i niejednoznaczności – po prostu nie może być łatwy w odbiorze. Wciąga – owszem, ale nie prowadząc do typowej, gładkiej konkluzji musi ostatecznie rozczarowywać, jednych widzów bardziej, innych mniej, w zależności od tego, jak ktoś jest przywiązany do uproszczeń rodem z Hollywood. Mimo wszystko jest to jednak filmowa podróż w nieznane, na którą warto się wybrać – bo i widoki przepiękne, i jeszcze daje do myślenia.

Wyd. Komiksowe
Poprzedni

Azymut #2: Niech piękna zdycha - w poszukiwaniu ptaka czasu [recenzja]

Egmont
Następny

Star Wars Komiks 2/2016: Lando Calrissian - W kosmosie nikt nie usłyszy twojego krzyku [recenzja]

Bartek Paszylk

Bartek Paszylk

Bartłomiej Paszylk jest autorem przekrojowej książki na temat kina grozy pt. „Leksykon filmowego horroru”, a także anglojęzycznej pozycji dotyczącej horrorów kultowych pt. „The Pleasure and Pain of Cult Horror Films”. Zajmował się również redagowaniem takich antologii grozy, jak: „City 1″, „City 2″ oraz „Najlepsze horrory A.D. 2012″.

Jego artykuły, recenzje i wywiady publikowano w popularnych czasopismach oraz portalach internetowych zarówno w Polsce, jak i zagranicą. Obecnie pełni funkcję redaktora magazynu Grabarz Polski i pisze teksty oraz recenzje dla Dzikiej Bandy, Nowej Fantastyki i Drivera.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz