KINO / DVD 

Warcraft: Początek – honorowa porażka [recenzja]

Miał być najlepszy film oparty na grze komputerowej jaki kiedykolwiek powstał.  I prawie się udało. Z pewnością „Warcraft” Duncana Jonesa jest jednym z najdroższych filmów opartych na grach, ale do najlepszego wciąż bardzo mu daleko.

Do tej pory największe oczekiwania względem adaptacji gry pokładano bodaj w pierwszym „Silent Hill”. Sprawny reżyser, dobra historia i obsada. Niestety gdzieś w połowie z filmem stało się coś złego i z nastrojowego horroru zboczył w niezamierzenie śmieszne rejestry. O kontynuacji nawet nie wspomnę. Od tamtej pory większość filmów opartych na grach utrzymywało poziom  filmowego „Resident Evil” – czyli mało fabuły, a dużo fabularyzowanych scen przeniesionych z komputera. Z tą różnicą, że nie dało się w nie grać. Litanię nieudanych adaptacji gier można ciągnąć w nieskończoność. Od wspomnianych tytułów, przez niemal całą filmografię Uwe Bolla, po „Księcia Persji”. Ponieważ każdy z tych filmów odnosi się do popkulturowych fenomenów, niemal wszystkie jakąś publiczność wypracowywały (czytaj zyski), ale poza pieniędzmi próżno szukać w nich jakiejś wartości dodanej.

„Warcraft” z racji reżysera miał być wyjątkiem od reguły. Duncan Jones czuje kino gatunkowe i wie jak się nim bawić. Udowodnił to w „Moon” i „Kodzie dostępu”. Teraz przyszła pora na wielką produkcję. 160 milionów dolarów budżetu. Drugie tyle wydane na promocję. Do tego  legendarna marka. Efekt? I tu pojawia się kłopot.

Krytycy film zmiażdżyli. Fani gry podzieli się na dwa obozy – tych co kochają i tych co nienawidzą. Zaś przeciętni odbiorcy w przeważającej większości twierdzą, że… nic z filmu nie zrozumieli. I ci ostatni racji mają chyba najwięcej.

Zacznijmy jednak od superlatywów. Jones kapitalnie skomponował efekty specjalne. Widać, że miał pomysł na świat przedstawiony i o niego dbał. Orki robią wrażenie, zawiązanie fabularne (czyli pewna rasa Orków musi opuścić swoją konającą krainę i z pomocą magicznego portalu przenosi się do innego świata, co w efekcie rozpętuje wojnę)   jest proste ale chwytliwe (w końcu prostota jest siłą niemal każdej opowieści). Schody zaczynają się po mniej więcej kwadransie, kiedy widz nieuzbrojony w wiedzę o świecie wywodzącym się z gry, gubi się w galopujących wątkach i postaciach. A przynajmniej ja się zgubiłem. Do tego stopnia, że kila dobrych minut zajęło mi przypomnienie sobie o czym właściwie jest ten film. I zupełnie szczerze – nie mam pojęcia do tej pory. I tu właśnie poległ Jones. Po prostu nagle historia i postaci zupełnie wymknęły mu się spod kontroli. Owszem „Warcraft” wygląda pięknie i mrocznie, ale poza aspektem wizualnym zbyt szybko zaczyna nużyć. Rozumiem powody – chęć oddania całości rozbudowanego świata z gier i stworzenie silnych podwalin pod filmową serię. Niestety z wykonaniem już gorzej.

Stephen King w bodaj „Dance macabre” napisał, że najlepsza historia to ta, którą da się streścić w jednym zdaniu.  Muzyk Beck, twierdził, że najlepsze piosenki to te, które po odarciu z całego aranżacyjnego makijażu sprawdzają się grane na gitarze przy ognisku. Jeśli sugerować się tym kryterium – „Warcraft” jest porażką narracyjną. Zbyt rozbudowaną, zbyt chaotyczną i na siłę próbującą zrobić dobrze wszystkim (czyli nikomu). Ale należy oddać Jonesowi honor – nawet jeśli w finale poległ reżysersko, to nie oddał bitwy bez walki. Oglądając „Warcraft” widać, że starał się stworzyć autorską wersję gry. Zawinił w ogromnej mierze scenariusz, w który nawtykano tyle elementów, że można by z nich nakręcić ze trzy osobne filmy.  Obserwując prognozy finansowe „Warcrafta” obawiam się że raczej już ich nie doczekamy.

top10szmidt
Poprzedni

Robert J. Szmidt: dziesięć powieści mojego życia

Znakomite
Następny

Magia & Miecz - wizualna uczta w wykonaniu Toppiego [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

4 Comments

  1. 2016-06-10 at 12:32 — Odpowiedz

    Jeżeli chodzi o finanse to chyba nie będą narzekać, w chinach w dwa dni film zarobił 90 mln dolarów (pobił rekord), podejrzwam że w innych krajach też narzekać nie będą.

    Co do narracji to z wypowiedzi wynika że robili film dla fanów i ludzi którzy znają wowa i wiedzą o co tam chodzi, i im nie trzeba opowiadać historii postaci, tylko ją pokazać i wszystko jasne. Więc jak patrzeć pod tym kątem to według mnie nie poległ. Poza tym z filmu wycięte jest 1,5 h więc może w edycji rozrzeszonej będzie lepiej dla tych którzy świata nie znają ..

  2. Anonim
    2016-07-10 at 18:46 — Odpowiedz

    TA RECENZJA JEST HAŃBĄ! Film jest rewelacyjny i został właśnie tak stworzony, że nawet Ci co w życiu do Warcrafcie nie słyszeli nie zagubili się ani trochę. Dowodem tego są moi rodzice, w szczególności mama, którzy byli filmem zachwyceni i czekają już na drugą część z koniecznym zamiarem pójścia na premierę, czego w życiu nie robili i nie deklarowali. Kto wam ludzie zapłacił za pisanie takich złych opini o filmie, który przyćmił w pierwszej części trylogię LotRa zostawiając go daleko w tyle?

  3. Loco
    2016-09-10 at 08:12 — Odpowiedz

    Beznadziejna recenzja. Wszystko robicie, by zgnoić ten film, tylko pytanie, dlaczego?

  4. Mulan
    2016-09-29 at 10:28 — Odpowiedz

    Jak ktoś fabuły nie zrozumiał to niech bajki na Cartoon Network idzie oglądać a nie poważne filmy. Moja narzeczona w życiu w Warcraft nie grała a filmem podobnie jak ja była zachwycona i już mi zapowiada że kupimy DVD. Film jest dla mnie jak dotąd najlepsza ekranizacją gry jaka zrobili i pod żadnym względem mnie nie zawiódł.

Dodaj komentarz